Wyświetlono wypowiedzi wyszukane dla hasła: Krzyżówek dla zerówki

Pilne pytanie o rzeczy wielce istotne;)


| Kupilabym jej jakies imadlo 233,(...)

o to starsznie wolno sie bedzie turlac ....


No a to strasznie wolno to znaczy jak?;)
Bo to strasznie wolno to pojecie relatywne bardzo jest;)

Jak jej wrzuce kolorowanki, albo krzyzowki dla zerowki to pojdzie czy
nie pojdzie?
W zyciu VPC nie widzialam na oczy i jak nikt mi nie powie czegos
konkretnego  to bede zmuszona kupic peceta i jeszcze sie w nim
grzebac..;) No ratujcie no!:)

 » 

Pilne pytanie o rzeczy wielce istotne;)



| Kupilabym jej jakies imadlo 233,(...)

| o to starsznie wolno sie bedzie turlac ....

No a to strasznie wolno to znaczy jak?;)
Bo to strasznie wolno to pojecie relatywne bardzo jest;)


wolno-wolno, chociaz jak dowalisz ramy, to sie troche rozbuja. aaa a
jak to bedzie jedyna aplikacja odpalona chwilowo na macu, to nawet jako
tako pojdzie. tylko zapomnij o wodotryskach graficznych na vpc.

Jak jej wrzuce kolorowanki, albo krzyzowki dla zerowki to pojdzie czy
nie pojdzie?


pojdzie. jak wrzucisz Medal of Honor pecetyczny, w ramach edukacji
obywatelskiej (nie bedzie niemiec plul nam w twarz) to bedzie problem.

W zyciu VPC nie widzialam na oczy i jak nikt mi nie powie czegos
konkretnego  to bede zmuszona kupic peceta i jeszcze sie w nim
grzebac..;) No ratujcie no!:)


imac 233 to w kierunku vpc 3 czyli windows 95 chyba. (nie pamietam czy
tam 98 chodzi - mialem badziewie ale wywalilem z dysku w kosmos ;-))
dyszczek by sie przydal wioekszy bo w tych imadlach zdaje sie 4 giga
montowali. a musisz kawalek dysku przydzielic pecetowi. ale poza tym
pluska jak rypka w metnej wodzie (przy czym slowo rypka zostalo uzyte
celowo - kto zgadnie wygra nagrode niespodzianke)

pozdrav
para
ICQ # 170559100
GG # 4806150
AIM: NickPary

Akcja protestacyjna MZK

Ale tak na serio, na końcówki MZK często dojeżdża kilka minut wcześniej albo kilka(naście) minut później, więc właściwie mogłeś przegapić ten autobus. Prawdopodobnie nie wiesz czy nie przejechał przed przystankiem 5 minut wcześniej.



Jezdze tym busem od roku i nigdy nie bylo problemow.
Wszystko jest zależne od kierowcy. Ile razy mi sp...(uciekła) 3 na koncówce Lotniczej przez właśnie wcześniejsze wyjazdy (nawet o 5 minut). Co gorsza czasami byla to ost. trójka.

Taaaaaak od kierowcy... Jasne Słuchaj powiedz mi jak ma gościu zdążyć jak jedzie 5 na Kossaka jak ma z Browarnej do Stogrosika 3 minuty?? (3 minuty a ma 4 krzyżówki i 2 pary świateł) i w tym momencie ja się nie dziwie że nie raz wyjeżdżają 2 minuty wcześniej czy nawet 3, zresztą zawsze jest ta tolerancja -2/+2 min. A np. zobacz sobie ile zerówka w godzinach szczytu musi stać na tej krzyżówce z Okólną (w kierunku na Śniadeckich(w sumie jak na Lutycką jedzie to też)) A jaka jest droga na tucholskiej gdzie zerówka mogła by jechać 30-40km/h a jedzie najwięcej 10. A jak masz pretensje, że nie zdążyłeś to owszem jest to może wina mzk, ale i trochę twoja bo trzeba było wyjść wcześniej o 3 minuty. Powiem jeszcze, że gdyby sytuacja naszych Pilskich dróg polepszyła się chociaż o połowę nie było by takiego czegoś.

Akcja protestacyjna MZK

Taaaaaak od kierowcy... Jasne Słuchaj powiedz mi jak ma gościu zdążyć jak jedzie 5 na Kossaka jak ma z Browarnej do Stogrosika 3 minuty?? (3 minuty a ma 4 krzyżówki i 2 pary świateł) i w tym momencie ja się nie dziwie że nie raz wyjeżdżają 2 minuty wcześniej czy nawet 3, zresztą zawsze jest ta tolerancja -2/+2 min. A np. zobacz sobie ile zerówka w godzinach szczytu musi stać na tej krzyżówce z Okólną (w kierunku na Śniadeckich(w sumie jak na Lutycką jedzie to też)) A jaka jest droga na tucholskiej gdzie zerówka mogła by jechać 30-40km/h a jedzie najwięcej 10. A jak masz pretensje, że nie zdążyłeś to owszem jest to może wina mzk, ale i trochę twoja bo trzeba było wyjść wcześniej o 3 minuty. Powiem jeszcze, że gdyby sytuacja naszych Pilskich dróg polepszyła się chociaż o połowę nie było by takiego czegoś.



A co to za argument?? A jak będzie śnieg padał to będzie jeździł 10 minut wcześniej żeby wyrobić się w czasie na końcowke?? Co za bzdury. Jak czasy są nierealne to niech zmienią na rozkładach, i wywalą tego co je tworzył z roboty. A nie takie bzdetne gadanie.

 » 

zajęcia na II roku

Karne - Królikowski, bardzo fajna i przyjazna atmosfera (miejmy nadzieje ze jak w tym roku zostanie drem to mu się nie przewróci w głowie , na zerówke można potem pójść do Sońty, albo Walczak-Żochowskiej i też jest fajnie.
Poza tym Konieczniak ponoć niezły (nie testowałem) bo przepisuje ocenę z zaliczenia na egzamin.

Cywil - odradzam Zaradkiewicza, chyba że ktoś lubi być maksymalnie ciśnięty. Mnie to totalnie na długi czas zniechęciło do cywila i dopiero po przepisaniu się do innej grupy odkryłem jaki to fajny przedmiot.

Admin - najnudniejszy przedmiot na roku. Można w miarę lekko przejść na egzaminie u dr Szymanowskiej lub Mackowiaka (ale u niego tylko na zerówce). Jak ktoś lubi tylko siedzieć i słuchać (lub rozwiązywać krzyzówki) to dr Stefańska - ale ona robi 3-4 kolokwiów zaliczeniowych. Ponoć na ćw fajny jest Mackowiak, ale jako że jest biurokratą to trudno jest się dostać "spoza".

Konstytucyjne - bardzo przyjemnie wspominam ćw z mgr Żabicką-Kłopotek. Jedyny Kłopot to, że potem całą grupę odesłała na zerówkę do dra Zubika. A poza tym standard - Piotrowski, na zeróce zadaje jedno proste pytanie, a na ćw ponoć wali ekstra dowcipami.

PMP - bardzo fajnie prowadził Kamiński (fajnie i ciekawie)

UE - odradzam Kańską, chyba, że ktoś lubi formalizm w stylu "nazywam się magister Klara Kańska, mam nadzieję, że na I roku już was nauczono, że na uczelni nie mówi się 'proszę Pani' tylko 'Pani magister' "

pozdrawiam

Cos o stopniach....

a ja "krzyżówka" cały czas wybieram się jeszcze raz na 2st ONŻ bo coś mi nie pasuje w moim i jak słucham "dzieciaków" które opowiadają jak przeżyły swój 2 st to mi zazdrość bo mi z 2st zostało pragnienie "nie bęę taką animatorką jak ta z którą byłam" mam nadzieję że realizuję to pragnienie a na 2 st pojadę!!!
Mam pytanie dot nowej drogi czy w którejś diecezji realizowane są wszystkie trzy stopnie (bo u nas tak na prawdę tylko 2(zwany 1) pod nazwą 2stOND(naprawde 3) realizowany jest często zwykły program zerówki a jedynki nie ma wcale( chociaż pomysł OND powstał właśnie w diecezji przemyskiej)

Nauka literek i cyferek - jak pomóc dziecku

A to widze, że Sylwia przechodzi taki sam etap, jak Dominika rok temu.
Nie pomagało nic: książeczki z literami, pisanie po śladzie, programy edukacyjne - to był koszmar i zero zrozumienia.
A wszystko skończył się, gdy ... Dominika oficjalnie poszła do Zerówki. Teraz nie można jej odgonić od poznawania liter, sama pyta, non stop coś tam sobie pisze, próbuje sama czytać, a nawet rozwiązuje krzyzówki z tatą.
Chyba poprostu dziecko musi zrozumieć, że Zerówka to taki czas, że już TRZEBA się uczyć.
I myślę, że nie ma co już godzić się na odraczania, tylko puścic rybke na głęboką wodę.

Zmiana trasy linii 5

Sooorry, ale jeśli prywatni (no, państwowo-giełdowi) właściciele budynków
zechcą zrobić podcienia to będzie można o tym gadać. Póki ich nie ma to to
jest ładna teoria.


Nie tylko, są też przepisy o wywłaszczeniu, gdyby nie dało się wykupić
kawałków parterów i trzeba było pogrozić szabelką. Nie takie rzeczy sie
działy w tym mieście . Tylko komuś się musi chcieć.

Z tym, że to wcale nie jest takie protramwajowe rozwiązanie, bo w tym
momencie
znika ci np. stałe zezwolenie na skręt z Borowskiej w Peronową -- dzięki
krzyżówce.


A po co mi stałe zezwolenie na ten skręt skoro pora pojawienia się tam
tramwaju nie jest dowolna, ale wyznaczona przez światła na poprzednim
skrzyżowaniu?

Ładna teoria. Kiepsko się na praktykę przekłada, no chyba, że na
wszystkich
wlotach poustawiasz sygnalizację w stylu tego co teraz jest na KDM-ie,
żeby
czasem zbyt wiele tramwajów nie zdążyło na skrzyżowanie wjechać.


Jest wiele inteligentnych rozwiązań, a nawet całkiem głupie będzie zgrabnie
działać jeśli tramwajarze nie będą sie pchali. Zresztą nie bardzo będą

zerówki raz na 15 minut. Reszta jest zatrzymywana przez światła w ciągu
Kołłątaja i nie ma potrzeby dokładać niczego więcej. Więc się nie obawiam
tego korka, którym grozisz.
Nie każdego da się zadowolić i rozwiązania są zawsze jakimś kompromisem i
wynikają z wyboru priorytetów. A ten, w okolicach dworca z pewnością nie
jest korzystny dla pasażerów zbiorkomu. Szczerze mówiąc takiej tandety jak
ta nigdzie nie spotkałem.

Wspomnienie dzieciństwa :)

dokładnie tak było

wymiana kaset co sobotena wowrze hahaha pamiętam jak dziś jak na maszynie do pisania wypisywałem z programu telewizyjnego tytuły filmów poczym naklejałem je na kasete i tak z wypisanymi filmami których notabene nie było tak naprawde na kasetcach szedłem ciulać ludzikuf hahahaha

rzecz jasna i mnie zawsze ciulali : ) więc czuję się usprawiedliwiony

i w nożyki też się pykało ale ja cienias raczej w to byłem

pamiętam tez jak na zakończenie zerówki z mamusią szedłem na zakończenie roku a że chodziłem na korfanty do zerówki to mama przestrzegała , synciu tylko się nie wywróc po drodze bo masz czyste ciuchy.Odpicowany białe spodnie biała koszula szedłem dumnym krokiem wzbudzić ogólne poruszenie wśród ponętnych siedmiolatek.

już na terenie zerówki wyrznołem orła tyłkiem do błota uuuuu te traumatyczne uczucie pozostanie ze mną do konca moich dni podobnie jak w pociągu relacji Racibórz-Ełk , wiadomo jakie kiedyś panowały ściski w pociągach

ale co to dla mnie , postanowiłem narobić w majtki hahahaha pamiętam jaki podziw wzbudził mój falujący tyłek za oknem pociągu pośpiesznego : )

PODZIW PODZIW tak uważam i mam zamiar nadal się oszukiwać

gralo się w klasy jeszcze niestety widzę że teraz dzieciaki tego nie praktykują,zajmują się teraz za to palenie papierosów k$%wanie i zaniżeniem wieku swojego pierwszego stosunku

mihihihi

w mamuty się bawiliśmy kiedyś trzy osoby stały uchylone i następne trzy skakało na plecy i która drużyna się najdłużej utrzymała na plecach wygrywała hmm nie wiem czy to na tym polegało w sumie hahahaha

w palanta nogą od taboreta ahahahaha

mleko i śmietana w butelkach , pamiętam jak chlebek stoł po złotóweczce : )
Szumy i trzaski kaset magnetofonowych
Supełek z Pętelką albo Krzyżówki z Diablikiem
: )

walki robaków-Pajak krzyżak VS Mrówki : )
czar par na polsacie : )

taki seiral był co jakiś włochacz tam występował "ja kudłaty durnowaty" o jak ja się go bałem hmm pamięta ktoś tytuł może ? : )

żetony tazo ze Star Wars : )

odkodowany canal plus i baje w szalonym mlynie : ) to pinki to pinki jest i mózg mózg mózg mózg ahahahaha

kiczowaty power rangers , tak tandetnego serialu to chyba njikt jeszcze nie stworzył : )

sigma i alfa : ) jeszcze był program do nauki angielskiego na dójce takie fajne potworki go prowadziły , księżniczka jakaś i król w postaci lwa : )
Jak miałem 8 lat jeździłem na całe wakacje do babci na wieś i sie pamietam jarałem, że wychodze z domu i od razu na dworze, a w miescie to musze z 2 piętra napierdzielac :/ : )

aaaaaaaaaa szalone cyrfy (dusia mowi prawde a january blefuje) ahahahahahaha

a mieliście takie kolorowe koraliki na swoich składakach ? : )

Dzis szczeniaki juz jaraja szlugi, grass i pija i to nie sporadycznie. Wtedy nie miałem PC-ta ale zapierdzielałem do 22 na dworzu i tylko mamuska wolala z okna "Jaaaaacek" a ja "ale muuuszee": ) Teraz matki juz nie wypuszczaja tak dzieciakow, kupia im kompa, mp3, komóre, wysylaja na jakies jezyki, tenis, korepetycje albo odgradzaja sie w bogatych osiedlach: )

kult-krew boga

joó : )

Opowieść aseptyczna

Opowieść aseptyczna

Ta opowieść zaczyna się właściwie w momencie, gdy jako student pracowałem dorywczo w zakładzie szklarskim. Ot, prosta robota: wynoszenie formatek, wnoszenie szkła, pomoc przy krojeniu. Majstrem wieczornej zmiany był pan Edziu, człowiek dusza, który z uśmiechem i anielską cierpliwością zdradzał mi największe arkana sztuki obróbki szkła. Dzięki niemu wiedziałem, czym się różni stopsol od antisolu, jak powstaje lustro zwykłe, a jak „łososiowe”, czyli złote i czym to się je, jakie luzy dawać do szyb i co to jest szyba zespolona. O klejonkach nie wspomnę; dość przyznać, że nauka nie poszła w las, bo wiedza nabyta podczas dorabiania sobie na lewo u szklarza zaprocentowała mi kilka lat później i był to procent najwyższy z możliwych. Dzięki niemu wygrałem życie.

Staż odbywałem w ośrodku leczenia nerwic, niestety za psie pieniądze. Nie żebym gardził szkłem, broń Boże! Niestety, z kasą nie chciał przyjść stosowny papier, a to mi było potrzebne do znalezienia stałej, dobrze płatnej pracy. Co ja tu będę pióro strzępić – każdy z nas przechodzi te wszystkie etapy kariery zawodowej, każdy z nas płaci jakieś frycowe... No więc zapłaciłem i ja. Wylądowałem na telefonie jako bardzo zaufana osoba i przyznam, że ta zaszczytna funkcja powinna przypaść doświadczonemu psychologowi, a nie młokosowi zaraz po studiach. Dość, że podczas trzech godzin dyżuru przy telefonie zaufania zadzwoniło do mnie pięć osób. Cztery z nich po rozmowie ze mną popełniły samobójstwo, przy czym, jak się okazało, troje z nich zadzwoniło do mnie przez pomyłkę. No i dostałem papiery ze stażu do ręki, dobrą opinię, ale łatka jonasza przylgnęła do mnie jak gówno do pantofla. Potem był salon samochodowy, gdzie wciskałem ludziom stare graty sprowadzane z zagranicy i ta niemiła historia z kobietką, która kupiła samochód Jasia Fasoli. No tak, trafił nam się żółty mini, identyczny, jak ten na filmie. Kobitka kupiła, dumna odjechała, a przez następny tydzień jej mąż wydzwaniał do nas kilka razy dziennie, że to niemożliwe, aby autko tego rozmiaru paliło pięćdziesiąt na sto. Chyba, że ma napęd odrzutowy. Po tygodniu poprosiłem o przyjazd do naszego punktu, wsiadłem jako pasażer i poprosiłem panią, aby wsiadła z powrotem do tego cudu brytyjskiej komunikacji i obwiozła mnie po okolicy. Pani wsiadła, wyciągnęła małą, zakończoną plastikową gałką rączkę i… powiesiła na niej torebkę. Wszystko stało się nagle jasne! Ta prześliczna wajcha to była dźwignia ssania, a nie wieszak!
Nie wiem, jak mocno wydarł się na nią mąż, ale ja chyba byłem głośniejszy, dlatego już w poniedziałek szedłem do serwisu komputerowego na okres próbny. Nie był to może szczyt moich marzeń, ale żyć za coś trzeba było, niestety do następnego wtorku. Trzeciego dnia zadzwonił klient i skarży mi się, że mu klawisz K w klawiaturze nie działa, a dopiero przecież zakupił komputer i w ogóle co to ja sobie nie myślę. Nie myślałem. Nie myślałem, że będę miał do czynienia z idiotą. Poradziłem, żeby odpiął i przywiózł nam, co trzeba, a my wymienimy na gwarancji. Po czterdziestu minutach pojawił się w sklepiku trzymając dumnie w ręku pojedynczy klawisz z literką K… K jak mać.
W czwartek byłem już na rozmowie, ale co tam! „Damy panu odpowiedź w przyszłej dekadzie, proszę czekać!” Słysząc taki slogan wielokrotnie, wysyłałem moje CV gdzie tylko popadło. Było ciekawe ogłoszenie w prasie? Posyłałem. W urzędzie pracy? Posyłałem. Choćby i było na słupie – też bym posłał. Aż ni z tego, ni z owego otrzymałem odpowiedź. Z banku. Nie czytając, jaki to bank, otworzyłem kopertę. Radość przepełniła mi skołatane serducho, bo z lakonicznego tekstu wynikało, że moja aplikacja wzbudziła w dyrekcji zainteresowanie. Co prawda przez myśl mi przeszło, że nie mam pojęcia o bankowości, funduszach i oprocentowaniu, ale jak wykazały dalsze wydarzenia, nie miało to żadnego znaczenia.

Pracowałem już trzeci tydzień na dziennej zmianie wydając co jakiś czas bezcenne depozyty kurierom i rozchodując surowiec. Moje szczególne umiejętności analitycznego myślenia, a także brak obrzydzenia sprawiły, że stałem się najlepszym kandydatem na stanowisko kierownika jednoosobowego działu utrzymania ruchu w banku. Praca była monotonna: co jakiś czas podjeżdżał umundurowany kurier, przedkładał mi plik dokumentów, ja to sprawdzałem, podbijałem, szedłem do sejfu, otwierałem, pobierałem odpowiednią ilość i jakość, wydawałem… Czasem miałem gości pod postacią uzupełnienia sejfu, wtedy w wielkim pośpiechu obsługa mikrobusu wyładowywała cenny urobek całego dnia z różnych punktów w mieście. I tak się życie toczyło. Po pewnym czasie z nudów opowiadałem znajomym bajeczki, jaką to mam ciekawą pracę, ile to się rzeczy dzieje, jaki to nie był napad na mój bank, choć nigdy napadu nie było. A ja z uporem maniaka opisywałem kumplom wieczorem przy piwku, jak to do kontuaru podchodzi zamaskowany połówką damskiej rajstopy jegomość, wyciąga pistolet i mówi:
– To jest napad, otwieraj sejf!
– Proszę bardzo – odpowiadam z uśmiechem i ku zaskoczeniu delikwenta otwieram ten cholerny sejf. A właściwie coś, co wygląda jak sejf, bo też jest ze stali nierdzewnej, jest duże i ma skomplikowane zamki. Więc ja to otwieram, wyciągam woreczek foliowy z cieczą w kolorze surowej wątróbki, rzucam gościowi i patrzę, co zrobi.
– Co to, (...), jest?! – ryczy zaskoczony bandzior.
– Pyszniutka be-er-ha-plus! – zachwalam z uśmiechem. – Najlepiej smakuje z pieprzem i schłodzona do ośmiu stopni Celsjusza!
– …to jest…. – Bandzior opuszcza broń i z niedowierzaniem wpatruje się w woreczek z podejrzaną etykietką.
– Aha! – potakuję. – Niektórzy dodają to do jajecznicy, lecz osobiście uważam, że jako dodatek do sosów i mięs jest niezastąpiona!
Gość lekko zielenieje na twarzy.
– Co, bukiet nie odpowiada? – pytam zatroskany uważnie obserwując gościa. – Woli pan bardziej wytrawne? Er-ha-minus mam, ale tylko A. Moim zdaniem to sikacz, bo ma metaliczny posmaczek. Dawca choruje chyba na nerki…
Facet jest już bardzo zielony.
– … to jest …
– Krew ludzka, konserwowana – dodaję z uśmiechem. – Zgodnie z etykietką. Dać jeszcze pół litra?
Wiem, że delikwent zaraz puści pawia, ale na całe szczęście nie zdążył. Wcześniej zemdlał. A ja w tym czasie chowam bezcenny woreczek z powrotem do stalowej chłodni i wybieram numer 997.
– Cześć – mówię. – Tak, to znowu ja. Mam kolejnego analfabetę. Gość odcyfrował tylko BANK, nie doczytał, że to BANK KRWI… Tak jak i tamci, leży mi na podłodze, cymbał jeden.
I tak co wieczór. Historyjka wkrótce się wszystkim osłuchała, choć za każdym razem rżeli jak stado dzikich centaurów. Dzięki temu jakoś gładko przełknęli moją nową historyjkę, choć w tym przypadku nie musiałem już kłamać. Nie musiałem nikomu wciskać kitu, jak to zostałem Łowcą. Okrutnym, bezwzględnym Łowcą. Punktem zwrotnym w mojej nietypowej karierze była prośba technicznego o czasowe przejście na nocną zmianę.

No właśnie – zdradziłem już połowę mojego największego sekretu: jestem Łowcą. Samozwańczym. Nie jakimś tam wybrańcem, pomazańcem, pomyleńcem. Po prostu odkryłem w sobie mordercze instynkty i robię to, co lubię. A wszystko przez naszego dyrektora technicznego. Wyobraźcie sobie, że ten cymbał nie był nawet świadom skali spisku, w jakim wszyscy uczestniczyliśmy. Ale… właśnie dzięki temu wszystko wyszło na jaw i mogłem odkryć w sobie moje niesamowite talenty, które z bezwolnej ofiary pomogły mi się przeistoczyć w myśliwego.
Katalizatorem całego następującego łańcuchu zdarzeń było zniknięcie Stacha, nocnego zmiennika. Widywałem go głównie rano i choć facet był mrukowaty, lubiłem go za prostotę formułowania myśli. A miał kiedy myśleć – rzadko kiedy na nocnej zmianie działo się cokolwiek, a gdzieżby tam miało się dziać coś ciekawego! Pamiętam, jak po raz pierwszy obejmowałem dzienną wachtę, a mój cokolwiek ekscentryczny kolega zdawał mi dyżur wraz z całym tym krwawym dobrodziejstwem. Oczywiście towarzyszył mi personalny, który specjalnie przyjechał z oddziału wojewódzkiego, aby wprowadzić mnie w arkana magazynowania i gospodarowania życiodajnym płynem ustrojowym, jakim niewątpliwie jest krew. Weszliśmy do sali operacyjnej, zza kontuaru wychynęła strasznie chuda postać na oko po czterdziestce. Jak się później okazało, Stach, choć dość poważnie wyglądał, dobiegał dopiero trzydziestki. Dość, że ten kościsty wypłosz na mój widok warknął tylko przyjaźnie coś pod nosem, po czym dodał:
– Mmmm. Nowe mięsko…
Personalny zmierzył go wzrokiem.
– Masz tu. – Wypłosz walnął w stół papierami na podkładce z napisem „Scholar”. Zadrukowana tabela wykazywała, kiedy i o której był kurier, skąd przyjechał, ile i jakiego sortu pobrał. Prosta rzecz! Tak wtedy myślałem.
– Dzięki. Tomasz jestem. – Wyciągnąłem rękę. Popatrzył na nią obojętnym wzrokiem, po czym po chwili, jakby bez przekonania, uścisnął.
Tymczasem personalny przeglądał zapiski oparty plecami o coś, co mi się wydawało kasą pancerną.
– Skoro już się znacie, poproszę pana o przekazanie nowemu koledze co nieco wiedzy o naszej pracy. – Jego nieskazitelnie błyszczący ołówek błądził po notatkach.
– To pudło za dyrektorem, to nasz sejf. Strzeż go jak oka w głowie, wszędzie pełno krwiopijców!... – zaczął Stach, ale nie było mu dane dokończyć.
– Proszę nie żartować sobie z nowego kolegi! – wtrącił się dyro odrywając wzrok od papierów.
– Taaaaa… Jak otworzysz sejf, po lewej masz plusy, po prawej minusy. Leci od góry zerówka, potem jak w alfabecie: A, B, AB… Jak się która skończy, trzeba rozpisać zamówienie, wtedy punkty rozpoczną zbiórkę i wieczorem cały ten kisiel ci zwiozą.
– Aha – potaknąłem, choć to wszystko było dla mnie dość niesamowite.
– Tu rejestrujesz wypływy… he, he! Fajnie brzmi! – Dyrektor znowu spojrzał spode łba na mojego zmiennika. – Tu wpływy. Co tydzień inwentarka, zmiennik potwierdza stany. Straty wpisujesz do kolumny na końcu. Tylko nie podpijaj, bo bilans musi się zgodzić!
– Straty? – zapytałem zdziwiony.
– Czasem pakunek spadnie przy przemieszczaniu – wtrącił personalny. – Te nowe woreczki do przechowywania też nie są rewelacyjne. Szkło z podwójnym korkiem było o wiele lepsze…
– Taaa… – mruknął Stach. – Kto by pijał wino z foliowego worka!
Dyro zmierzył go raz jeszcze, więc chudzielec pożegnał się, wziął skórzaną raportówkę na przydługawym pasku i poczłapał raźno do wyjścia. A dla mnie rozpoczęła się pierwsza, krwawa dniówka. Bez napadu, o którym tak chętnie opowiadałem później przy piwku.

Po pół roku byłem już całkiem obcykany, gdzie, co, jak, za ile i po co. Wiedziałem, że jak przyjeżdżał „Ra-aptek”, to przeważnie była to B Rh+, co najmniej pięć litrów. Inni brali głównie rzadkie grupy krwi, ale „raptusie” brali głównie B+. Pewnego pięknego dzionka dyro techniczny placówki wezwał mnie do siebie i zapytał o Stacha. Wyjątkowo dziś rano papiery czekały na mnie na kontuarze, ale nocnego zmiennika nie było. Cóż, zdarza się! Klucze od tego przybytku i tak miałem, tak na wszelki wypadek. Kodu do alarmu nie pamiętałem, bo i też nie pamiętałem, kiedy ostatnio alarm był używany. Myślę, że na to pytanie nie potrafił mi odpowiedzieć nikt w firmie. A Stach? Podobno odbił kartę po dziesiątej wieczór, czyli objął zmianę, natomiast kiedy ją skończył? Nikt nie wiedział.
– Podejrzewam, że pan Staszek po prostu pieprznął robotą – wypalił techniczny.
– Może gdzieś popił?
– Człowieku, to krowa, nie mężczyzna! – Mój rozmówca wzniósł oczy do nieba. – W życiu opił się tylko mlekiem, alkoholu do ust nie brał!
– Dobra, ja wracam do operacyjnej. – Odwróciłem się na pięcie. – Jakby co, to ja chwilowo nie mam zamiaru pieprzyć tej roboty.
– Jakby co, to proszę wieczorem być pod telefonem – rzucił całkiem serio dyrektorek. – Na nocnej zmianie trochę lepiej płacą, a i spokojniejsza robota.
Co do pierwszego miał rację. W miarę delikatnie zamknąłem drzwi do jego pokoju szumnie nazywanego „gabinetem”, nie wiedząc, że w tej drugiej kwestii dyro się cholernie mylił.

Telefon zadzwonił. Piętnaście po byłem już na posterunku i zamykałem za zatroskanym technicznym. W końcu stracił w miarę nienarzekającego pracownika! Usiadłem w fotelu, spojrzałem w grafik. No tak, teraz to mi już tylko nocki pozostaną… Ale niech tam! Na nocce też można się przekimać i jeszcze ci za to płacą. O jedenastej zajechały „raptusie” swoim wysłużonym Polonezem. Tak jak pisałem kilka wersów temu: pięć litrów B Rh+. Motocyklista na autostradzie. Potrzeba dużo krwi, bo gość chciał przegwałcić kierownicę, która ostatecznie spenetrowała mu trochę wnętrza. Drobiazg, może szczaw pożyje dzięki tym woreczkom do rana. O dwunastej piętnaście telefon, czy mam dychę A minus. Aż tyle nie, ale osiem mogę dać. Dobra, zobaczą, czy nie uda się skompletować dostawy z dwóch mniejszych magazynów bliżej szpitala. Ha! Trudno! Na Tomaszka z popielnika iskiereczka mruga – chodź, opowiem ci bajeczkę, nocka będzie nudna. O pierwszej dwadzieścia miałem gościa. Tego oczywiście nie rejestrowałem, ale przyszedł do mnie facet, który był kolejnym ogniwem odmieniającym mój nudny żywot „bankowca”. Trudno zresztą mówić, że przyszedł, bo to ja go wciągnąłem do środka myśląc, że gość jest ranny, albo nagle zasłabł. Dość, że dokładnie o pierwszej dwadzieścia facet zawisł mi na chromowanym pochwycie aluminiowych drzwi prowadzących z ulicy wprost do operacyjnej.
– Nic panu nie jest? – zapytałem szczupłego mężczyznę przed pięćdziesiątką, który wisiał mi na ramieniu.
– To chwilowe. – Jegomość próbował się uśmiechnąć, lecz wyszedł mu tylko jakiś taki dziwny, kwaśny grymas.
– Proszę się na mnie oprzeć – dodałem. – Usiądzie pan, odpocznie chwilę…
Co prawda był ode mnie wyższy o pół głowy i rzekłbym, że garnitur wręcz na nim wisiał, ale tego, że facet okaże się aż tak lekki, nie podejrzewałbym. Wprowadziłem go do operacyjnej kopiąc piętą w drzwi. Niepotrzebnie, bo samozamykacz i tak by zadziałał. Oparłem mojego nieoczekiwanego gościa o kontuar i odsunąłem stolik w zaimprowizowanym punkcie oczekiwania petenta. Złapałem gościa pod pachy i ciężko usadziłem w miękkim fotelu.
– Napije się pan wody? – nic mądrzejszego nie przyszło mi do głowy.
– Dziękuję, nie…
– Jak się pan czuje?
– Trochę mi już lepiej – odparł gość słabym głosem. – Myślałem, że już nie dojdę.
– Na całe szczęście mam nocny dyżur – starałem się podtrzymać rozmowę, bo widziałem, że gość jakby powoli odzyskiwał kolory.
– Czy… – zawiesił głos.
– Czy…? – powtórzyłem jak echo.
– Czy i od pana dostanę trochę krwi?
To pytanie mnie zaskoczyło kompletnie.
– Transfuzja nie wchodzi w rachubę – burknąłem nie wiedząc, co powiedzieć.
– Pan wtajemniczony? – zapytał mnie dziwny gość kładąc głowę na oparciu fotela.
– Wtajemniczony – odparłem, bo przecież byłem członkiem Gildii Miłośników Fantastyki i chyba mogłem się zaliczać do wtajemniczonych. Tak mi się przynajmniej wydawało.
– To rozumiem pańskie opory – jęknął facet. Dopiero teraz mogłem mu się przyjrzeć. Pomimo wieku, skórę miał gładką, choć bladą. Jego rysy twarzy mógłbym nazwać szlachetnymi, gdyby nie to, że sam delikwent zdawał się cierpieć.
– Nie mam identyfikatora… – westchnął gość.
– Zgubił pan? – zapytałem przysiadając obok na stoliku.
– Odebrali mi. Jestem seropozytywny.
– C'est la vie – odparłem filozoficznie, ale nic ciekawszego mi do głowy nie przyszło. To już po raz drugi tego wieczora, ale chyba rozumiecie moją dezorientację.
– Złotem zapłacę! – mężczyzna poderwał się do siadu wyszarpując z kieszeni niedużą monetę, która chwilę potem potoczyła się po stole w moim kierunku. Podniosłem żółtawy krążek i przyjrzałem mu się. Z jednej strony smutne oblicze ukazywała Matka Boska, obok majaczył wytarty napis „..a mater dei patrona hungarie…”, z tyłu był herb Węgier. Obok imienia władcy brak jednak było nazwy Węgier, były natomiast niezrozumiałe skróty i liczba 26. Znałem się na starych monetach jak nikt inny w moim wieku, ale takiego egzemplarza nie spotkałem jeszcze nigdy. I wtedy wszystkie elementy układanki zaczęły mi się same dopasowywać… Moneta była z Siedmiogrodu, pół węgierskiego, pół rumuńskiego księstwa. Nie muszę chyba mówić, skąd pochodził najsłynniejszy hospodar wołoski…
– Siedmiogród… – wyszeptałem oglądając monetę.
– Transylwania – odparł mój tajemniczy rozmówca. – Ojczyzna ukochana i nasze przekleństwo.
– Jak to się stało…? – spytałem odkładając monetę na blat stołu i choć nie o to pytałem, usłyszałem tylko potwierdzenie szalonej hipotezy, która zaczynała dojrzewać w moim skotłowanym umyśle.
– Od czasu, jak jakiś Murzyn bzyknął małpę gdzieś w Afryce, Rada podjęła decyzję o rozwoju sieci banków krwi. Uruchomili ogromne fundusze, owszem – krew ratuje wasze kruche życie, ale głównie służy nam. Jak każdy z nas, identyfikator miałem i ja. Przychodziłem, odbierałem butelki, potem woreczki… tylko za okazaniem. A potem zatęskniłem za tradycją i dziabnąłem tego zataczającego się młodzieńca. Śmierdział klejem i niestety, przenosił HIV. Od tego czasu jestem seropozytywny, a Rada za złamanie przepisu odebrała mi identyfikator skazując na wieczny głód. Kąsać też mi już nie wolno, spiłowali mi kły. Tak oto i ja stałem się ofiarą małpiej zarazy.
„Wariat” – pomyślałem. „Albo mitoman! Mało to takich?”. Na wszelki wypadek, gdyby jednak gość był seropozytywny i chciał mnie ugryźć, odsunąłem się na krawędź stolika.
– Niech się pan nie obawia. – Facet starał się mnie uspokoić widząc moją reakcję. – Pochodzę ze starego rodu, w którym uczciwość ceni się szczególnie wysoko.
Nie odpowiedziałem. Zapadło niezręczne milczenie, ale przyznam, że perspektywę nudnych nocek powoli przesłoniła mi wizyta wariata, który do swojej roli był całkiem dobrze przygotowany. Brak mu było tylko długiej, czarnej peleryny.
– To jak? Da się pan przekupić? – zapytał szaleniec.
– Podobno ceni pan uczciwość…?
– Owszem, ale głód potrafi przesłonić wszystko. A głód krwi jest silniejszy, niż może pan sobie wyobrazić – zapewnił mnie gość. – Niech pan sobie wyobrazi, jak to jest mieć w życiu tylko jedno pragnienie! Boże, jak ja pragnąłbym umrzeć!
– To wampiry żyją wiecznie? – zapytałem po raz pierwszy bez oporów używając słowa „wampir”.
– Niestety, tak.
– To fascynujące, poznać tylu ludzi i zobaczyć tyle wydarzeń… – postanowiłem pociągnąć temat, bo gdzieś wyczytałem, że wariat się uspokaja, jeżeli trochę mu poprzytakiwać do jego idée fixe.
– Niezbyt. – Mężczyzna skrzywił się kwaśno. – Patrzeć na świat, który przemija i coraz mniej go rozumieć?
– Proszę wyjść kiedyś na słoneczko – poradziłem, przypominając sobie książkę Brama Stokera.
– To by było samobójstwo! – oburzył się mój gość. – Po takim czynie Bóg by mi nigdy nie wybaczył! Nie czytał pan Pisma?
– Ależ oczywiście, że czytałem! – zapewniłem go nie tyle dla świętego spokoju, ile dla własnego bezpieczeństwa. W tym moim powalonym kraju, kraju, z którego pochodził jeden z największych ludzi nauczający swoje owieczki tolerancji, ja – ateista – doświadczałem nietolerancji na każdym kroku, myśląc niejednokrotnie, że pontyfikat tego wielkiego człowieka poszedł na marne, bo ludzie nic nie zrozumieli z jego nauk.
– … a tak mam szansę na odkupienie win, choć nie będzie to łatwe!
– Proszę zatrzymać swoją drogocenną błyskotkę. – Przesunąłem monetę w jego kierunku. – Zobaczę, co się da zrobić. Proszę tu poczekać.
To rzekłszy, udałem się na zaplecze i zacząłem grzebać w mojej czarnej, szmacianej i odrobinę znoszonej torbie. Wyciągnąłem kartonik, naciąłem nożyczkami róg. Pod stołem stało kilka starych butelek po kroplówkach. Wybrałem najmniej zakurzoną, otworzyłem szufladę i wyciągnąłem samoprzylepną etykietkę z czerwonym paskiem na skos oraz dużą literą B z prawego boku. „KREW LUDZKA KONSERWOWANA” – głosiła etykietka, krzycząc dużymi literami. Wlałem do połowy myśląc też i o moim aperitifie, zakorkowałem gumę, nałożyłem aluminiowy kapsel i całość tej mojej mistyfikacji zawinąłem w foliową reklamówkę. Popatrzyłem na efekt – na pierwszy rzut oka mój wieczorny sok pomidorowy z osiedlowego marketu przypominał trochę zleżałą porcję krwi… W każdym bądź razie temu biednemu szaleńcowi nie zaszkodzi! Z lekkim uśmieszkiem zadowolenia powróciłem do operacyjnej, gdzie w fotelu spoczywał mój niezwykły gość.
– Stare zapasy, przeterminowane i poza stanem… ale jakoś utylizować to muszę. Nie miałem serca wylać. – Zacząłem łgać jak z nut.
– Dziękuję panu. – Mężczyzna pochwycił butelkę owiniętą reklamówką. – Niekoniecznie ratuje mi pan życie, ale na pewno ulży mi pan w cierpieniu.
Wyciągnąłem rękę, aby pomóc mu wstać. Ciężko było go ruszyć z miejsca, biedak musiał być naprawdę bardzo osłabiony, ale w końcu jakoś poszło.
– Nie ma za co, czasem też bywam w potrzebie – odparłem uprzejmie doprowadzając gościa do drzwi. – Zdrowia życzę i dobranoc.
– Dobranoc. – „Wampir” skłonił się, przeszedł na drugą stronę ulicy. Po chwili straciłem go z oczu. Zadowolony ze spławienia cokolwiek ekscentrycznego gościa wróciłem do krzyżówki.
Dwanaście minut później drzwi wejściowe do banku otworzyły się z hukiem.

Dziwnym, rachitycznym krokiem, jakby na sztywnych nogach, wtoczył się do operacyjnej mój ulubiony szaleniec udający wampira. Jego sztywne kończyny odmawiały posłuszeństwa, arystokratyczną twarz wykrzywiał grymas. Na widocznych częściach ciała coraz wyraźniej zarysowywały się spuchnięte żyłki czegoś, co wyglądało jak spękania w marmurze. Żyłki pulsowały własnym życiem, pojawiały się, to znikały i znów pojawiały się, ale jakby ze zdwojoną siłą.
– …to był sok pomidorowy…? – wysyczał gość.
– Sprawdzę datę ważności, ale nie powinien panu zaszkodzić. Zresztą ja też już piłem…
– Pan nie jest wtajemniczonym!.... – pod gościem ugięły się kolana i padł na klęczki. Żyłki na bladej skórze stawały się coraz grubsze. – Teraz Najwyższy mi wybaczy!... Zostałem otruty… pomidory zawierają srebro… zabójcze dla wampirów…
Padł na twarz wijąc się w konwulsjach. Dopadłem do nieszczęśnika mając nadzieję, że to tylko atak padaczki albo hipoglikemia, ale kiedy go odwróciłem, wiedziałem, że facet kona.
– Krzyż! – wystękał, jego przekrwione białka oczu powoli zachodziły mgłą. Natychmiast wpadłem do chłodni tuż obok. Kiedyś miała tu być kostnica, ale Akademia Medyczna sprzedała budynek i powstał nasz bank. Chłodnia jednak została, a tam wisiał jedyny krzyż w całym banku. Zerwałem go natychmiast ze ściany i pognałem do operacyjnej. Położyłem konającemu na piersi.
– Dziękuję…. – wyszeptał i stężał. Jego ciało poszarzało i po chwili faktycznie przypominało stary kamień.
Stałem tak nad nim z rozdziawioną gębą, bo to raczej chyba nienormalne, aby przypadkowy facet wykitował na pierwszym, nocnym dyżurze i to jeszcze z winy soku pomidorowego. Nie wiedziałem, czy mam dzwonić po technicznego, po jakieś pogotowie, czy po „aniołki Charliego” spod numeru 997… i co ja powiem?
Gdy tak kombinowałem, co tu zrobić, wpadł mi do głowy jeszcze jeden, niedorzeczny pomysł. A jeżeli klient mówił prawdę? Targany najgorszymi przeczuciami wyszarpnąłem szufladę pod kontuarem, gdzie obsługa gromadziła latami różne, bardzo potrzebne i wysoce zbędne śmieci. Pamiętam, że gdy szukałem żyletki do zaostrzenia ołówka zaciąłem się w palec kawałkiem rozbitego lustra.
Po chwili znalazłem kawał rozbitego zwierciadła. Ustawiłem je nad zwłokami i popatrzyłem w odbicie trupa. Moje najgorsze obawy znalazły potwierdzenie w rzeczywistości – trupa na posadzce nie było widać. Popatrzyłem na leżącego przede mną mężczyznę z krzyżykiem na piersi i jeszcze raz po patrzyłem w lustro. Krzyżyk był, lecz gdzie był nieboszczyk? Podniosłem krzyżyk i odniosłem do nieczynnej chłodni, aby odwiesić go na miejsce. Sięgając do zaczepu na ścianie kopnąłem butem coś metalowego. Śrubka, i to nierdzewna! Skąd to u licha…? Popatrzyłem do góry. Jedna z płyt podwieszonego sufitu była odsunięta. W mroku powstałej szczeliny majaczyła ludzka ręka. Miałem już dwa trupy. Odnalazł się Stach.
Wziąłem metalowy taboret i postanowiłem sprawdzić, czy aby się nie mylę. Stojąc na stołku odkryłem dwie rzeczy – faktycznie odnalazłem mojego zmiennika, poza tym w palcach nieboszczyk miał duży, mosiężny żeton z uśmiechniętym słoneczkiem i napisem „one penny / dum tacet clamat”. Schowałem ten żeton i postanowiłem ze Stachem poczekać do rana. Tylko co można było zrobić z trupem z sali operacyjnej?
Rozwiązanie nasunęło mi się, gdy jeszcze stałem na taborecie i dokręcałem obluzowaną płytę. Obok wisiała lampa bakteriobójcza, emitująca światło, którego spektrum do złudzenia przypominało intensywne światło słoneczne. Pół minuty później ciągnąłem już truchło wampira za nogi w kierunku chłodni. Ułożyłem pośrodku niedużej Sali i podbiegłem do włącznika lampy. Oby tylko zadziałała! Ufff! Była na chodzie! I jak myślicie? Co się stało? Nie było ani wybuchu, ani kuli ognia, ani skwierczących płomieni. Ciało zaczęło się kurczyć jak kostka cukru w gorącej herbacie, coraz bardziej się rozpuszczając w jasnej poświacie, aż w końcu zniknęło całkowicie. Bez dymu, bez ognia, bez smrodu spalenizny.

Rano, kiedy zjawił się personalny z nowym kandydatem do pracy na dziennej zmianie, gestem wezwałem go na stronę.
– Czy pan jest wtajemniczony? – zapytałem zupełnie zaskoczonego dyrektora.
– A ty masz identyfikator? – zapytał dyro. Po chwili patrzył zupełnie skołowany w tajemniczy żeton z uśmiechniętym słoneczkiem.
– Wystarczy? – zapytałem.
– Widzę, że nic nie zostawili przypadkowi. Mogłeś mnie uprzedzić!
– Przepraszam! – odparłem skruszony. – Nie było okazji.
– Oczywiście dostaniesz podwyżkę…
– Nie o tym chciałem rozmawiać – przerwałem tyradę dyra. – Zmiennik mi się znalazł
Wymownym gestem przejechałem palcem po gardle, następnie pokazałem górę.
– Gdzie?
– W chłodni.
– Do wieczora posprzątamy – zapewnił mnie dyrektor, po czym prawie po przyjacielsku klepnął mnie w ramię. – Idź do domu, prześpij się. Miałeś ciężką noc.
Nawet nie wiedział, jak bardzo.

Kiedy wstałem po południu, odbyłem szybki rajd po okolicy. W osiedlowym markecie kupiłem mój ulubiony sok pomidorowy, w sklepie sieci „jeden dolar” nabyłem za całe trzy złote damskie lusterko do makijażu, format dwadzieścia pięć na piętnaście, obrotowe na krótkich ośkach, a na koniec srebrny krzyżyk w księgarni Świętego Jacka. Wpadłem na chwilę do kościoła i unurzałem krzyżyk w chrzcielnicy wypełnionej święconą wodą. Następnie udałem się do mojego mistrza od szkła, pana Edzia. Ucieszył się na mój widok, lecz moje pytanie, z jakim go odwiedziłem, zdziwiło go absolutnie.
– Mam zwykłe lustro, w którym pewnych rzeczy nie można dostrzec – zacząłem niezręcznie rozmowę. – Chciałbym jednak dostrzegać.
– Bawisz się teraz magią? Ja w twoim wieku uganiałem się za laskami…
– Kłopot mam w pracy i chciałbym go rozwiązać tą niekonwencjonalną metodą.
– Dobra – uśmiechnął się mój mistrz i gestem wskazał wnętrze warsztatu. – Chodź, pokażę ci różne lustra.
Poszliśmy. Z tyłu szlifierki do krawędzi stała wielka tafla zwykłego lustra.
– Stań naprzeciw. – poprosił pan Edek. – Co widzisz?
– Jak to co? Siebie! – odparłem i moja odpowiedź była oczywista.
– No właśnie! – Pan Edzio nasunął okulary na nos. – To zwierciadło jest zwykłym lustrem srebrnym, jego tylna powłoka to głównie srebro z lekką domieszką manganu i sodu. Gdy w grę wchodzi taka ilość srebra, człowiek widzi tylko siebie. Poza tym srebro uchodzi za „czyste”, więc wchłania energię, niezależnie od tego, czy jest ona superdobra, czy arcyzła. Dlatego ani zła, ani anioła nie obejrzysz w takim lustrze.
– Ładnie! – odpowiedziałem z półuśmiechem wiedząc już, że nie jestem aniołem. Moje odbicie było widoczne.
– Ale istnieją jeszcze inne lustra – ciągnął wykład mój mistrz. – Grafitowe odbija świat na szaro, ale niestety, dzięki domieszce węgla, duchy widać w nim bardzo blado. Do twoich niecnych celów najlepsze będzie lustro złote, zwane też lustrem czarownicy.
– No ładnie! Teraz to już chyba awansowałem! – zakrzyknąłem niemal radośnie idąc za szklarzem w głąb hali.
– Myśl sobie, jak chcesz – uśmiechnął się pan Edek stając przy złotej tafli. – To lustro w swojej warstwie obijającej zawiera tylko związki chromu, a dokładnie chromiany. To one nadają mu niepowtarzalny, złoty kolor. A dzięki temu, że nie zawiera srebra, wszystkie istoty nie z tego świata pozostawiają w nim swój ślad. Pamiętaj tylko: ich obraz w zwierciadle jest odbiciem ich rzeczywistego wyglądu, bo niejednokrotnie to, co widzisz, to narzucone przez nie złudzenie optyczne.
– Widziałem waszą nową ekspedientkę z punktu handlowego na Matejki – pozwoliłem sobie na żart. – Jej obcisła bluzka, to dopiero było złudzenie!
– Wiesz co? – Mistrz szkła udawał prawdziwie oburzonego. – Ożeń się w końcu i nie truj mi dupy.
Nie trułem, co nie znaczy, że od razu poleciałem się ożenić. Poprosiłem o przycięcie formatki dwadzieścia pięć na piętnaście z odpadu złotej tafli. Nie było problemu. Potem, ku uciesze zaskoczonego znajomka, rozmontowałem damskie lusterko do makijażu, wyciągnąłem taflę srebrną, złożyłem plecami z taflą złotą i ponownie wprowadziłem materiał w prowadnice. Teraz miałem obrotowe lustro dwojakiego rodzaju: z jednej strony zwykłe srebrne, z drugiej złote lustro czarownicy. Podziękowałem i ruszyłem w drogę powrotną do domu.

O dwudziestej drugiej przejąłem dyżur od Pawła z popołudniówki. Gdy tylko drzwi zamknęły się za jego zwięzłym „cześć”, rozpocząłem własne porządki. Na kontuarze tuż przy ścianie ustawiłem lusterko srebrną powierzchnią w kierunku drzwi. Krzyżyk położyłem obok klawiatury komputera tuż pod blatem tak, aby był w każdej chwili pod ręką. Do potężnej strzykawki wygrzebanej w domu nabrałem sporą ilość soku pomidorowego w nadziei, że nie sfermentuje mi do rana. I jeszcze tylko jedna rzecz – na szyi powiesiłem sobie rzemyk z nietypowym wisiorkiem – mosiężnym pieniążkiem z uśmiechniętym słoneczkiem. Czekałem.
Pierwsza dwadzieścia wpadli „raptusie”. Jak po ogień! Kątem oka zobaczyłem, że obaj kurierzy mieli swoje odbicie w lustrze, więc dałem sobie spokój z moimi pozazawodowymi dociekaniami, bo czas naglił. Tym razem zerówka, ale też w plusie. Pobrali, uścisnęli łapkę i pognali do potrzebującego. Nawet nie zdążyłem rozchodować surowca w kartotece, kiedy drzwi do banku otworzyły się i wszedł niewysoki wąsacz o bladej karnacji. Trzeba przyznać, że i ten był dobrze ubrany, więc od razu odruchowo spojrzałem w damskie lusterko. Nikogo!
Więc było ich więcej! Tymczasem mój nowy gość podszedł dystyngowanym krokiem do kontuaru, oparł się o niego nonszalancko i kiedy zobaczył mój medalik, obnażył wystające z uśmiechu kły.
– Miło pracować z kimś kompetentnym – rzucił na dzień dobry. A może dobry wieczór?
– Witam. Identyfikator proszę – odparłem urzędowo, aczkolwiek uprzejmie.
– Ha! Po uśmiechu nie widać?
– Procedury, pan wybaczy. – Rozłożyłem ręce nie wiedząc, czy uwierzy w moje zmyślone procedury.
Po chwili o blat brzęczał rzucony medalik, identyczny z moim uwiązanym na rzemyku.
– Czym można służyć? – zapytałem, ale przecież wiedziałem, że facet nie wpadł tu na kawę. W pewnym sensie, oczywiście.
– Woreczek A, może być AB. Koniecznie plus, po minusie mam zgagę. – Klient był wyraźnie zadowolony. Nie dziwota. Oto szykował się obiadek.
Odwróciłem się, otworzyłem sejf i wybrałem woreczek z odpowiedniego gatunku i odczynu.
Po chwili położyłem woreczek obok klawiatury komputera i w momencie, kiedy wąsacz chował swój drogocenny żeton do skórzanego portfela, podłączyłem strzykawkę z sokiem do wentyla pojemnika. Wstrzyknąłem wszystko, po czym szybko potrząsnąłem woreczkiem. Mężczyzna wsunął portfel do wewnętrznej kieszeni marynarki i popatrzył na mnie wyczekująco.
– Tak, aby nikt nie widział z zewnątrz. – Konfidencjonalnie mrugnąłem okiem. – Rozgłos nam niepotrzebny, a ludzka ciekawość jest wielka.
– Dobrze rozumujesz, młodzieńcze! – warknął zaśliniony wampir z lubością wpatrując się w podany w pośpiechu spod lady woreczek krwi.
– Dobra, proszę sobie z tym usiąść w kącie, poza zasięgiem wzroku, a ja skoczę na chwilę do chłodni, chyba żarówka mi wysiadła. – To rzekłszy, wyszedłem do chłodni. Sprawdziłem żarówkę z lampy bakteriobójczej i odczekałem w spokoju pięć minut. Kiedy powróciłem do sali operacyjnej, mój gość właśnie tężał, oczywiście konając. Czarne żyły pulsowały na jego dłoniach i twarzy, w końcu przestał się poruszać. Szybko położyłem krzyż od Świętego Jacka na jego zimnym czole i wyszeptałem patrząc w zachodzące mgłą, przekrwione oczy „Niech Bóg ci wybaczy”.
Tej nocy lampa bakteriobójcza pracowała jeszcze przez pół godziny.

Z biegiem czasu wciągałem moich gości w rozmowę, usypiając ich czujność. Numer dwudziesty czwarty okazał się na oko w moim wieku, więc nim go zabiłem, pożartowaliśmy trochę.
– Słuchaj – zagadałem. – Jak to jest z tym czosnkiem i wodą święconą?
– He, he, he! – zaśmiał się blady gostek, ukazując śnieżnobiałe kiełki. – Tu cię zaskoczę! Woda święcona nas nie pali, jak to jest na tych lipnych filmach, po prostu ze względów higienicznych unikamy wody, w której ktoś inny macza palce. A woda święcona pobrana w kościele jest roztworem niesamowitych brudów pochodzących z rąk wiernych. Rzeszy wiernych!
– Moment, jak to higienicznych? – zapytałem zdumiony.
– Dla ciebie wyglądam zawsze tak samo. – Facet pochylił się nad kontuarem i zniżył głos do szeptu. – Ale ja nie żyję i się rozkładam. Inaczej niż normalny trup, niemniej czuję to, to pali jak ogień. Nie mogę umrzeć, więc czuję ten smród, ten ogień… to co ty widzisz, to złudzenie.
A brudna woda to dodatkowe bakterie do mojego rozkładu.
– A czosnek? – rzuciłem krótko.
– Ja nie lubię – skrzywił się wampir. – Ale niektórzy go uwielbiają, na przykład Żydzi.
– Żydowski wampir? E, nabierasz mnie!
– A co ty myślisz? Mamy różne korzenie, choć wspólną przeszłość…
– Dobra. – Wskazałem mu fotel w kącie. – Siądź sobie tam, załatw co potrzebujesz i oddaj worek. Będzie, że mi upadł, to jakoś to rozchoduję. Aha, palenie zabronione!
I rechocząc mu do wtóru poszedłem odpalić lampę w chłodni. To był numer dwadzieścia cztery.

Od numeru sto ósmego dowiedziałem się ciekawej rzeczy: całą tą hołotą krwiopijców rządził książę, o którym mój rozmówca powiedział kilka razy „centurion”. Zaiste, dziwny to przydomek dla księcia wampirów, ale muszę przyznać, że ich organizacja oraz profity, jakie z tego wyciągali, powoli zaczynały robić na mnie wrażenie. Do dyspozycji był nie tylko jeden bank, ale cała sieć! Istniała ona w wielu krajach – i oprócz pełnienia funkcji bufetu dla wiecznie podróżujących wampirów przynosiła konkretne, siedmiocyfrowe zyski. A ja pracowałem nadal, znajdując ukojenie w zabijaniu wolnego czasu zabijaniem wampirów i muszę przyznać, że porządny zastrzyk adrenaliny z tym związany był mi niezbędny do życia, jak innym skoki na bungee, wyścig motocyklowy czy wspinaczka wysokogórska. Ot, takie przyjemne hobby.
Numer pięćset dwanaście wygadał się na temat mitu o zostawaniu wampirem. Nie była to prawda, nie można było ot tak zostać wampirem, choćby się go całego zjadło na surowo. Ciążyła na nich jakaś klątwa, tylko dlaczego? Tego już mi nie zdążył powiedzieć, bo zaczął chłeptać swoją zaczarowaną porcję B plus. Po dziesięciu minutach lampa w chłodni znów pracowała pełną parą.
Czasem techniczny się dziwił, że w zapotrzebowaniu biurowym pisałem czasami żarówkę do lampy bakteriobójczej. Tłumaczyłem, że chłodnia może się jeszcze kiedyś przydać, a póki co, korzystam z niej jak ze zwykłego magazynu. Nie dodałem, że był to magazyn na martwe wampiry. I tak umykały mi miesiące pracy, z czasem i lata. Czwartego sezonu wzbogaciłem na tyle swoje wyposażenie, że byłem przygotowany na najgorsze, to znaczy na ewentualną wpadkę. Nie było z tym żartów, bo wampir to stworzenie odrobinę martwe, natomiast silne jak wściekły wół i bezwzględne jak świerzb jajek. Najgorsze nastąpiło szybciej niż myślałem, bo w dwa miesiące od wzbogacenia arsenału.

Po pierwsze, arsenał wzbogaciłem o modlitwę. Pomimo swojego braku wiary w cokolwiek, kilka razy już przekonałem się o potędze słowa, i nie chodzi mi tu o oklepany frazes „zwalniam pana”. Chodziło mi o słowo żywe, słowo magiczne, a ponieważ moja wyobraźnia co do modlitw magicznych ograniczała się do „zdrowaśki” i „ojcze nasz”, mój wybór padł na ten ostatni tekst. Zdobyłem go w kilkunastu językach świata, tak na wypadek, gdyby oporny krwiopijca nie najlepiej radził sobie z polszczyzną, więc był tam „Father unsern”, „Tatal nostru”, „Pater noster” i kilka innych wariantów. Aby nie tracić cennego czasu na oczekiwanie właściwego tekstu podczas ewentualnej konfrontacji, zgrałem to jako jeden plik ponakładany wielokrotnie na siebie. Powstała z tego niezła kakafonia, ale pewien byłem, że właściwy tekst przebije się spośród innych, niezrozumiałych.
Drugą rzeczą, jaką wykombinowałem, to prymitywna broń miotająca. Ot, proste drewienko, tasiemka elastyczna i spinacz do bielizny jako mechanizm spustowy. Słodowy mógłby się za mnie wstydzić, ale jedno było najważniejsze – mój wynalazek działał. Próba ze śrutem wędkarskim i puszką po piwie wypadła imponująco, więc przystąpiłem do kombinowania odpowiedniego pocisku. Poświęciłem starą półmarkówkę z czasów cesarza Wilhelma, ale musiałem – to było srebro wysokiej próby. Przerobiłem to w pół godziny na całą kolekcję srebrnych wiórów, które posklejałem spoiwem organicznym w nieduże kulki. Wyszło mi ich pięć, więc zakosiłem ze strychu jeszcze cztery żabki do bielizny i zmajstrowałem sobie mini arsenał. Teraz tylko mogłem zrobić dwie rzeczy, obie cierpliwie: wysłuchać narzekania sąsiadki na tych gówniarzy od zdziry spod dwójki, co to jej klamerki do bielizny pokradli i czekać, aż nadejdzie czas konfrontacji z jednym z klientów mojego nietypowego baru.

Dwudziestego ósmego grudnia, kiedy objąłem dyżur, krótko po jedenastej przyszedł on. Wysoki, o bladej twarzy, z orlim nosem i nienagannymi, białymi rękawiczkami do czarnego garnituru. Kiedyś być może był to szczyt elegancji, mnie się raczej kojarzył ze stangretem. Pokazał identyfikator, poprosił o pół litra konkretnego bukietu i cierpliwie czekał. Kiedy wyjąłem woreczek, wykonał ruch, jakby go chciał delikatnie przejąć i wtedy śnieżnobiała rękawiczka poszybowała na wykładaną kafelkami posadzkę. Schylił się, ja w tym czasie szybkim, wytrenowanym ruchem dłoni podpiąłem strzykawkę z sokiem pomidorowym do woreczka i opróżniłem zawartość strzykawki w ułamku sekundy.
– Brawo! – Drzwi do korytarza z boku otworzyły się z impetem i ujrzałem dwie postacie, tak dobrze mi znane. Pierwszy do pokoju wtoczył się dyrektor techniczny, spętany jak baleron, bosy i z czarnym kneblem w gębie. Po chwili dopiero się zorientowałem, że facet został zakneblowany własnymi skarpetami. Drugim osobnikiem był dyrektor personalny, który popychał przed sobą nieszczęsnego miłośnika skarpet bijąc przy tym brawo pewnemu skromnemu pracownikowi działu obsługi. Mianowicie – mi.
– Miałeś rację, książę. – Personalny zbliżył się do wampira. – To w tym punkcie znikali wszyscy twoi towarzysze.
– Co z tego masz, mały człowieku? – Książę skierował się do mnie. – Tylko rychłą śmierć w perspektywie… Ilu zabiłeś?
– Sześćset dziewięćdziesiąt dwa wampiry – odparłem spokojnie, choć serce waliło mi jak młot parowy.
– Czyli ja jestem ostatni – uśmiechnął się tajemniczy arystokrata. – Przed nami długa noc! Najpierw ty, a nad ranem zajmę się tym przypadkowym safandułą.
Z przerażeniem obserwowałem, jak wampir delikatnie muska palcem powierzchnię kontuaru i powolutku, nieśpiesznym krokiem nieuchronnie podąża ku końcowi blatu.
– Opowiedz mi o klątwie, centurionie! – rzuciłem śpiesznie, by zyskać na czasie.
– Ha! – mężczyzna przystanął zaskoczony. Efekt został osiągnięty, zyskałem kilka chwil na przygotowanie się do ataku.
– W noc pojmania na wzgórzu Getsemani było nas dwie kohorty. Tylko dwóch wielkich centurionów z Judei na dwie kohorty. Wiesz, co to kohorta, ludzki ochłapie?
Pokręciłem głową na nie, choć doskonale wiedziałem, że centurion dowodził centurią. Setką żołnierzy.
– W czasach republiki kohorta rzeczywiście liczyła tysiąc najlepszych synów Rzymu, lecz w wyniku cięć związanych z powstaniem Cesarstwa, liczebność tą zmniejszono do 660 żołnierzy. Do tego sześciu setników. Razem 666 żołnierzy – oto liczba bestii. Oto tajemnica pisma! Kiedy oddział powstańców po złupieniu świątyni w Jerushalaim schronił się wśród ruin na wzgórzu, otoczyliśmy górę potrójnym pierścieniem. Pojmaliśmy Jeszuę, syna Judy z Gamalii, który mienił się królem ze szczepu dawidowego. Osądzony zgodnie z prawem rzymskim zawisł na krzyżu jak pospolity rzezimieszek – głową do góry, przybity za kończyny. Lecz kiedy konał, rzucił na nas przekleństwo – skoro skradaliśmy się w nocy łaknąc jego krwi, mieliśmy się skradać za krwią po wieczność, aż Bóg nam wybaczy. Czy choć trochę zrozumiałeś, ludzkie ścierwo?
Skinąłem głową, bo przyznam, że jego opowieść, choć skrótowa, była fascynująca. Szkoda, że człowiek dowiaduje się takich rewelacji na kilka sekund przed bardzo prawdopodobną śmiercią, i to w męczarniach. Potrzebowałem jeszcze tylko malutkiego wybiegu, by uratować moją ścierwowatą dupę…
– A co z resztą legionistów, co z drugim, słynnym centurionem? – Udałem ciekawego i lekko się nachyliłem nad kontuarem.
– Draconusa znasz jako Draculę, władcę Walachii – ciągnął wampir, ale już bez widocznego uśmiechu. – Pochodził z północnej Tracji i miał sentyment do swojej ojczyzny. Zginął z rąk takiego ścierwa, jak ty, sto lat temu. A reszta legionistów? Też zginęła! Kiedyś polowania na wampiry były bardziej popularne, bo i ludzie w nas wierzyli. Teraz – na całe szczęście – niewielu.
– W takim razie, skoro jesteś ostatni, mam dla ciebie dar – powiedziałem spokojnie i złapałem za górną krawędź obrotowego, damskiego lusterka. – Lustereczko, powiedz przecie, kto jest najstraszliwszy w świecie!
Szarpnąłem delikatnie. Lustro obróciło się ukazując drugą połać zwierciadła. Zwierciadła złotego, bez srebra pochłaniającego energię zła. Zwierciadła zdolnego odbić potworne odbicie bestii nocy. Wampir spojrzał w zwierciadło zaciekawiony i stanął zahipnotyzowany, bo po raz pierwszy od dwóch tysięcy lat zobaczył swoją twarz, a była to twarz śmieci. Nie wiem, co było widać w odbiciu, nawet nie jestem ciekaw, ale widok był na tyle przejmujący, że zmroził nawet tak zimnokrwistą kreaturę jak nocny łowca. Korzystając z chwili, jaka została mi dana, stopą wcisnąłem wmontowany w linoleum pod biurkiem włącznik starego, poczciwego Kaprala, mojego pierwszego magnetofonu. Szczęściem dychał nawet po tylu latach, więc z głośnika ukrytego pod kontuarem popłynęły słowa modlitwy.
„Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię twoje…”
Nim jednak modlitwa doszła do słowa „któryś”, miałem już w prawym ręku mój prymitywny miotacz kapsułek ze srebrem. Wampir spojrzał na mnie wściekle znad zwierciadła szczerząc kły, lecz ja już nacisnąłem klamerkę od bielizny, ten prosty i niezawodny mechanizm spustowy. Z głośnym sykiem przyśpieszona do ogromnej prędkości kulka opuściła opiekuńczą tasiemkę, by tuż przed osiągnięciem celu rozpaść się na dziesiątki ostrych, połyskujących wiórów. Potwór zawył raniony w twarz, po chwili ponowił swoją niewypowiedzianą skargę, gdyż drugi grad wiórów uderzył go na linii nosa. Z półtorej setki drobnych, głębokich ran poczęła się sączyć gnijąca ropa, znak nieomylny o toczącej potwora gangrenie. Trzeci pocisk zmasakrował mojemu przeciwnikowi szyję, czwarty zabarwił tysiącem kropek koszulę. Na twarzy wampira pojawiły się doskonale mi znane marmurowe żyłki, skóra, a właściwie masa pod nią, pulsowała sobie tylko znanym, burzliwym rytmem. Miałem już w ręku krzyżyk od Świętego Jacka, gdy drogę zagrodził mi drugi przeciwnik. Personalny widząc, jak masakruję jego mentora, wyszarpnął zza paska nóż myśliwski i przeskoczył przez spętanego dyrektora technicznego.
– Chodź tu, bydlę głupie – sapał. – Skończę z tobą, to zabawię się z tym ciekawskim wieprzem!
– Nie sądzę – odparłem i uniosłem do góry dłoń ściskającą ostatni miotacz. Błyskawicznie nacisnąłem klamerkę. Żadne stworzenie tego świata, czy to wampir, czy człowiek, czy nawet komornik, nie utrzyma się na nogach, gdy około osiemdziesięciu ostrych jak igły wiórów z dużą prędkością wbije mu się w oczy. Dyro padł na kolana.
– Moje oczy! – Złapał odruchowo rękami za twarz. – (...), oślepiłeś mnie!
– To jeszcze nic z porównaniu z kręceniem wora, jakie ci zafunduję! – warknąłem i przywaliłem z prostego podbicia klęczącemu personalnemu w twarz. Ten z głuchym łomotem poleciał do tyłu, zwalił się ciężko na plecy i zaległ nieruchomo. Tymczasem ja przyskoczyłem do wijącego się w konwulsjach wampira. Położyłem mu krzyż na czole, ale ten machnął ręką tak potężnie, że poleciałem aż pod sejf. Pozbierałem się szybko, nabrałem rozpędu i z całej siły wbiłem nieduży, srebrny krzyżyk w jego pochlapaną koszulę.
– Pan ci wybaczył – wystękałem odsuwając się na czworaka od konającego monstrum. Wraz z ostatnim „amen” z odtwarzanej modlitwy wampir znieruchomiał.
Odczekałem kilka minut oparty plecami o ścianę, po czym zwlekłem się z podłogi. Kopnąłem zewłok, tak dla pewności. Wampir był martwy, i to bardzo dokładnie. Niestety, jak się okazało, dyrektor personalny też – mój kopniak w szczękę okazał się zbyt solidny, bo zawiasy żuchwy wbiłem mu aż do mózgu. Podniosłem upuszczony przez niego w chwili trafienia nóż i poprzecinałem wszystkie więzy krępujące mojego przełożonego. Przyjemność usuwania skarpetek zostawiłem jednak jemu.
– Dzięki, sprytny jesteś – wysapał techniczny. – Co to, do cholery, było?
Podszedł do leżącego, martwego potwora.
– Uwaga, może ugryźć! – zażartowałem, ale poskutkowało. Dyrek się wystraszył i zawrócił.
– Trzeba by kogoś powiadomić…
– Proszę nic nie mówić, nic pan nie widział i jeśli chce pan mieć nadal robotę, to proszę nic nikomu nie mówić. A żonie najlepiej powiedzieć, że ma pan romans z sąsiadką i to ona tak pana poturbowała…
– Z Hilową? – zdumiał się coraz bardziej zaskoczony dyrektor. – Ona ma osiemdziesiąt lat!
– Coś pan wymyśli! – Złapałem ciało wampira za nogę. – Proszę mi pomóc, złapać go za drugą nogę. Ciągniemy go do chłodni.
Tej nocy lampa bakteriobójcza w chłodni pracowała po raz ostatni. Nigdy już tego światła nie zapalałem. Dyrektor był coraz bardziej zdziwiony moją znajomością tematu, więc pokrótce streściłem mu ostatnie cztery i pół roku, wszystko od czasu zniknięcia Stacha. Powróciliśmy do operacyjnej, gdzie na kafelkach leżał martwy personalny z województwa.
– Co zrobimy z nim? – zapytał techniczny.
– Pojęcia nie mam! – westchnąłem. – Sprawa byłaby dużo prostsza, gdyby gość był jednym z nich.
– Ale nie jest – odparł przełożony. – Kolaborant cholerny!
– Jedno mnie tylko zastanawia. – Usiadłem na podłodze obok trupa. – Dlaczego ON wybrał do tego zadania właśnie mnie? Przecież ja nawet do kościoła nie chodzę! Co ja mówię – komunii nawet nie mam! A ON mi zaufał…?
– Myślę, że ON wiedział, co robi. – Dyro położył mi ciężkie łapsko na ramieniu. – „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest Królestwo Niebios, błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą”.*
– Jest w tym coś, jakaś głębsza myśl! – Wstałem z podłogi wiedząc, że my tu sobie gadu-gadu nad nieboszczykiem, a w każdej chwili może wpaść jakiś kurier. I co ja mu powiem? Że dawca przyszedł osobiście, tylko trochę się wykrwawił?
Nie namyślałem się długo: przeszukałem kieszenie zabitego, wyciągnąłem jego komórkę i po trzech minutach poszukiwań wybrałem odpowiedni numer.
– Bank Krwi z Brzozowej. Dzwonię z polecenia księcia. Tak. – Udawałem głupa, ale co mi pozostało. – Współpracownik księcia zdradził, chciał całą historię sprzedać do prasy. Trzeba posprzątać i to szybko. Czekam!
Dyrektor techniczny stał osłupiały.
– Nieźle to wykombinowałeś – rzekł z uznaniem. – Ciało uprzątną, nikt o niczym się nie dowie, a firma dalej będzie funkcjonować. Chyba zasłużyłeś na premię kwartalną!
– To było jedyne wyjście – wyjaśniłem. – Policja węszyłaby do upadłego, a i tak nikt by nie uwierzył w historyjkę o dwóch kohortach honorowych biorców krwi.
– A co z wampirami?
– Ten był ostatni – wskazałem na chłodnię. – Poza tym dla większego bezpieczeństwa byli w ciągłej podróży, przemieszczali się z miejsca na miejsce, aby nie wzbudzać podejrzeń.
– Dziękuję. – Dyro uściskał mi rękę. – Dziękuję za ocalenie mi dupy.
– Polecam się na przyszłość – uśmiechnąłem się blado. – Wampirów już nie ma, może teraz się przerzucę na wilkołaki?

O trzeciej wpadli „raptusie”. W wypucowanej na błysk operacyjnej mogłem pozwolić sobie na uraczenie moich ulubionych gości pięcioma litrami B Rh+. Nie żałowałem im. W końcu oni ratowali życie co wieczór, ja tylko od święta.

* * *
Z dedykacją dla wszystkich kierowców dowożących krew do nagłych przypadków.

* Mateusz 5,3 oraz 5,8

2006 © Tomasz Dudziński

smieszne teksty - moje perelki (czesc 1)


<Jasia> Czuj się jak u siebie w domu. Możesz nawet po sobie sprzątać.
_________________________________________________________________________________
<tg> po co masz zawsze w opisie krakow, albo chrzanow ?
<meohaw> zebym wiedzial gdzie jestem
_________________________________________________________________________________
<da> Oczywiście. 100% nauczycieli i uczniów w szkole im. JP2 to katolicy, tak samo jak 100% przedszkolaków z przedszkola im. Kubusia Puchatka to niedźwiedzie.
_________________________________________________________________________________
<kozlov> jak tam po maturce?
<vilguss> dobrze, dzięki
<vilguss> zaraz będę rozwiązywać test z języków skryptowych
<kozlov> po co?
<vilguss> wyobraź sobie, ze u siostry na roku tylko ja znam javascripta
_________________________________________________________________________________
<Michoo> ...
<Michoo> Tak, Artur...
<Michoo> Jak już myślę, że osiągnąłem dno, Ty przychodzisz i rzucasz mi łopatę...
_________________________________________________________________________________
<K>już nie ma dziewczyny
<g> a to czemu?:>
<K>bo powiedziała mu, że jest w neokatechumenacie, że pomimo, iż ma 26 lat jest dziewicą, że odda mu się tylko po ślubie, i że nie będzie stosowała żadnych metod antykoncepcji
<K>hehehheehhee no szczam normalnie
<K>ale i tak jego riposta przebiła wszystko
<g> mianowicie?
<K>spytał się jej, czy w dupę chociaż można
_________________________________________________________________________________
<fusio> masz nagie fotki swojej dziewczyny?
<chrzan> nie :/
<fusio> a chcesz pare? :>
_________________________________________________________________________________
<Janczes> pamiętasz te dziewczyne, która tak bardzo mi sie podobała?
<Adi> no tak
<Janczes> zdobyłem wreszcie jej telefon :D
<Adi> O, to nieźle... Portfel też masz?
<Janczes> ......
_________________________________________________________________________________
<isim666> no no kubica 5ty
<papaj17> gdyby nie Kubica i Malysz to Polska nie byla by tak znana w swiatku sportowym, a tak prosze!! GO ROBERT
<0hanka0> Do tego trzeba dodac jeszcze naszych świetnych siatkarzy i szczypiornistow:):D
<ron> a takze murarzy i tynkarzy
_________________________________________________________________________________
<BaQ> No ja na miejscu Romana to oskarzyl bym Monike Olejnik o znieslawienie i zamach stanu... co ona sobie wyobraza, wjezdzac Romkowi na "inteligencje" ?!
_________________________________________________________________________________
<tarabanka> nie chce być perwersyjna, ale kiedy wreszcie zaczniemy sie dotykać?
_________________________________________________________________________________
<Pietras> ja teraz nie moge szaleć bo mam 17 pkt już na koncie
<Pietras> :/
<Nedek> a za co az tyle ?:D
<Pietras> a nie pytaj
<Pietras> parkowanie w miejscu nedozwolonym, przekroczenie prędkości i używanie klaksonu w nieuzasadnionym przypadku
<Nedek> narwany jesteś za bardzo z tym klaksonem
<Pietras> tzn o 2:30 w nocy podjechałem pod akademik i zatrąbiłem 4 razy żeby kumpel zlazł
<Pietras> a klaksonu można uzywać tylko wtedy kiedy ostrzega sie o niebezpieczeństwie
<Pietras> podjezdza radiolka i pies sie mnie pyta czemu uzywam klaksonu
<Pietras> a ja mówie że ostrzegam mojego ziomka że jesli nie zejdzie na dół to ja wejde po niego
<Nedek> hahahahaha
_________________________________________________________________________________
<korba> co za ludzie
<korba> nawet termometr nie moze wisiec za oknem bo ci go zajebia
<travis> zobacz czy ci gdies nie spadl, a ja sprawdze na allegro
_________________________________________________________________________________
<adam> qrde znowu 2 z sprawdzianu
<qrulik> Twoja matka musiała sporo śniegu zjeść żeby urodzić takiego bałwana
<adam> ...
_________________________________________________________________________________
<Cibor> Ty. masz ciotkę w stanach, tak?
<Paczek153> Tak
<Cibor> a w jakim stanie?
<Paczek153> nie wiem teraz chyba trzezwa
_________________________________________________________________________________
<sann> kurrrrr, pierr* ta fizyke
<Szopen> chce byc Twoja fizyka!
<sann> ...
_________________________________________________________________________________
<pawelek> siema wilczak jestes
<wilku> jestem
<pawelek> ty stary sluchaj jaka opcja panna mnie zaprosiła na noc wczoraj nie
<wilku> no moze i nie
<pawelek> oj zamknij jape i sluchaj a wiec zaprosila mnie panna jak u niej bylem rano tak okolo 11
<wilku> no to zajebiscie i co dalej
<pawelek> i spytala sie mnie czy ma mi wieczorem loda zrobic no to ja do niej ze jak chce to moze zrobic
<pawelek> jestes bo cos mi brak twojego debilnego komentarza
<wilku> sry bylem afk, ty no to zyciowa jazde masz twoj pierwszy lodzik nie od faceta xD
<pawelek> ok jestes dobra zamknij tam jape i sluchaj wpadam do niej taki podjarany ucieszony pocalowalem czule w czolko a ta sie pyta czy chce tego loda no to mowie ze czemu by nie, a ona wyszla na chwile z pokoju mowiac to czekaj chwile no to wiesz ja tam na lozku sie polozylem spodnie se zdjelem a ta wchodzi i mi daje pucharek lodow z jakiegos proszku
<wilku> a jaki smak
<pawelek> idioto nie masz sie o co pytac zreszta sluchaj dalej
<wilku> k
<pawelek> ona wchodzi pyta sie mnie co robie no to co ja do niej ze jest mi goraco i ze se spodnie zdjelem i koszulke (nic madrzejszego mi do glowy nie przyszlo) a ona do mnie no to dobrze ze ci lody zrobilam a wiesz ja wciaz taki podjarany mimo wszystko bylem i tak patrze po sobie ze pewien inny lod to sie wiekszy robi ona taka zaczerwieniona juz widze ze cos jest nie tak to mowie do niej
<wilku> mowisz do niej dobry znak
<pawelek> oj zamknij jape no i mowie do niej ze mnie strasznie podnieca i rozpala i tym podobne a ona na to do mnie "pawel wszystko w porzadku ale wiesz co takiego loda o jakim ty myslisz to ci zrobie ale dopiero jak moi starzy wyjda" i zgadnij %#@# co w tym momencie tak nie mylisz sie jej matka wchodzi do pokoju ja speszony caly czerwony ze wstydu jak bym mogl to bym zapadl sie pod ziemie
<wilku> ale ty to udane dziecko jestes
<pawelek> sluchaj dalej jej matka wchodzi ja taki wydygany a ona tekst sluchaj magda w szufladzie na przedpokoju masz 3 prezerwatywy i lepiej zaloz je pawlowi teraz bo widze ze sie podnieca samym twoim widokiem i moze ci za wczesnie chlopak eksplodowac i lozko ubrudzic a ja z ojcem wychodze czesc
Tue, 04 Dec 2007 18:52:56 +0100
#297831+(2793
_________________________________________________________________________________
<diabel> jestem ateista - jak boga kocham
_________________________________________________________________________________
<lu> zróbmy/cie mu banery :>
<ur> lu, to się weźmy i zrób ;>
_________________________________________________________________________________
<diabel> wlasnie strzelilem takiego kloca ze omal nie zemdlalem
_________________________________________________________________________________
<luziczek> kupa
<luziczek> ;D
<ndv> a Ty tylko o slodyczach ;S
_________________________________________________________________________________
<nilhir> jak sie zdostepnie to bede miec *** od dziewczyny
<dabroz> stary
<nilhir> jak wejde na swoje forum bede musial poprowadzic dalej sesje a mi sie nie chce
<dabroz> nic tylko wziac pistolet i sie powiesic
_________________________________________________________________________________
<dozzie> moj kolega mial fajna klawiature
<dozzie> jak do niej siadalem, to powiedzial:
<dozzie> "jak bedziesz glodny, to sobie cos wydlub spod spacji"
_________________________________________________________________________________
<LANcaster> Gra dla narkomanów. Potrzebne: pokój, stół, dwóch
zawodników i
<LANcaster> duużo haszyszu, siadaja na przeciwko siebie, upalają się do
<LANcaster> granic możliwości, potem jeden wychodzi a drugi musi
<LANcaster> odgadnąć, ........który wyszedł.
_________________________________________________________________________________
<ver> wlasnie odkrylem cos ciekawego, jak sie obierze pomarancze golymi rekoma, potem umyje sie je mydlem o zapachu dzikich owocow, nastepnie obierze cebule i ponownie umyje rece tym samym mydlem to rece przez 15 sekund pachna grejpfrutami
_________________________________________________________________________________
<myki> mam głupi zwyczaj
<myki> zawsze zaczynam spuszczać wodę zanim skończe lać
<myki> i woda skańcza lecieć a ja dalej leje
<myki> niewiem czemu ale zawsze tak robie
<myki> próbowałem nie spuszczać i czekać aż skończę lać, ale wtedy ręka mi się zaczyna trząść i zalewam deskę
<kamilwrc> lol
_________________________________________________________________________________
<Krzyk> kurde jak pielegniarka dawala mi ostatni zastrzyk to na koncu powiedziala "i po Krzyku"
_________________________________________________________________________________
<ChopS> moja rodzina jest pojabana :/
<ChopS> ****
<ChopS> otworzyłem okno a brat do mnie 'gdzie idziesz?'
_________________________________________________________________________________
<VV>pier!#$! takie cos!
<VV>Ku!#!a mac!
<Szyszak>uwazaj na slownictwo VV
<VV>tez bys sie wkurzyl gdyby okazalo sie ze twoja dziewczyna jest les i chodzi z twoja siostra...
_________________________________________________________________________________
<m4tt> wiesz.. 67% dziewczyn nie uzywa mozgu
<funky_girl> ja naleze do tych 13 %
_________________________________________________________________________________
<marioosh> Ha ! Nie uwierzycie !
<marioosh> Dzis rano przydala mi sie do czegos
<marioosh> chemia !
<theo> hyhy. cos ty zrobil ?
<marioosh> zabilem ose moim starym podrecznikiem
<marioosh> z klasy 2
<theo> ...przygniotla ja twoja wiedza
_________________________________________________________________________________
<karp> wczoraj sobie siedze, patrze przez okno
<karp> i mnie mysl naszla
<karp> jak te dzieci sie moga bawic w piaskownicy przez caly dzien, bez alkoholu
_________________________________________________________________________________
<mIGu> ROTFL!
<mIGu> kumpel robi program dla domu pogrzebowego
<mIGu> i ma w okienku przycisk 'uaktywnij pochowanych'
_________________________________________________________________________________
<Szczepek> siedzimy w parku..
<Szczepek> a tu dzwoni moj ojciec ..
<Szczepek> i mowi,ze jakis jelop przyszedl sie zapytac czy przypadkiem nie wiem gdzie pijecie ..
<Szczepek> i pyta sie co mu powiedziec
_________________________________________________________________________________
[SimooN] Wiecie jaka jest najwiekrza orkiestra w polsce :>
[SimooN] Lotto .. Jeden bemben i milion cymbalow
_________________________________________________________________________________
<6233366> mam pytanko, jeśli ktos włącza film i ma głos na kompie, ale nie ma obrazu, to co mu brakuje??
<serafin> monitora ?
_________________________________________________________________________________
[Uboot0] ale jak to brzmi...Doktor Lepper :/
[draug] jak anzwa srodka na przeczysczenie
_________________________________________________________________________________
11:35:48| <Ziwi> ja ***
11:35:50| <Innero> elo szkoło
11:36:04| <Ziwi> pierwsze wrazenie klasy w liceum - nauczycielka najladniejsza z dziewczyn
_________________________________________________________________________________
<Dziobak> ide do klopa
* Dziobak jest away: Lepie figurke
<Parufka> i tak mu gowno z tego wyjdzie ;S
_________________________________________________________________________________
<Agrest> Odpowiedz mi koffany na jedno pytanie
<Agrest> czemu: FACET TO SWINIA
<Max> wpisz w google
<Max> ja nie mam czasu
_________________________________________________________________________________
<q2mac> Jakby urwało mi ręcę to bym się pociął.
_________________________________________________________________________________
<g_> wedlug ostatnich sondazy CBOSu 40% polskich nastolatkow optymistycznie patrzy w przyszlosc, pozostale 60% nie ma pieniedzy na narkotyki
_________________________________________________________________________________
<pagul> na wódce widziałem jakiś napis po chińsku
<pagul> udało mi się go prztłumaczyć
<pagul> "wyprodukowano w Polsce"
<pagul> normalnie prawie się zesrałem ze śmiechu
_________________________________________________________________________________
<ja> daj spokój z tą wisłą
<kumpel> Polskie drużyny w Lidze Mistrzów są jak jądra, zawsze biorą udział a nie wchodzą.
<ja> LOL
_________________________________________________________________________________
Kolega poszedł do sklepu:
<out> Jest wódka?
<sprzedawca> A jest osiemnaście ukończone?
<out> A jest koncesja?
<sprzedawca> Oj masz, zażartować nie można...
_________________________________________________________________________________
<aska> czy jesli bym Ci powiedziala, ze w sylwestra bedziemy siedziec w domu, ogladaj bridget jones i kevina samego w domu, jesc pizze z mikrofalowki, o godzinie 0 wypijemy ruskiego szampana jednego drugiego i trzeciego i pojdziemy spac to nadal bys reflektowal ?
<aska>odpowiedz ma brzmiec: "z Tobą zawsze"
_________________________________________________________________________________
<Laten> czy my przypadkiem nie mogliśmy sie ze śmiechu dalej kochać? =D
<Shenynka> nie, ale była brechta przez jakieś dwie minuty
<Laten> tia...
<Laten> ja zacząłem się trząść ze śmiechu, a ty dostałaś orgazmu
<Shenynka> ...
_________________________________________________________________________________
<brid> kurde z/w *** kocur znowu mi ***ł wszystkie książki z półki..już 3 raz dzisiaj...
<nath> ok...a ty masz kota?? ostatnio była kotka...
<brid> okociła się....a własnie może chcesz koteczka?? ładny, milutki,nie bałagani....
_________________________________________________________________________________
<Mag> byłem dzisiaj z żoną w ZOO
<ag89> No i ?
<Mag> nie przyjęli
_________________________________________________________________________________
<lg21> balonik: jak informatyk nazywa standardowe zamknięcie butelki?
<lg21> KapsLok;p
<ksz> ;F
<ksz> Informatycy są w ogóle dziwni.
<lg21> dlaczego? ;p
<ksz> Mają brody, dużo piją, są wyobcowani i dużo piją.
_________________________________________________________________________________
<SonicShift> michal ma takie grube szkla, ze jak patrzysz przez nie na mape to mozesz zobaczyc ludzi jak ci machaja rekoma
_________________________________________________________________________________
<Carmen> fajne mamy zacmienie slonca nonie?
<Lucker> Carmen: zacmienie, boze jak dobrze, myslalem ze to ten wczorajszy spirytus...
_________________________________________________________________________________
<llio> patrzcie: 'Posłowie PiS nie chcą wpuścić do szkół programu nauki udzielania pierwszej pomocy. Powód to Jerzy Owsiak.'
<llio> powariowali
<jarecki> Owsiak? ten pedofil?
<llio> głowowałeś na pis?
<jarecki> tak, a co?
<llio> sprawdzam zależność pomiędzy ilorazem IQ społeczeństwa a poparciem dla pis
<jarecki> nie kumam
<llio> wierze ci
_________________________________________________________________________________
<Poncki> Dolary mają znaki wodne, czy tylko pasek?
<jceel> Poncki, olej, drukuj jak leci.
_________________________________________________________________________________
<wizjoner> pewnego razu RM zwiekszy moc nadajnikow na cala europe
<wizjoner> i holendrom jointy z ust powypadaja na mysl, ze mozna cos takiego tolerowac
_________________________________________________________________________________
<Aron> chodz zapier!@#$%^ twoją matke i nagramy wszystko na kamere
<Ciupociong> a masz kamere?
_________________________________________________________________________________
<glootech> dochodze do wniosku, ze ksiezyc jest bardziej potrzebny od slonca
<glootech> bo swieci, gdy jest ciemno
<glootech> a slonce, gdy jest jasno
_________________________________________________________________________________
<...> ale wiesz co , obraziłam sie
<kreem> dlaczego ?
<...> co dzisiaj za dzien ?
<kreem> środa ?
<...>noooo ktory marca
<kreem> 8my ?
<...> wiesz co...
<kreem> aha !
<...> no
<kreem> dzisiaj mecz ?
_________________________________________________________________________________
<Psycho> Mam rozdwojenie jaźni
<Psycho> Ja też
_________________________________________________________________________________
<Apollyon> a ty Krix masz partnerke ?
<Krixander> z jej punktu widzenia czy z mojego?
_________________________________________________________________________________
<xxxxxxxx> dlaczego piszesz cukier przez u zamknięte??
<yyyyyyyy> zeby sie nie wysypał...
_________________________________________________________________________________
<mIGu> chyba 6 raz dzisiaj jadlem
<mIGu> juz qrwa
<mIGu> jestem wykonczony
<mIGu> jak dzisiaj uwolnie kreta, to nastapi lokalne zagiecie czasoprzestrzeni
_________________________________________________________________________________
<chomik> czy dla dziewczyny zdanie "jak mruzysz oczy to wygladasz jakbys miala dauna" to komplement?
<blaser> oczywiscie
<chomik> uff.... to Ciekawe za co sie obrazila....
_________________________________________________________________________________
<kartex> 26-letnia programistka komputerowa z Madrasu w południowych Indiach urodziła jednojajowe czworaczki - onet.pl
<exe> programistka komputerowa? ROTFL!
<kartex> ej ale smieszne mialo byc ze to jednojajowe czworaczki
_________________________________________________________________________________
<M3n747> w sumie zabawna ta Kamasutra, ale trochę dużo tam ***
_________________________________________________________________________________
<Dziobak> Wiesz cyzm się różni kuchnia od łazienki?
<Kolczatka> Nie...
<Dziobak> To fajnie masz w domu... ;P
_________________________________________________________________________________
<sheep> jak dorwe tego dupka co sie pod domem alramem w samochodzi bawi, to najlepszy proktolog mu nie pomoze
<pi3ter> co robi proktolog?
<sheep> wyciaga kolo zapasowe z odbytu
_________________________________________________________________________________
<mar3k> jakim cudem jeszcze cie tam trzymają?!
<zerco> tak naprawde to oni nie potrzebują informatyków ale my im tego przecież nie powiemy
<zerco> nie ma co robić więc ja głownie IRCuje i czytam komiksy a Andrzej pije bo 'jest za stary na takie pierdoły'
<zerco> Koleś ma już ze 128 nadgodzin tylko dlatego, że kilka razy był zbyt *** aby o 17 wyjść z serwerowni
_________________________________________________________________________________
<kupa> Wczoraj antychryst sie narodził
<nitt> a zdajesz sobie sprawę co by było, gdyby 06.06.2006 wypadł w piątek, trzynastego?
_________________________________________________________________________________
<acid> Po wieloletnich badaniach naukowych, który ze środków na kaca jest lepszy: alkaprim czy alka seltzer ogłoszono werdykt: lepszy jest alka seltzer- ciszej się rozpuszcza...
_________________________________________________________________________________
<xxx> bo %#@# klamiesz
<xxx> w zywy monitor
_________________________________________________________________________________
<elvis> ja pamiętam jak czekaliśmy co się urodzi. Niestety dziewczynka, a dzieczynki przeważnie nie myślą.
<karolcia> a mojej cioci się urodziły trzy bliźniaczki
<elivs> a mojej cztery trojaczki
_________________________________________________________________________________
<_noita_> zemsta będzie straszna..
<c00lfon> Wiem, czytałem streszczenie :/
_________________________________________________________________________________
<ona> nie moglbys mi napisac czegos cieplego?
<on> KALORYFER
_________________________________________________________________________________
<AnalFisting> Kolega mi mówił, że sex bez partnera jest jak masturbacja...
_________________________________________________________________________________
<mLena> czemu nie spisz jeszcze?
<ouna> ja nigdy nie śpię ;p
<mLena> taa.. z wyjatkiem tych chwil kiedy oczy masz zamkniete a przed nimi przelatuja ci rozne obrazki dziwne
<ouna> wtedy kompiluję.
_________________________________________________________________________________
<zuk87pl> ech, gdybym miał jakieś ludzkie nazwisko
<gwiazdor_online> a jakie masz?
<gwiazdor_online> zwierzxece?
<zuk87pl> "drąg" nie brzmi zbyt dobrze, nie?
<gwiazdor_online> (na szczescie na ircu mozna ukryc smiech)
<gwiazdor_online> nie no spoko
<gwiazdor_online> laski na "to" leca
_________________________________________________________________________________
<olo> Wyślij głupka po flaszkę, to przyniesie jedną...
_________________________________________________________________________________
<willy> heh kumpela do swojego chłopaka "jak się dowiesz co ukrywam to będziesz mnie mógł za jaja powiesić"
_________________________________________________________________________________
<X> Czym będziesz się zajmował w przyszłości?
<Pablord> Kradzieżą
<Death> Dlaczego akurat polityka?
_________________________________________________________________________________
<herself> ^Abaddon^: cos taki nerwowy?
<Abaddon> dexen: ej, nie mam zamiaru codziennie suchac, ze jestem kotojebca
<herself> ^Abaddon^: zadnego kotka dzisiaj?
<urban> ^Abaddon^, a nie jestes? :>>
<dexen> ^Abaddon^: sorr
|-| ^Abaddon^ [abaddon@194-4.is.net.pl] has quit ["leaving"]
_________________________________________________________________________________
<Ver> heh.. glupio jest mieć dzieciaka na głowie
<qmpel> noo.. zwłaszcza jak się jest programistą...
<Ver> ?
<qmpel> mój syn zamaist alfabetu raz powiedział cały układ klawiatury w zerówce i miałem przez to wykład o złym działaniu komputera na 7dmio latków u dyrektora =/
_________________________________________________________________________________
<mlodziakos> wiecie jak nazywa sie pociąg do zakopanego?
<jubson> ? :>
<mlodziakos> nekrofilia
_________________________________________________________________________________
<QampQ> czytam na onceie - ile najwiecej zaplaciles za piwo?
<Rafi>Ja 130 zł w warszawaie za małego lecha, bo tyle wyniósł ... ... mnie mandacik
<TB>Ja 6.003,00 PLN jak mi sie wylalo na nowego laptopa i poszla plyta glowna....
<Golfiarz>Kiedyś poszedłem do piwiarni na jedno małe, wychodze no i nie ma mojego GOLFA - 20 000zl
<wiechu> a JA PŁACĘ ALIMENTY DO DZIŚ .BYŁEM PO 3 PIWKACH.
_________________________________________________________________________________
<szczuczyniak> qrwa mac no ;| ktos mi kawal zrobil i pomieszal nr gg z innymi nazwami ;| zartownis, ... kapnelem sie dopiero jak kolega ze statusem matki wszedl, ale zdazylem sie juz umowic z ojcem na jaranie...
_________________________________________________________________________________
<Shear> bylem ostatnio w kafejce na uczelni zeby cos porobic i wydrukowac
<Shear> zachcialo mi sie do klopa, ale nie chcialem stracic miejsca wiec nakleilem na komputer naklejke 'popsuty monitor'
<Shear> ja wracam a tu monitora nie ma O_o
<Shear> zabrali go do naprawy! O_o
_________________________________________________________________________________
<Zeus> Sciagnolem winrara ale mam maly problem :X
<prowokator> Jaki?
<Zeus> Winrar_v3.51.rar
_________________________________________________________________________________
<sykstus> ty pieprzony gnoju!
<Shenlon> co?
<sykstus> nie, nic, klawiaturę czyściłem...
_________________________________________________________________________________
<x> ile lat twoj stary jest od ciebie straszy
<y> 32 lata
<z> to moglby byc twoim ojcem
_________________________________________________________________________________
<agata> Powiedz mi coś budującego.
<Luka> Cegła
_________________________________________________________________________________
<matti> slyszales? Giertych zostal ministrem edukacji!
<czarny> Ojcze nasz ...
<matti> czy Ty w ogóle czytasz co ja piszę?
<czarny> ktorys jest w niebie ...
<matti> czemu sie modlisz?
<czarny> ja sie nie modle, ja sie ucze do matury.
_________________________________________________________________________________
<misza> hehe... wkreta miesiaca
<misza> wkrecilem swoja stara ze mam dzis urodziny
<misza> teraz musze jej oddawac kase za prezent :/
<niczy> a co dostales???
<misza> 0,7
<niczy> nie zmarnuje sie
<misza> poniedzialek??
<niczy> wtorek!!
<misza> to rozumiem!! MOJ CZLOWIEK!!
_________________________________________________________________________________
<Dariusz> Rozwiazywalem wczoraj krzyzówke ... i bylo : Najwiekszy ptak na 3 litery .. Wpisalem " MÓJ"... Chyba dobrze no nie?
_________________________________________________________________________________
<polityk> wiesz czym rózni sie IV RP od PRL?
<shert> hmmm
<polityk> tym, ze w PRL rzad byl w Anglii, a Polacy w Polsce, a w IV RP rzad jest w Polce, a Polacy w Anglii
_________________________________________________________________________________
<Hubert> hehe ja dzis rano wstalem i o 6:30 odkurzac zaczalem
<Hubert> przychodze pozniej do kompa
<Hubert> a tam wiadomosc od sasiada z dolu
<Hubert> "sasiad litosci"
_________________________________________________________________________________
<mart> facet jest jak kibel .. albo zajety albo ma nasrane .
<ems> ta .. a baba jest jak baba . albo glupia albo ... glupia . ;d
_________________________________________________________________________________
<Vigunt> znalazlem wczoraj bloga o masturbacji
<Lord_delanov> no i co? ;>
<Vigunt> no niby nic
<Vigunt> gdyby nie to, ze ten blog prowadzi moja siostra...
_________________________________________________________________________________
<Giker> %#@# mac :/
<Giker> poszlem wyniesc smieci i do sklepu pozniej jak wyrzucilem smieci kosz zostwilem w kaltce i poszlem do sklepu weszlem na góre chce cos wyrzucic
do kosza a tu %#@# *** nie ma :/
<rosio> buahahaha
<rosio> na klatce tez?
<Giker> %#@# kosz jest na dole w klatce :/
<rosio> to biegusiem na dol
<Tsubasa> hehe
<Tsubasa> giker ja kiedys jak wychodzilem na uczelnie to wzialem worek smieci ze soba i skapnalem sie dopiero na uczelni ze z czyms ide
<Tsubasa> ludzie w tramwaju sie bardzo dziwili
<Tsubasa> ale ja bylem zamyslony
_________________________________________________________________________________
<Michu> stoje sobie przy kontuarze, pije piwo i totalnie olewam, ze wszyscy na parkiet poszli szalec przy congu. Nagleczuje jak mi ktos tylek
scisnal. Reakcja - obrót i zamierzylem sie do zbicia reki. Patrze - klientka od cwiczen. Wstawiona i szelmowsko usmiechnieta i takim tekstem do mnie -
"sado-macho tez lubi?..."
<Michu> zbaranialem zdeka
<Michu> ale to jeszcze bylo do przezycia
<Michu> ja spalilem raka, ta stoi usmiechnieta i kumple podchodza. Luk na jej reke, luk na mnie i wist - doooobra, sooory....
<Michu> i wez tu sie wytlumacz, ze ta piatka z cwiczen to wylacznie za wiedze
<Michu> :/
_________________________________________________________________________________
<ziom> %#@# moja glupia siostra posprzataaa mi pokój
<ja> to chyba dobrze
<ziom> niby tak ale wytarla mi biurko z kurzu a ja tam mialem wazne telefony
_________________________________________________________________________________
<XX> słuchaj tego:
<XX> U mnie w domu trzyma się wszystkie szmatki w łazience pod umywalką. I dzisiaj moja siostra się kąpie, a mój tata do niej:
<XX> Agata wyłaź, bo szmata potrzebna!
_________________________________________________________________________________
<dIss> acid o czym marzysz podczas orgazmu?
<dIss>
<AcId> tym zeby nie *** klawiatury i podkladki
_________________________________________________________________________________
<BigDevil> re
<BigDevil> ale mandaryna wczoraj u nas koncert dala?
<BigDevil> beda o niej pisali
<BigDevil> hyhyhyhy
<BigDevil> mieszkam w bialej podlaskiej
<BigDevil> a mandaryna... Bielsko biala!!! bielsko biala!!!
<BigDevil> hyhyhyh
_________________________________________________________________________________
<Pieszczoch> chlopie ja u gejow mam powodzenie, powaznie, nie raz wpadam z kolezankami i kolesiami do ghay disco, to znajdzie sie sponsor na drinki, tylko ma jeden problem stawia mi drinki zeby upic, i wydymac, a ostatni wytrzymal az do rachunku 320zl
<Pieszczoch> nie upijesz, nie poruchasz hehehehe
<Aldatha> ROFL
_________________________________________________________________________________
<blady> stary, wczoraj mialem noc poslubna
<kaLAFior> :>
<blady> i wyobraz sobie ze moja dziewczyna zaczela narzekac na rozmiar mojego malego
<kaLAFior> lol, a co na to twoja zona?
_________________________________________________________________________________
<z_e_n_> ty ostatnio mojej starej pekla sztuczna szczeka
<bul1803> no i?
<z_e_n_> no i musiala isc do jakiegos dentysty czy *** wie gdzie
<z_e_n_> no i poszla, wyjela ta szczeke na reke i mu pokazuje
<z_e_n_> a on do niej: corciu ty mi tu z puzlami przychodzisz?
_________________________________________________________________________________
<Annihilator> Ok, to teraz sobie napisze skrypt w bashu co mnie powiadomi o nowej poczcie, ha!
<hitower> mailem cie powiadomi?
_________________________________________________________________________________
<krola> no prosze nawet desery masz mm
<Jojo> i to jakie
<Jojo> taaakie ze pale lizac
<Jojo> stfu
<Jojo> *palce
_________________________________________________________________________________
<kasia> cze, poklikamy
<jebie_twij> zobacz moj nick
<kasia> no widze i co ?
<jebie_twij> nie rozumiesz...
<kasia> nie, ale moze sie lepiej poznamy :]
<jebie_twij> ja cie znam
<kasia> z kad ?
<jebie_twij> popatrz na moj nick...
<kasia> tata ?
_________________________________________________________________________________
<neo_angin> jakiś czas temu mieliśmy niezłą bekę w klasie
<neo_angin> siedzimy sobie na lekcji jak by nigdy nic, gdy nagle wchodzi dyro
<neo_angin> standarzdik=wstajemy
<neo_angin> i nagle kumpel rzuca dla jaj "to nie my!"
<neo_angin> dyro przystaną i powiedział "to już wiemy kto" i wyszedł
<neo_angin> normalnie śmialiśmy się do końca lekcji
_________________________________________________________________________________
<hbm> u nas fizyczka pyta jednego kolesia przy tablicy
<hbm> on cos tam smaruje
<hbm> a ona siada na podlodze
<hbm> on smaruje dalej
<hbm> a ona sie polozyla na tej podlodze
<hbm> facet przerwal.. "ee... co sie stalo?"
<hbm> "znizam sie do twojego poziomu"
_________________________________________________________________________________
<Andrzej> witam, jestem zainteresowany kupnem gitary w waszym sklepie
<automne> Witam
<Andrzej> i mam pytanie, czy tego typu zestaw http://www.bigbeat.pl/product_info.php? ... ts_id=1848 jest naprawde dobry
<automne> Tak, jest to solidny zestaw, pomimo swojej ceny jest naprawde godny polecenia
<Andrzej> tylko napiszcie prawde, bo jak nie jest dobry to kupie inny drozszy
<automne> mhm
<automne> w takim razie polecam cos innego
_________________________________________________________________________________
<Marta> Ty gnoju chamie bandyto dwulicowy palancie troglodyto!!!
<Marta> Jestes oszustem i klamca zaluje ze cie kiedykolwiek znalam!!!!!!!
<Salmoaxe>Zapomniałas dodac ze lecisz mi kase...
_________________________________________________________________________________
<Qn> pierwsza lekcja matematyki
<Qn>babka wykłada nam swoje wymagania
<Qn>co tydzien kartkówa ,sprawdzian co dwa tygodnie = wszystkim rzedna miny
<Qn>na koniec "Czy kto? ma jakie? pytania?"
<Qn>reke podnosi kole? z ostatniej ławki "taa ja mam jedno: komu mam dać dupy zeby sie stad wydostać?"
<Qn>wyleciał bez dawania dupy <LOL>
_________________________________________________________________________________
<xx> dzisiaj zero stopni, wczorej 3...masz pojecie?
<ja> mam kurtke
_________________________________________________________________________________
<ReQ> Ludzie pijacy na umor sa dla mnie niczym
<Keeveek> dla mnie tez sa niczym
<Keeveek> niczym bracia.