Uff, wreszcie moge troche odetchnac.
Bo od czwartku, kiedy to pierwszy raz obejrzalem "Moulin Rouge", to z
trudem.
We wtorek bylem po raz drugi, wczoraj - trzeci.
I to nie bedzie koniec.
Jestem dokumentnie olsniony.
Jak wielkiej wyobrazni plastycznej i muzycznej trzeba, zeby zrobic taki
film!
Poczawszy od scen brawurowych i slapstickowych niemal, jak prezentacja
konspektu sztuki przed ksieciem, po romantyczna wiazanke milosna. Od
kameralnego "One day I'll fly away", po scene finalowa.
Od zauroczenia, po Milosc.
To jest musical. Ale wszystkich, ktorzy uwazaja, ze musicale do niczego
sie nie nadaja, goraco zachecam do obejrzenia. Nie będę wyliczal
wszystkich gigantycznych przebojow, ktore mozna w nim uslyszec, bo
fajnie jest miec niespodzianke. Momentami baaaaaardzo duza. A z nowych
rzeczy jest miedzy innymi kankan autorstwa Fatboy Slima.
W warstwie wizualnej? Ktos powiedzial, ze czul sie momentami jak na
kolejce gorskiej. I ja sie do tego przylaczam. Komputery sie napracowaly
przy tym bardzo, ale z wdziekiem, nie widac wysilonej technologii.
Z klasycznej sztuki filmowej, to juz za samo tango "Roxanne" dalbym
oskara montazowego.
No i na koniec para glownych bohaterow: Satine (Nicole Kidman) i
Christian (Ewan McGregor). Bardzo wiarygodni, tym bardziej, ze spiewaja
wlasnymi glosami. I spiewaja swietnie. Naturalnie, bez spiewaczego
zadecia.
Tak jak zakochani mogliby sobie wyznawac Milosc.
Ja i smieje sie na tym az do rzucania sie na krzesle, i placze. Lubie
takie polaczenia.
Raz jeszcze goraco polecam.
I pozdrawiam,
Weyland.
No cóż ,mieszkam 37km od Łodzi ,a więc trochę daleko od Ciebie.
to miło że dałeś znać o sobie .masz ciekawą stronę i technikę
malarską...ja niestety nie jestem wykształconym plastykiem.ale cały
chłonę sztuk wszelakich wspaniałości i wypuszczam z siebie esencję
tego co we mnie zostaje.zawsze jest to tylko moje.uwielbiam tworzyć
meble, których nie ma nigdzie na ''świecie"....pozdrawiam.!!!!
| ręcznie robione krzesła o niepowtarzalnych wzorach to pasja która
mnie
| zajmuje bez reszty.chciałbym podzielić sie z kimś moją twórczością
z
| poza kręgu moich znajomych, którzy owszem podziwiają ale mogą
byc
| tendencyjni.czy ktoś uprawia podobne do mojego hobby?
| napiszcie proszę.narazie nie zamieszczam zdięć,ale to nie
wykluczone.
| może nawiążemy jakąś współpracę...?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~
Cześć,
ciekawe hobby.
jesteś może z Warszawy?pawel
www.nocun.pl
Dzięki za info odnośnie krzeseł.
Ja miałem na mysli asortyment konkretnego producenta.
Komplety wypoczynkowe zaprezentowane w ładnej oryginalnej aranzacji a nie
poprostu postawione na podłodze.
Do tego połączenie z małą galerią sztuki.
Jeśli chodzi o krzesła biurowe to oczywiście również się zastanowię.
Ale wydaje mi się, że jeśli chodzi o same krzesła to jest coś takiego jak
sklepy o nazwie "4litery" tam właśnie są tylko krzesła, fotele biurowe itp.
A czy wogóle orientujecie się w kosztach takiego salonu o rozmiarach, które
podałem? Jake są zyski w takiej branży (marża)?
Pozdrawiam i z góry dziękuje za dalsze informacje.
Pit
Witam,
Chciałbym otworzyć sklep z meblami. Sklep nie musi byc duzy myślałem na
początek od 100 do 200 metrów kwadratowych.
Kanapy, fotele, zestawy wypoczynkowe itp.
Czy ktos orientuje się jakiego rodzaju to są koszta?
Czy obecnie opłaca się otwieranie takiego sklepu?
Bardzo proszę o wszelkie sugestie i podpowiedzi.Z góry dziękuję za pomoc
Pozdrawiam :-)
--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -http://www.gazeta.pl/usenet/
| Co do formy grafcznej. Tu trzeba się skupić, a najlepiej oddać sprawę w
| dobre ręce.Tu akurat Kowalski wie, że pomimo swych niewątpliwych zdolności i
wrażliwości plastycznej lepiej jest zaufać komuś z zewnątrz,
nieobarczonemu
pewnymi... Przyzwyczajeniami? Aczkolwiek uważa też, że kawałek siebie
należy
włożyć w projekt choćby po to, aby uniknąć sztuczności czy niedopasowania
kreowanego wizerunku do smętnej rzeczywistości.
Kowalski akurat wie, jednak nie wszyscy nazywają się Kowalski. Bywa, że
"bizmesmem" potrzebujący wizytówki na "wczoraj" także doskonale wie jak ona
winna wygladać, ba komunikuje ową wiedzę wszem i wobec, że: .. panie tą
firmę ja postawiłem 10 lat temu zaczynając od biurka i dwu krzeseł ... a
dzisiaj, proszę popatrzeć! I nie będzie mnie nikt uczył jak ma wygladać
wizytówka, bo niejedną w życiu widziałem.
Co do wkładania "siebie" do dzieła sztuki wizytówkowej lepiej po prostu
wytłumaczyć czego się oczekuje i sprawdzić czy człowiek któremu się to
komunikuje pojął o co chodzi. I tyle. Pozdrawiam.
Witam!
Mam ogromną prośbę do Was, czy moglibyście wyrazić swoje opinie nt. tej
stronki: http://www.jeannouvel.com/
Nie jestem jej autorem, natomiast próbuję zrozumieć klienta, który
uważa, że ta stronka zrobiona jest idealnie pod względem graficznym.
Czy forma, grafika, przekaz są rzeczywiście bardzo dobre?
Osobiście uważam że strona jest niefunkcjonalna i trochę przerost formy
nad treścią, jednak mogę się mylić.
Do tego te otwierające się odzielne okno, które na starcie wyprowadza
mnie z równowagi....
Jest to tylko przykład tego, że oprócz artysty nad projektem powienien
czuwać ktoś kto odróżnia "stół i krzesła do codziennego używania" od
"disajnersko-artystowskiego wypasu" na który sie nie da patrzeć.
Tutaj na forum nie uzyskasz właściwej odpowiedzi bo tutaj siedzą goście
skrzywieni pod względem webdesignu. Natomiast tę stronę stworzył jakiś
"artysta" i zapewne w kategorii sztuka szerokorozumiana, to jest to
jakiś tam twór mniej lub więcej wart.
Natomiast w kategorii webdesign to można mój stół z krzesłami porównać
do taboretu i rozstawionych wokół sraczy. Sztuka jest ale jeść obiadu na
tym za ch... pana sie nie da.
GB
Dobre to jest, miesne w szczegółach, inteligentne w porównaniach,
bezczelnie śmiało korzystające z języka.
To wszystko (no może oprócz tej "mięsności") to wyczynia Kajubowa. Ta to
język tak wykręca, że pudle powstają, żyrafy, krzesła, kwiatki. Ech! I
przyjemnie się czyta. Taka dygresja mała.
Ba, chyba lepsze od Żwikiewicza "Delirium w Tharsys", tylko Zwikiewicz
stylu jest trudniejsze niż niemożliwe a tu tylko kilka zdań.
Aż się boję, żeby nie sprowokować kolejnej dyskusji o Pisarzu i Sztuce,
ale... Na czym polega cymeśność stylu, który uniemożliwia opowiedzenie
historii?
To wcale nie jest drugie dno wiersza. Czytaj uważnie zwracając uwagę na
każdy wyraz, szukając sensu.
Rozumiem, że możesz interpretować to w inny sposób. Ale widać wiersz nie
jest zbyt dobry, skoro tak trudno dojść do tego, co chciał przekazać autor.
A może odwrotnie? :
Pamiętam, kiedyś na jednym spotkaniu poetów przeczytałem wiersz, który
miał dla mnie też tylko jedno dno. Ale oni zaczęli mi wmawiać, że ten wiersz
to jest zupełnie o czymś innym,
a ja na to, że nie bo ja chciałem w nim wyrazić ...i wtedy ktoś mi przerwał
i ze szczerym uśmiechem powiedział:
- A my to mamy w dupie to co chciałeś wyrazić.
Pierwszy odruch na szczęście nie zrealizowany to oderwanie się od krzesła i
wyjście, ale w tej samej sekundzie zdałem sobie sprawę,
że właśnie tak jest, że trzeba się z tym zgodzić.
Czytelnik szuka w wierszu własnych wrażeń, a nie autora, tu linie papilarne
naszych osobowości nigdy się do końca nie zgodzą, co daje możliwość
bardzo indywidualnego odbioru sztuki.
- Rzeczywiście - spokojnie odpowiedziałem i wszyscy kiwnęli głowami.
pozdrawiam
ELMO
Pamiętam, kiedyś na jednym spotkaniu poetów przeczytałem wiersz, który
miał dla mnie też tylko jedno dno. Ale oni zaczęli mi wmawiać, że ten
wiersz
to jest zupełnie o czymś innym,
a ja na to, że nie bo ja chciałem w nim wyrazić ...i wtedy ktoś mi
przerwał
i ze szczerym uśmiechem powiedział:
- A my to mamy w dupie to co chciałeś wyrazić.
Pierwszy odruch na szczęście nie zrealizowany to oderwanie się od krzesła
i
wyjście, ale w tej samej sekundzie zdałem sobie sprawę,
że właśnie tak jest, że trzeba się z tym zgodzić.
Czytelnik szuka w wierszu własnych wrażeń, a nie autora, tu linie
papilarne
naszych osobowości nigdy się do końca nie zgodzą, co daje możliwość
bardzo indywidualnego odbioru sztuki.
- Rzeczywiście - spokojnie odpowiedziałem i wszyscy kiwnęli głowami.
uśmiechnęłam się na widok ostatniego zdania, fajnie się skomponowało :)
Pozdrawiam
Krysia
Tu od razu zaznaczę, że pogłoski, jakoby
można było wyrwać krzesło z jego zamysłu konstrukcyjnego poprzez
lubiezne łaskotanie którejś z nóg są idiotyczne! Przecież nawet majtki
majać inny kształt niż majtki ludzkie - w końcu załozone sa na cztery nogi
więc i układ nerwowy krzesła będzie co najmniej podwójny.
Jako przykład silniejszego unerwienia krzesła od człowieka
ludzi bolec ale nigdy na odwrót:
Krzesła
We wte i w tamte szurały krzesła
drewniane nogi drewniane nogi
- więcej niż cztery na jedną sztukę
bo niosły tych co uszli z wojny.
Jako przykład silniejszego unerwienia krzesła od człowieka
ludzi bolec ale nigdy na odwrót:
Krzesła
We wte i w tamte szurały krzesła
drewniane nogi drewniane nogi
- więcej niż cztery na jedną sztukę
nosiły tych co uszli z wojny.
Wracając Ije do naszego wiersza o doktorze Popularnym i krześle -
jak widać krzesło może niekiedy boleć, jeśli
dopełnić je fizycznie tym samym materiałem z którego je stworzono.
Tymczasem, jeśli zerwiemy z niego tapicerkę, czy porysujemy
jego poręcz - krzesło nic nie odczuje. Uszkadzając je wypaczymy
zamysł konstruktora bo samemu przedmiotowi nic się nie stanie.
Podobnie jest ze wszystkim co nas otacza a właściwie
co my otaczamy -
opieką, wzrokiem, umysłem jakkolwiek by to nazwać.
Pozdrawiam,
marco
Rozterki, czy to, co leży przed nami jest dziełem literackim, czy tylko
zwykłym śmieciem, towarzyszy nam od czasów dadaizmu.
[ciach]
Tak.
Pozwól Teliku na cytat:
"- Mam w domu brulion w którym zapisywałem pytania jescze zabawniejsze niż
Twoje znalazłszy odpowiedź na nie trafiłem na teorię estetyki, którą próbuję
Coi wyłożyć. Oto pytania jakie sobie postawiłem: Czy kunsztownie wykonane
krzesło jest tragiczne czy komiczne, czy portret Mony Lizy jest piękny
dlatego że pragnę go oglądać, czy popiersie sir Philipa Cramptona jest
liryczne epiczne czy dramatyczne jeżeli nie to dlaczego?
- A dlaczego nie?
- Jeżeli ktoś rąbie pniak w przypływie złości i wyrzeźbi podobiznę krowy to
czy krowa ta będzie dziełem sztuki, jeżeli nie to dlaczego?
- Ta krowa jest pyszna trąci prawdziwą scholastyką" - J. Joyce "Portret
artysty z czasów młodości"
Niejasne mam wrażenie, ze tekst jest sprzed jeszcze dadaistów ale nie w tym
rzecz. :)
Rzecz w tym, że o ile zgodzę się z treścią tego wiersza o tyle jestem jak
najbardziej przychylny wrzucić go do worka, który wiersz ten neguje.
Pozdrawiam serdecznie
rahn
Raz, gdy bylem jeszcze maly,
mialem rower, zardzewialy
dzwonek jego, choc dzwiek czysty,
do dzis sie po nocach sni.Dzis juz jestemn duzy,
i nie mam roweru,
tylko czasem, gdy jest szaro,
w uszach dzwoni cos.m.
zawsze zwroty kiedy byłem mały, przypominają mi Grabowskich w Sztuce na (chyba)
Trzech Aktorów
Peszek wtedy mówi ( stojąc na krześle )
kiedy byłem bardzo mały
obie ręce mi śmierdziały
dzisiaj kończy się ma męka
śmierdzi tylko jedna ręka
czy to był Peszek, nie pamiętam... dziura:-)
Pozdrawiam
ELMO:-))
|
|
| oczy szeroko zamknięte
| ------------------------------
|
| w świecie gdzie istnieją tylko myśli
| nie ma rzeczy namacalnych
| widzę tylko to co chcę widzieć
| mogę robić co zechcę
|
| Rembrandt Van Eyck Rubens Lorrain
| potrafili przeobrazić świat rzeczywisty
| w świat do życia
| świat jaki nie istniał
| i nigdy istnieć nie będzie
| nie potrafimy oczu oderwać
| tak bardzo jest życiodajny
|
| monstrualne rzezie Breugla
| przerażające piekło Boscha
| nawet masakra na wyspie Chios Delacroix
| są zachwycające
|
| wielką i zbawienną rzeczą
| umieć przeobrazić zbrodnię
| w dekoracyjny ornament
| balsam dla oczu
|
| miasto Delfy choć nigdy nie istniało
| jest stokroć bardziej realne
| niż wszystkie obejrzane miasta świata
| żadna brzoskwinia ani pomarańcza
| nie miała tej głębi światła i koloru
| co owoce spod pędzli Holendrów
|
| wielkie dzieła sztuki to prawdziwe akumulatory
| wielkie ładowarki dla milionów spragnionych słodyczy
| złoty wosk chroniący od powiewu śmierci
|
| Wielki pean na temat sztuki.Podpisuję się pod nim. Nie, żeby Ci
| odebrać autorstwo.;-)
| Tytuł tez wg mnie trafiony.I trochę filozofii, co też lubię.
| No i nawet dla mnie czytelny, bo nie ten masyw;-).
| :-) Rosa
Ehe, ehe inaczej, za krzeslem w tle, w cieniu lasu, dwie szare sylwetki...
ciekawy jestem tego -tej interpretacji hym....
Melisa dzieki.Hal nie przejmuj sie to tylko moja wyobraznia.
Jacek.
ellu bi-s
Kasiakam
| krzesło jest twarde wąskie
| z wysokim oparciem
| siedzę wyprostowana tak
| by kręgosłup przylegał do niego
| mocno
| i głowa w jednej linii
| żeby nie bolało
Zapomniałam dodać: wiersz bardzo mnie poruszył - oczywiście w tym "moim"
odczytaniu, ale nie sądzę, żeby było tylko moje.
I jeszcze jedno, niezbyt szczęśliwie się tu wyraziłam:
A mimo to - choć wiadomo, że to efekt zewnętrznych kleszczy -
choć wiadomo, że to - ta sztywna pozycja - to _także_ efekt zewnętrznych
kleszczy...
widać w tej pozycji niezłomność, dumę, cały niezwykły charakter Fridy,
która jak mało kto wymieniła ból na sztukę.
e.
Kasiakam
| krzesło jest twarde wąskie
| z wysokim oparciem
| siedzę wyprostowana tak
| by kręgosłup przylegał do niego
| mocno
| i głowa w jednej linii
| żeby nie bolałoWitaj Kasiu, nawet jeżeli Twój wiersz nie jest o Fridzie Kahlo - dla
mnie jest i tego już zmienić nie mogę. I to do tego stopnia, że aż
trudno by mi było uwierzyć, że to tylko sugestia. Czytam, czytam
ponownie, jeszcze raz czytam... tak, to Frida Kahlo siedzi
wyprostowana
na krześle jakby siedziała w gorsecie, który ją podtrzymuje, ale także
więzi. A mimo to - choć wiadomo, że to efekt zewnętrznych kleszczy -
widać w tej pozycji niezłomność, dumę, cały niezwykły charakter Fridy,
która jak mało kto wymieniła ból na sztukę.
No, to zwarły się nasze myśli w serdecznym uścisku!;-)
Uradowałaś, bardzo:-)
Frida - jako postać, i jako film przesycony malarskością do
najmniejszego włókna - to uczta przenikania w każdą stronę, wielobarwna
iskra żywego światła.
Na wielu autoportretach Frida siedzi sztywna, unieruchomiona,
nienaturalnie wyprostowana... i silna. No, powiedz Kasiu, czy to
możliwe, żebym się aż tak bardzo pomyliła i faktycznie uległa jakimś
dziwnym omamom, od których już nie mam odwrotu?
Niemożliwe:-)))
Lecz możliwe jest spojrzenia na własny autoportret. Taki z krzesłam, z
miejscem, z którego się patrzy na świat.
KasiaKam
Nauczylem sie praktycznej zasady (nie wiem, czy slusznej).
Ilosc -- to co niepoliczalne -- np. duze ilosci sniegu.
Liczba -- dla tego co policzalne -- np. liczba samochodow w naszym kraju,
nadal
wzrasta.
Dlatego "liczba sniegu" by mnie razila -- w koncu nikt nie liczy sniezynek.
Ilość krzeseł, to źle?
Dla mnie liczba jest pojęciem abstrakcyjnym, może istnieć sama w sobie, np.
5 albo pi.
Ilość oznacza miarę czegoś konkretnego, można, ale nie trzeba wyrażać jej
liczbą całkowitą lub nie, np.:
- ilość sniegu - dużo
- ilość kartofli (ziemniaków, pyr, czy czego tam sobie grupa hum.polszczyzna
życzy) - 5.321 kg (5,3 kg na starej, francuskiej wadze)
- ilość krzeseł - 5 , bez miana
Słowo liczba łączymy tylko z ilością tego co policzalne:
liczba ziemniaków (krzeseł) - 5 (sztuk),
liczba kilogramów ziemniaków - brzmi nieładnie, lepiej powiedzieć, że ilość
ziemniaków w kilogramach wyraża się liczbą pięć i trzy dziesiąte
dopuszczalne jedynie na wykładzie z ziemniakologii)
liczba śniegu - jak zauważył kolega, wygląda bardzo nieładnie.
Przemyślenia moje, wykonane w tej chwili, nie weryfikowane.
Ryszard Cichy
------------------------------------------------------
"Zrozumiec rekurencje moze tylko ten kto rozumie rekurencje"
------------------------------------------------------
| Chwila, chwila - Titanic to nie była marka, ale nazwa własna, tak jak ja
mam
| na imię Ania i chyba bym się obraziła za malą literkę. Natomiast tego
| concorde'a zgodnie ze słownikiem ortograficznym pisałam malą literką
| (pracuję w mediach), bo tych samolotów marki Concorde było kilkanaście
| przynajmniej i miały swoje nazwy.
| PozdrawiamPrzecież nawet w wielkich seriach samochodów każda sztuka różni się
od wszystkich innych, mogą być bardzo podbne, ale przynajmniej - tak jak
Ania od Ani różni się m. in. PESELem, datą urodzenia, tak np. Polonez od
Poloneza (będę konsekwentny w swojej ortograficznej niesubordynacji) różni
się jakością, ilością rdzy pod nowym lakierem, numerem fabrycznym i
rejestracyjnym, skrzypieniem uszczelek przy opuszczanych szybach, itd. -
wiem, bo mam. Nie mam racji?
Alez masz calkowita racje. Tak samo Krzeslo rozni sie od Krzesla,
Lodowka od Lodowki, Termos od Termosu, i trudno o dwie takie same
tabletki Aspiryny. Tylko Jakie Wyrazy Pisac Bedziemy Mala Litera?
Chyba Tylko Spojniki.
Maciej Bójko
Według mnie artystą jest ten, kto tworzy sztukę
(nie chodzi mi o takich, co robią 1000 sztuk
gwoździ :-). A co to jest sztuka? To już inne
pytanie... :)
A sztuka uzytkowa? Mozesz zbic sobie krzeslo z listewek i uwazac je za
szkaradne, doceniajac tylko jedna jego ceche - funkcjonalnosc. Na
pytanie: czy to dzielo sztuki? odpowiesz ze nie ...
Ale nagle przyjdzie jakis nawiedzony profesor z Akademii Sztuki i
podnieci sie poteznie na widok tego krzesla, milioner kupi je za mln
baksow i znajdzie sie ono w jego kolekcji dziel sztuki. Kradziez tego
krzesla i wywoz z kraju to wydarzenia dnia w Polsce !
Twoj przyklad z gwozdziami jest troche sluszny - jezeli chodzi o liczbe
- 1000 to za duzo bo leci pewnie z jakiejs sztampy, ale kto
zaprojektowal pierwszy gwozdz ten jest autorem dziela sztuki - mozesz
ten design wysmiac, lekcewazyc, ale pamietaj, ze w tym samym czasie ktos
Panem Tadeuszem wyciera sobie ..... i wasze racje sa rownowazne.
Oto słowa Prawdy, które zapisał(a) Larsoden:
| Niech ktoś coś napisze.
| Kto widział?| Dzisiaj się wybieram.
| I co? I co? I co? I co? I co? I co? I co? I co? I co? I co? I co? I
| co?Niewygodne krzesełka, na których trzeba przesiedzieć 6 h
Sama sztuka przyzwoita ale żebym padł trupem to nie powiem.Jeśli kogoś stać i czas trwania spektaklu nie przeraża to może iść.
Ou!
A jaka jest ta zaporowa cena biletów?
Bo, że w TR krzesła są niewygodne to nie nowość.
Tymczasem ciekawostką jest owe 6 godzin - czyżby uczeń WArlikowski szedł
w ślady mistrza Lupy?
Ciekawe, czy będą z tym jeźdźić po Polsce jakoś.
Zdrówka
Magha
On 2006-03-17 22:49:06 +0100, "Marek Dzwonnik"
| Poszukuję MC14489, w celu kupna, 2 sztuki.
W celu sprzedaży figurują takowe w ofercie toruńskiego Systemu:
http://www.elementy.pl/
Niestety nie wiem na kiedy, za ile i dlaczego tak drogo.http://www.radiohobby.com.pl/cgi-bin/page.pl
- uwaga, cena z bliska górnej granicy strefy skondensowanego absurdu
:) tu masz rację, jak zobaczyłem cenę - o mało nie spadłem z krzesła ;)
W każdym razie dzięki za zainteresowanie moim problemem, i za linki do
sklepów :)
Udało mi się wydobyć jeszcze dwie sztuki od człowieka, od którego
kupowałem poprzednio płytki wyświetlaczy z demontażu.
qwerty sie nie liczy ? LOL .... Frontica zazyczyla sobie 400zl przygotowania produkcji i 32zl za klawiature ...myslalem ze spadne z krzesla ...ale to nic jak zadzwonilem do KEYPOL to koszty przygotowawcze siegnely zenitu 600-800zl .... wymieklem ....Czy naprawde nie ma kogos w tej branzy jak np w PCB Merkar ze przyjmuja pojedyncze zlecenia i nie zdzieraja kasy ???
Powoli oswajam sie z mysla ze chyba wykonam sobie to sam na kolorowym ksero , zalaminuje a od spodu wstrzykne silikon pod przyciski. Nie stac mnie na 500czy 800zl za 1 klawaiture ... 50zl to bym moze przezyl ....
Zakończ poszukiwania i zrób swoją domową laminowaną...
Klawiatury foliowej nie zrobisz metodami domowymi tak jak PCB więc nie
spodziewaj się ceny 50PLN. Tu trzeba robić sita a to kosztuje właśnie
tyle ile podajesz. To nazywa się uruchomienie produkcji i jest
jednorazowe. Potem cena za sztukę zależy od zamawianej ilości.
Cena 400 PLN to bardzo tanio, nie wierzę w 200 zł w qwerty (są drożsi
ale jakościowo lepsi) a cena 600 - 800 to normalna cena. Wszystko zależy
od ilości kolorów na klawiaturze (a zawsze minimum muszą być 2 - chyba
że robisz jednolitą :)
Pozdrawiam
Rogher
Moim zdaniem nie da się tego obliczyć.
Ta temperatura zależy od tysiąca czynników,
z których połowa jest średnio okreslona.
Pewnie się da, tylko na co komu taka dokładność?
Przypomina mi się pewne zadanie na ćwiczeniach z metrologii:
Przesunąć krzesło po podłodze.
Do wyznaczenia przesunięcia użyć termometru.
Tak też można - sztuka dla sztuki.
Krzysztof
| Moim zdaniem nie da się tego obliczyć.
| Ta temperatura zależy od tysiąca czynników,
| z których połowa jest średnio okreslona.Pewnie się da, tylko na co komu taka dokładność?
jaka tam dokładność. Już wilgotność powietrza i wiatr zmienia
temperaturę grota w sposób widoczny. W każdym razie termometrem za
kilkanaście zł jako przystawka do multimetra zmierzysz dużo dokładniej.
Przypomina mi się pewne zadanie na ćwiczeniach z metrologii:
Przesunąć krzesło po podłodze.
Do wyznaczenia przesunięcia użyć termometru.
Tak też można - sztuka dla sztuki.
A mój dzieciak musiał mierzyć temperaturę otoczenia mając do dyspozycji
rurkę szklaną, garnek z wodą, linijkę, zamrażarkę i palnik bunsenowski.
Tu akurat nie sztuka dla sztuki.
Waldek
"Piotr Pitucha" <
| Jest jeszcze jedno ale co do zasilacza tego typu, po przebiciu
kondensatora m
amy niezbyt miłą sytuację na jego wyjściu,
| aczkolwiek rozwiązania takie nagminnie kiedyś stosowano w byłym ZSRR to
zawsz
e to rozwiązanie kojarzyło mi się z krzesłem
| elektrycznym.Dlatego dziwię się, że na układach nie ma szeregowo bezpiecznika,
który się momentalnie przepaliłby w czasie awarii kondensatora...
No ale może wykorzystują opornik lub diodę w roli bezpiecznika :-)
W radziecką ładowarkę do 9V akumulatorków można było wsadzić paluch do styków.
Ostatnio widuję na bazarach białe chińskie latarki, z dwoma żarówkami i
łamanym reflektorkiem.
Z boku ma miniaturowe gniazdko podłączone prosto do akumulatora - chyba może
kopnąć.
Zasilacze beztransformatorowe z szeregowym kondensatorem stosowane są chyba
we wszystkich elektronicznych timerach, wtykanych do gniazda.
Bezpiecznikiem na okazję przebicia kondensatora jest ten szeregowy rezystorek.
Naprawiałem kilka sztuk - typowe jest uszkodzenie diody zenera - zawsze "na
zwarcie" (nową trzeba dać 1-2W zamiast 0.25-0.5W - wytrzyma 100lat), więc
scalaczek i reszta przeżywały a oporniczek nie musiał odpalić.
Wmak
Może ktoś wie, jak wygląda w przepisach wartość napięcia, które można bez
narażenia się na prokuratora wyprowadzić z prostownika ładującego
akumulatory. Bezpieczne niby 24V, ale podobno są urządzenia ładujące
szeregowo wiele akumulatorów. Spawarka też daje więcej i nic :) Klient
chciałby ładować dużo naraz, a ja wiem na ile mogę mu ulec.
Jesli sie nie myle, to na zamowienie klienta mozesz zrobic co mu sie
zamarzy - np krzeslo elektryczne. Byleby tylko byla instrukcja
bezpiecznego uzywania :-)
Ladowanie aku jest o tyle niewdzieczne ze ktos z obslugi moze
jedna sztuke odlaczyc ... i lapami klem dotknac, a tam bedzie troche
wiecej niz 24V.
Poza tym co to za aku ? Jesli rozladowywane osobno to ich ladowanie
szeregowo jest wrecz karygodne ...
J.
Witam
ta babcia się wepchneła [bo była na 9.30] [ i jeszcze mi beszczelnie
chrzaniła, że wcale nie byłem o 9.15 tylko o 9.20, ale przecież starej babci
bić przy świadkach nie będę]
To ciekawe, że stare babcie (i dziadkowie) do perfekcji opanowują sztukę
wpychania się przed kogoś, chociaż wcale im się nie spieszy (w przeciwieństwie
do człowieka, który zwolnił się z pracy na godzinę).
Czekałem kiedyś w przychodni. Przede mną kilka osób. Po kwadransie przyszła
babcia, zapytała, kto ostatni. Powiedziałem, że ja. Babcia była całkiem miła,
nawet chwilę rozmawialiśmy. Gdy osoba przede mną weszła, babcia wstała i zaczęła
oglądać gablotkę obok drzwi do gabinetu.
Gdy drzwi się otworzyły wstałem, żeby wejść. Babcia mnie uprzedziła wykonując
wślizg między wychodzącego pacjenta i framugę zatrzaskując mi drzwi przed nosem
... Oszczędziła pięć minut, żeby wieczorem i tak bujać się w fotelu trzy
godziny. Co miałem zrobić? Wejść do środka, wywlec ją i posadzić na krześle?
To nie był jedyny raz podobnego zachowania u starszych ludzi, wydawałoby się
całkiem kulturalnych. Czy to socjalizm tak ich zeszmacił? Tak dobrze
przystosowali się do tamtych warunków, że nie są w stanie przestać?
pozdrawiam, Flasher
-------------------------------
http://polbox.com/f/flasher
Strona dla ludzi myslacych
Updated 01/01/27
-------------------------------
Panie Zygmunt M. Zarzecki, prezesie pl.pregierz z siedzibą w
2. Brak modernizacji kolejki w kierunku krzesła 4-osobowego
Przecież tam już w tej chwili nie da się jeździć, takie tłumy...
Ech, zyga... Wywieźć na górę to każdy jeden potrafi. A dać bezpieczną[1] i
ciekawą trasę na dół? To jest sztuka!
| 2. Brak modernizacji kolejki w kierunku krzesła 4-osobowego
Przecież tam już w tej chwili nie da się jeździć, takie tłumy...
Ech, zyga... Wywieźć na górę to każdy jeden potrafi. A dać bezpieczną[1] i
ciekawą trasę na dół? To jest sztuka!
To co, chcesz się zmierzyć?
Kup sobie kolcowaną albo zrób i sruuu.
zyga
Pewnie i jedno i drugie :-). Kiedyś znajomy z firmy przewozowej mówił mi,
że Polska sprzedała kiedyś większą ilość maszynek na OIDP Cypr. Tam się
zdezelowały i teraz odkupują je nasi przewoźnicy typu PTKiGK, Rail Polska
i inni.Oj... nie słuchaj tego znajomego. Chyba, że mówił o okrętach.
Chodziło nie o Cypr, a Maroko, gdzie za Gierka sprzedaliśmy kilka sztuk ET22
oraz SM42.
Mój ojciec - maszynista jak zobaczył w filmie "Klejnot Nilu" SM42, to mało z
krzesła nie spadł.
Pozdr.
Pasażer
Rozmawiałem ostatnio z mechanikiem i zaczał on cos mowic ze jakies 3 sztuki
tych lokomotyw wyciegneli z kszaków i chca oddac do naprawy ogolnie to oni
nie lubia tej seri okreslajac ja jako kurestwo ponoc zamiast fotela jest
tam
drewniane krzesło
No to pewnie czechy: 18, 23 i ?
Pzdr,
Maciej Lis
<Mattijah
...
Rozmawiałem ostatnio z mechanikiem i zaczał on cos mowic ze jakies 3
sztukitych lokomotyw wyciegneli z kszaków i chca oddac do naprawy ogolnie to oni
nie lubia tej seri okreslajac ja jako kurestwo ponoc zamiast fotela jest
tam
drewniane krzesło
Ja słyszałem że wszystko stoi w krzakach i niech tak dalej zostanie :-)
mechanika.
I niema kuchenki i przy 160 to wszystko drży i podłoga podskakuje do góry.
Pozdrawiam
Bubi
Miłośnik EU07
Rozmawiałem ostatnio z mechanikiem i zaczał on cos mowic ze jakies 3
sztukitych lokomotyw wyciegneli z kszaków i chca oddac do naprawy ogolnie to oni
nie lubia tej seri okreslajac ja jako kurestwo ponoc zamiast fotela jest
tam
drewniane krzesło
No to mogą wstawić i na tym ta przeróbka by polegała
| Rozmawiałem ostatnio z mechanikiem i zaczał on cos mowic ze jakies 3
sztuki
| tych lokomotyw wyciegneli z kszaków i chca oddac do naprawy ogolnie to
oni
| nie lubia tej seri okreslajac ja jako kurestwo ponoc zamiast fotela jest
| tam
| drewniane krzesłoNo to pewnie czechy: 18, 23 i ?
I 16 jak mniemam, wszak ona jeszcze niedwano jeździła a 01 i 22 chyba do
jazdy się już nie nadają. BTW., gdzie reszta Czechów ? Złomowana, prawda ?
Pozdrawiam, Tomek
dużo technik wziętcy żywcew z Aikido, zarówno numer z trzymaniem przez
dwie osoby jak i duzo dźwigni i konkretne techniki, polecam treningi
Aikido. Aczkolwiek by stosować to życiu trzeba ćwiczyć przynajmniej 10
lat.
Na pewnym poziomie "wtajemniczenia" wiele technik jest przejmowanych z
innych sztuk walki. AIKIDO nie było w tym zakresie ewenementem. Sądzę, że
ciężko by było dotrzeć do twórcy poszczególnych technik.
Tym, co nowatorskie w było w SAMBO - moim zdaniem - to walka przy pomocy
innych niż tradycyjne bronie białe przedmiotów. Bo o ile obrona przed
karabinkiem z bagnetem niewiele się różni od obrony przez bronią białą
(załóżmy "złotą łopatą" w KUNG-FU) to walki krzesłem, pasem czy saperką
raczej nikt na serio nie trenował.
No i odejście od ubioru sportowego na rzecz munduru z wszelkimi
ograniczeniami, ale i udogodnieniami z tego wynikającymi.
Widzielem cos podobnego w ksiazce o biotronice (albo jakiejs innej tronice
.. nie pamietam) cztery osoby mialy podniec krzeslo z piata na palcach
wskazujacych - pierwsza probva nie wychodzila , przez chwile intensywnie sie
skupiali na zadaniu probowali jeszcze raz i podnosili. Bylo to wytlumaczone
w ten sposob ze kiedy intensywniu mysleli o takim wysilku w ich organizmach
podnosil sie poziom adrenaliny - sila rosla i gotowe.
Bzdura.
Te sztuczke opisano w ksiazce Sztuki Magiczne.
Mozna ja dowolnie czesto demonstrowac , jak i setki innych.
Sam to robilem w szkole.
Opisane powyżej pokazy może i były sztuczkami,
nie moze, ale w ksiazce Sztuki Magiczne zostalo opisane jak podnosic
czleka na krzesle na palcach, jeden palec pod brode.
ale faktem jest, że
przeciętny człowiek wykorzystuje zaledwie 10% swojego mózgu.
O swoim mozgu piszesz ?
Ja wykorzystuje 99%
| Opisane powyżej pokazy może i były sztuczkami,
nie moze, ale w ksiazce Sztuki Magiczne zostalo opisane jak podnosic
czleka na krzesle na palcach, jeden palec pod brode.ale faktem jest, że
| przeciętny człowiek wykorzystuje zaledwie 10% swojego mózgu.
O swoim mozgu piszesz ?Ja wykorzystuje 99%
Mam nadzieję, że to był żart.
Piotrek N.
urodzil taki oto txt:
| Widzielem cos podobnego w ksiazce o biotronice (albo jakiejs innej tronice
| .. nie pamietam) cztery osoby mialy podniec krzeslo z piata na palcach
| wskazujacych - pierwsza probva nie wychodzila , przez chwile intensywnie sie
| skupiali na zadaniu probowali jeszcze raz i podnosili. Bylo to wytlumaczone
| w ten sposob ze kiedy intensywniu mysleli o takim wysilku w ich organizmach
| podnosil sie poziom adrenaliny - sila rosla i gotowe.
Bzdura.
Te sztuczke opisano w ksiazce Sztuki Magiczne.
Mozna ja dowolnie czesto demonstrowac , jak i setki innych.
Sam to robilem w szkole.
Juz jestes w szkole, Expert? To teraz przedszkole sie konczy w wieku 4
lat??? Czy moze Cie z niego wyrzucili za notoryczne bredzenie?
| | Opisane powyżej pokazy może i były sztuczkami,
| nie moze, ale w ksiazce Sztuki Magiczne zostalo opisane jak podnosic
| czleka na krzesle na palcach, jeden palec pod brode.| ale faktem jest, że
| | przeciętny człowiek wykorzystuje zaledwie 10% swojego mózgu.
| O swoim mozgu piszesz ?| Ja wykorzystuje 99%
| Mam nadzieję, że to był żart.
a ile teraz procent mozgu wykorzystales ?
Jak na 99 procent to nie wiele pokazales :) my mamy jeszcze 90% zapasu a ty
1% i nic
Expert tak ?? od czego poczytaj to bedziesz wiedzial
Jak jestes taki pewny, to sam sprubuj pociac i opowiedz o swoich przezyciach.
Jakie przezycia.
Bierzesz duze nozyce krawieckie, szklo 2 mm okienne.
Wkladasz szklo do miski z woda i zanurzasz rece i tniesz pod woda co
chcesz.
Jak dojdziesz do wprawy do mozesz wycinac kwiatki.
Proste , latwe.
Tak jak to podnoszenie delikwenta na krzesle na palcach.
Kupcie ksiazke Sztuki Magiczne. Tam opisano z 500 takich sztuczek
magicznych, z kartami, z przedmiotami itd.
Jacek
Cześć,
kolejny list wysyłam na listę, bo być może odpowiedzią będzie
zainteresowanych więcej osób.
Mam właśnie obok siebie "tego co wie dużo" choć się czasem do tego nie
przyznaje, pewnie z powodu fałszywej skromności;-) Człowiek ma na imię Mirek
i będę używać jego imienia bo tak mi się łatwiej będzie pisać.
Więc Mirek mówi, że po pierwsze: nie przejmuj się pozycją - ważny jest
PROSTY KRĘGOSŁUP co oznacza, że możesz nawet siedzieć na krześle - wygodnie
na brzegu krzesła (cytat ze stwierdzeń Mirka - dokładnie: masz mieć 3 punkty
oparcia: nogi rozstawione na szerokość bioder i pupa na krawędzi krzesła,
punkt oparcia to pośladki, kolce kulszowe - najbardziej wystające kości
miednicy - mają być już poza krawędzią krzesła - musisz czuć, że
wykorzystujesz wszystkie trzy punkty), nie wolno krzyżować nóg.
Po drugie: wszystko co wyczytałeś w mądrych książkach (Autobiografia Jogina)
nie podlega dyskusji, możesz wierzyć lub nie.
Po trzecie: Mirek zaprasza Cię na kurs Kriji - "Krija Sztuka Życia". Jedyny
darmowy kurs w Krakowie jest planowany na wrzesień 99. Podam Ci jeszcze
dokładaną datę, jak już będzie ustalona.
Po czwarte: to już nie Mirek, tylko ja: na moim kursie proszono o nie
nauczanie tych technik chałupniczym sposobem. Techniki są wprawdzie proste,
ale błędy w ich stosowaniu mogą skrzywdzić. A ja nie jestem ekspertem i na
pewno nie chcę nikomu zaszkodzić.
To by było na tyle.
Powodzenia w ćwiczeniach ze skorygowaną pozycją,
Elżbieta i Mirek
Hej.
Na pewno Kaczorowski jest jednym z najbardziej znanych hipnotyzerów, ale to
dlatego, że złapał kontakt z telewizją. To, czy jest najlepszy jest kwestią
sporną. Osobiście sądzę, że pokazuje techniki zbyt śmiałe dla klasycznego widza
i przez to przyczynia się do strachu przed hipnozą - ale za to widownia nie
nudzi się. Jasne że potrafi posłużyć się hipnozą werbalną i energetyczną, ale
to nie sprawia, że jest dobrym terapeutą. Hipnoza estradowa jest tylko małym
kawałeczkiem tego, co naprawdę w sobie hipnoza kryje. To najciekawsze jest
niewidoczne na estradzie - są to uzdrowienia, zmiana podejścia do życia,
rozwiązywanie problemów. Nie jest sztuką zmienić człowieka w deskę i położyć go
na dwóch krzesłach, tylko sprawić, by stał się szczęśliwszy, a jego świat
lepszy.
Pozdrawiam.
Piotr
[hipnoterapeuta]
Pan Kaczorowski to chyba jeden z najlepszych polskich hipnotyzerów. Polecam
też przeczytać książkę tą o której wspominał Trojanowski.
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
To najciekawsze jest
niewidoczne na estradzie - są to uzdrowienia, zmiana podejścia do życia,
rozwiązywanie problemów. Nie jest sztuką zmienić człowieka w deskę i położyć
go
na dwóch krzesłach, tylko sprawić, by stał się szczęśliwszy, a jego świat
lepszy.Pozdrawiam.
Piotr
[hipnoterapeuta]
Czy móglbyś wyjaśnić, czym jest Hipnoza energetyczna,
oraz dlaczego pani Schulz zrezygnowała z hipnozy w leczeniu
alkoholików i innych przypadków.Jej argumenty w książce
sądość niejasne.
Pozdrawiam. Mirzan
| To, to widza i slysza shizofrenicy, nie jest widzialne
| ani slyszalne dla nikogo innego.Zatem wieksza czesc artystow to schizofrenicy. Ja zawsze powtarzam, ze
schizofrenia nie jest choroba, a kontrolowana i dobrze wykorzystana
moze stac sie darem.
Nie mowie - nie.
Ale o zwarciach i szumach w glowach shizofrenikow, ktore potrafia
oni przeksztalcic ( czasami ) w dziela sztuki, wiemy(?), ze istnieja
tylko w ich glowach, i wiemy (?) ze nie pochodza z zewnatrz.
| Stad prosty wniosek - ich widzenia i slyszenia powstaja
| wylacznie w ich mozgach, a nie sa zjawiskiem obiektywnym.
Wniosek: ich widzenia i slyszenia swiadcza o szerszej percepcji badz
rozwinieciu tzw. " percepcji pozazmyslowej"
A jakaz to przewage z punktu widzenia technologicznego czy jakiegos
innego ma papka wodno-neuronowa ( mozg ) nad krzemowo-miedziana
( mikroprocesor ) ?
Czemu moj komputer nie ma percepcji pozazmyslowej ?
Albo moje drewniane krzeslo ?
cul
pluton
Anna pa pa:
Jesteśmy naszpikowani antygrawitacją, już nie kleją się
palce, pod prądem intonacja i słowa. Nieprawdopodobne,
jak daleko jest twój dom od mojego domu. Dzielą nas lata
świetlne i zimno, jakby styczeń w rozkwicie, jakby nagle
puściły szwy pomarańczowych galaktyk.Teraz nikt układa się na boku w moim łóżku, wyczesuje z włosów
sny i skrzypi drewno krzeseł, kiedy anioły przesiadają się
na nie - wprost z grzbietów koni ujeżdżanych wokół stołu,
odkąd połknąłeś czarne ziarno gorczycy, odkąd wystygły
wszystkie cegły w mieście i paleniska w niebie.
denne zastanawiam się kiedy krytycy ćwoki pod twoim
wierszem przestaną się nabierać na doskonały sentymentalizm,
chyba nigdy - cóż wiersze tego rodzaju są jak doskonałe gówno
znam sztukę zawsze mnie przeciętniaki wyprzedzają
bo są pobłogosławieni przez biskupa. ty nie jesteś osobą przeciętną
acz styl wiersza nutą jest przeciętną inaczej niż
poezja Emily Dickinson różniła się od swojej epoki.
tu nie widzę różnicy tylko widzę zdobniczość,
ja mam z tym problem i Emily miała, bo brakuje przekazu.
pozdr. atma
ps. w tym wierszu i w wielu tu publikujących osób;)
Smutek króla
Gdzie są tancerki o stopach nieobutych muzycy grający
na bębenkach i na sitarze z którego zręczne palce wydobyły
złotą jesień listków zlatujących z drzewa pośród oswojonej
błękitnej materii gwaszu
Gdzieś dalej niż przestrzenie ze stali i pleksiglasu gdzieś w
komnatach pośród dworskich zabaw infantek w pokojach
księcia Asturii tam gdzie służki stoły i krzesła lecz nie tu
Panie Henri Matiss urodził się pan w roku otwarcia kanału
sueskiego i ma wyborny smak ta sztuka nowoczesna
pogłębia i poszerza horyzonty a tu już jestem przy końcu
Niewiele odzewu a królestwo moje jest tylko schizofrenią
endogenną wynik urojeń że ludziom będzie tu po drodze by
przyjść do kuternogi który nie może chodzić by jego obraz
od niego kupić
W piatek wybralismy sie z ludzmi z Impry ( http://www.impra.w.pl )
wybralismy sie do Pubow. Bylo po drodze, wiec ktos rzucil mysl: a moze
do Pubu Wedkarskiego? Ludzie, pierwszy raz w zyciu bylem w tak
oryginalnym pubie! Jesli ktos jezdzil kiedys na ryby, to zrozumie o czym
pisze. Sciany sa z dykty, z plakatow na scianach mozemy sie dowiedziec,
kiedy jest okres ochronny leszcza lub jakie blystki sa najlepsze na
szczupaka, pod sufitem podwieszono siatke na ryby a stoliki i krzesla sa
plastikowe! Mnie brakowalo tylko zbiornika wodnego i rechotania zab. A
poza tym zupelnie jak na rybach. I jakie sztuki mozna zlowic!
Wojtek Zachwycony
P.S. I jeszcze najwazniejsze: piwo jest tam po 4 zl!!! Oniemialem, kiedy
sie dowiedzialem.
Może i masz racje
w końcu :gusta i gusta
IMHO "F and Sh" to zły spektakl bo:
- poetyka TRAINSPOTTING szokowała cztery lata temu (a może tylko mnie już to
nie szokuje.....)
- utrzymać rolę przez bite trzy godziny spektaklu to ciężkie zadanie jak
również umiejętność rozłożenia tempa i akcentów a to w tej sztuce jest chyba
dziełem przypadku.
- realia znikąd bo nie wiadomo :szkockie to warunki, polskie czy eskimoskie.
- aktorstwo. Ile czasu można pociągnąć na dwuch środkach ekspresji -
spazmach i zdenerwowaniu - Marysia Seweryn
- spektakl jest z taką emfazą określany jako "dla dorosłych"? Czy to z
powodu pseudokopulowania dwóch aktorów i nagich piersiątek Marysi? Ta nagość
powoduje zażenowanie zarówno u aktorki jak i u widzów, M.S udaje, że się
przełamuje wstyd a widzowie udają, że tego nie widzą. A ciąć po tych scenach
bo niczego do sztuki nie wnoszą - sensacja dla sensacji. Kiepska to sztuka
gdy głównym argumentem aby ją obejrzeć jest niewielki biust aktorki. Ten to
ja sobie mogę w telewizji pooglądać w "Kolejności uczuć. Tak naprawdę
interesujący jest aktor grający miejscowego gangstera, w nim jest potencjał,
który w niektórych momentach daje upust i oglądamy TEATR.
- zmusza do kręcenia się na krześle przez prawie trzy godziny.
Ja choć z prowincji swoje zdanie mam. Chętnie je porównam z entuzjastą
"SHOPPING AND FUCKING"
Grendel
"...nie wierz nigdy nagiej kobiecie...." (co tyczy się również wspomnianej
powyżej)
Witam!
Czy ktoś zna jakieś oryginalne zabawy na weselu lub namiary na strone ze
spisem takowych.
Dzięki za każdą radę,
Tomek
:-)))
budzisz miłe wspomnienia
1. Prosta i taneczna, ja to znam pod nazwą "zbieranie na kołyskę" - goście
tańczą z panną młodą i panem młodym, ale za taniec muszą wrzucić jakiegoś
"miedziaka" do kapelusza/talerzyka/kubeczka - młoda ma swój kubeczek, który
nosi starosta wesela, a młody ma swój u starościny. Nasz wodzirej starał się
do tego dorobić teorię, że które uzbierało więcej pieniędzy będzie głową
rodziny, a to które mniej szyją ;-)
2. Oczepinowa zabawa: pan młody po wypięciu młodej welonu liczy zęby w
grzebyku (pewni może policzyć guziczki przy sukience albo jakieś kwiatuszki)
i ile wyliczy w tylu pozycjach ma sie pocałowac para młoda, a później ta
druga para co złapała welon i krawat(muchę). Lekko perwersyjne, zwłaszcza
jeśli ta druga para to kompletnie obcy ludzie ;-)
3. Bardzo głupie (moim zdaniem - facetom na weselu podobało sie
najbardziej): panienki po 3 sztuki tworzą dwie drużyny piłkarskie, warunek
jest taki, że mają na nogach buty mężów. I grają w "piłkę" pomiędzy
krzesłami, ale główką kapusty...
Grają aż kapusta się rozpadnie doszczętnie... Przegrana drużyna sprząta....
itd, itp...
i jeszcze w kwestii:
Jezu, czy wy naprawdę lubicie takie szopki?
cherokee
co unikneła tego nie robiąc wesela, a przyjęcie
o gustach się nie dyskutuje ;-)
| Podobno plastyk ma stać sie przewodnikiem poprzez domieszanie
| pewnych polimerów ????!OT: No proszę - plastyk przewodnikiem ! Chyba po muzeum sztuki :))))
FuT: pl.rec.najlepsze :
Raczej na krzesle elektrycznym!
Zbyszek
Rozumiem, że ten abstrakcyjny scenariusz jest tylko pretekstem do
zadanego następnie pytania. Bo cała historyjka oczywiście nie mogła
się tak potoczyć. Czy się mylę? Żeby unieść człowieka z krześlem z
powierzchni ziemi, baloniki musiałyby wyprzeć ok. 75 kilo powietrza,
czyli ok. 60 m^3. Jaką pojemność może mieć balonik, żeby pozostać
balonikiem a nie wielkim baloniszczem? Więc ze 100 sztuk? -- czy
więcej?
pisza ze 40 balonow o srednicy 1m - to daje 167m^3
A jak zapewnić sobie stabilne utrzymywanie siedziska poziomo,
żeby nie spaść z krześla?
po 10 balonow do kazdej nogi :P
Czy oprócz lornetki gościu miał ze sobą
ubranie puchowe?
pewno nie, w koncu nie planowal dalekiej podrozy.
Zrobcie sobie tak jak ja czyli wyprofilowane blat w wcieciem na korpus
idealne sie tak siedzi i rece obie sa oparte ladnie o blat.
Mialem kiedys takie, teraz mam zwykle prostokatne o glebokosci ~70 cm i
tez jest dobrze.
A z krzesel polecam takie, gdzie niezaleznie odchyla sie oparcie i
siedzisko. Kubelki lepiej sie sprawdzaja jako zestaw wypoczynkowy, niz
krzeslo do pracy. W tyrce mam Vitre i sa calkiem znosne, choc nie jak
na taka kase (cos kolo 1,5k zl sztuka), nie grzesza trwaloscia - w
kilku juz sie urwalo badz zepsulo to i owo.
Naleze do ludzi, ktorzy cenia sobie dobry warsztat.
Zaslanianie sie maniera lub jakas wizja jest niepowazne, nic nie
usprawiedliwia podstawowych brakow.
fakt...
ja osobiscie jestem przeciwnikiem rysowania na komputerze.
po prostu ilosc wariantow kreski uzyskanej na kompie jes o pare poteg
mniejsza od
mozliwosci na zwyklej kartce ((z kolei na kartce nie ma undo)
Wezmy takiego Picassa, patrzac na jego "kulfony" mozna dojsc do wniosku,
ze
facet mial cos z oczami, albo, co gorsza, z glowa :) Ale jesli poznac jego
wczesniejsze dziela nabieramy juz szacunku i jasne sie staje, ze kazda
kropka na jego obrazach jest przemyslana.
to nawet nie chodzi o too czy jest to przemyslane
chodzi o kolorystyke, kompozycje kontrast expresje....
to wszystko mnie nieodparcie rzuca na kolana....
W takiej sytuacji typowe dla
amatorow stwierdzenie "e tam, ja tez tak potrafie" jest obraza dla sztuki
:)
i baaardzo grubo sie myli...
Maniera, oryginalny warsztat lub, jak kto woli, wlasna wizja swiata,
powinna
przyjsc jako naturalne nastepstwo pewnej drogi i rozwoju, poprzez
cwiczenia
realistyczne i rysowanie kulek, walcow, szescianow, draperii, krzesel,
ludzi
itp nudnych historii :) ...I nie mowie tu o jakims specjalnym
wyksztalceniu
teoretycznym, ale o doswiadczeniu.
Takie jest moje zdanie.
po prostu pewnych rzeczy nie sposob zauwazyc jesli sie tej drogi nie
przeszlo / przerysowalo
Mariusz
W żadnym razie nie wykluczam intuicji z procesu projektowania. Pomysł -
kreatywność grafika - jest zagadnieniem tak oczywistym, że nie poruszałem
tego tematu; uważam go po prostu za rzecz tak niezbędną projektantowi, jak
woda rybie. Grafik bez oryginalnych pomysłów jest dla mnie co najwyżej
rzemieślnikiem czy technikiem, powielającym wypracowane wzory.
Dla mnie daleko ważniejsze jest wrażenie, jakie projekt robi na
grupie docelowej, a nie na samym jego twórcy - w końcu jest to dziedzina
sztuki użytkowej. Z nieco innej beczki - wyobraź sobie projektanta, który
zaprojektuje krzesło; mebel bardzo mu się podoba, jednak każdy, kto na nim
usiądzie, twierdzi że, hmm... uwiera go w pewną część ciała.
Nie musze sobie projektanta wyobrazac, poniewaz sama nim jestem... Przez
piec lat bylo sie pracowniach mebla, totez co nieco na temat ergonomii
wiem...
Naturalnie, ze istotny jest kazdy aspekt tworzenia. Cale szczescie
jednak, nie ma w tym procesie obowiazku stosowania sie do definicji...
Gdyby nie to, chrzakalibysmy sobie przy ognisku, podgryzajac sarni
udziec i ostrzac krzemienne wlocznie. W porywach ewentualnie lazilibysmy
po jaskiniach bazgrajac weglem scenki z ostatniego polowania, a polemike
dotyczaca wielkosci obrazka rozwiazywalibysmy za pomoca maczugi. :)
Tak czy inaczej nie zmienia to mojego zdania o tym, ze literki na
stronie, od ktorej zaczal sie ten watek, sa za duze. :)
EOT
---
Monika Mężyńska
http://emem.pl/
http://emem.pl/kasiabujakiewicz
http://pyrypy.poznan4u.com.pl/pyrypy.php?state=showuser&userid=241641
---
| (chyba zginął mój poprzedni post, więc jeszcze raz:)
| Właśnie zobaczyłem taki komunikat, po czym zsunąłem się z krzesła:
| CA-OpenIngres Database service failed to start because of the following
| error: The operation completed successfully.
| Zagadka Audio-Tele - jaki system pokazuje takie komunikaty?
| 1) HP-UX
| 2) VMS
| 3) Windows NT 4.0 Server (TM)
A jaki system (teraz jak przystało na Audiotele powinien się w tle pojawić
pingwinek) wypisuje taki komunikat w syslogu ?
Apr 21 11:58:04 moria /sbin/mingetty[1947]: tty1: read: Success
a) Linux
b) Windows NT
c) Solaris
Mam tego 5 sztuk w logach (od 24.03.98) ...
Odpowiednie komentarze są wystawiane. To
http://www.allegro.pl/show_user.php?uid=4162776 jedna z tych sprzedających.
Dodatkowo ta pani sprzedawała podróbki. Dziwią mnie natomiast komentarze
pozytywne wystawione dla tej pani. Są wręcz entuzjastyczne. Tak jakby
pochodziły od jej dobrych znajomych.
A to zjawisko chętnie Ci wyjaśnię ;-
Jeśli taki sprzęcik kupuje osoba, która się na tym kompletnie nie zna
(np. ktoś taki jak ja), kupuje tanio, przesyłkę dostaje szybko, pen
wsadzony w komputer jakoś działa (można coś zapisać i to coś odczytać) -
to nawet nie pomyśli jak się zachowa przy wgraniu całych 8GB i wystawia
entuzjastycznego pozytywa że wszystko ok. I niekoniecznie musi to być
dobry znajomy takiego sprzedawcy.
Na tej samej zasadzie działają sprzedawcy podróbek perfum - mają
potworne ilości pozytywów od osób, które - no cóż - po prostu się nie
znają na towarze.
BTW - zachciało mi się pena. Ponieważ od jakiegoś czasu odczuwam coś w
rodzaju wstrętu do serwisu (nie ukrywam, że podróbki oraz dopłaty za
ilość sztuk i max dwie w przesyłce mają spory udział w powstaniu tego
wstrętu), zwlokłam cztery litery z krzesła i pofatygowałam się 200
metrów do EuroAGD, gdzie za całe 35 złotych kupiłam śliczne 2GB
Sandiska.
Znacznie bliżej niż na pocztę i nie musiałam czekać nawet dwóch dni na
przesyłkę ;)
A cena swoją drogą zabawna. Każdy zakład przyjmuję, że tam miała być
kropka dziesiętna, tylko komuś cos sie pop^Hmyliło ;)
Swoja droga ciekawe czy licytujaca w pierwszej chwili nie spadla z
krzesla jak zobaczyla ile "musi" zaplacic :) I na swoje szczescie nie
licytowala wszystkich 4 sztuk.
Moze tak w najblizszy poniedzialek, wtorek, srode lub czwartek w
gospodzie BACA.
Zima wrocila na WLASCIWE TORY. Sniegu mamy pod dostatkiem, drogi
(zelazne) przejezdne, dojazd/powrot prosty. Bachory wracaja do szkol,
wiec od Niedzieli w Zakopanem zrobi sie spokoj. Przyjmujac, ze to juz
ostatnia taka piekna, narciarska zima w tym stuleciu trudno usiedzeic w
pracy.
Miejsc w DW Kolejarz jest duzo, tloku brak, warunki dobre. Wszelkie
watpliwosci wyjasnie osobiscie: +48501501043.
ceny:
Bilety kolejowe:
tanie (przeciez do kazdego doplacam z wlasnej pensji :)
Miejscówka do Zakopanego
6.-
Miejscówka na Kasprowy
7.-
(jak ktos jeszcze nie jest kolejarzem, jego zona lub
dzieckiem to musi miec tez bilet)
Zwkwaterowanie w Zakopanem:
30.- (z kolacja i oplata klimatyczna)
15.- (przecietne kwatery prywatne)
Bilet na krzeslo (Goryczkowa i Gasienicowa - potrzeba 7 do 15 sztuk
dziennie)
5.-
Autobus do Kuznic
1.50
Basen i sauna w COS
4.00 + 7.00
Inne atrakcje (Morskie Oko, wyzerka, uzywki, etc..)
ok 120.- (nie mniej niz 50.-)
Piekne przedstawicielki plci przeciwnej moga, jak zawsze, liczyc na
pewne znizki.
Pozdrawiam Pablo de'Sniegovia
Witam Grupowiczow.
Tak sie zlozylo ze ostatnio bylem,
a raczej moja strona www.globalnadomena.com
przedmiotem ostrej dyskusji. (krytyki)
Prawie rok temu zakochalem sie we flash'u
uwazalem ze zawojuje Internet i co? Nic.
Jaka jest grafika najwiekszych; Microsoft
Netscape, Intel, a szczegonlie polecam
"grafile" Logitech (www.logitech.com)?
Nie oszuuijmy sie, Dzis ludzie nie maja czasu
na podziwianie "kunsztu" artystycznego tworcow
stron..
Doradzam wszystkim mlodym grupowiczom
skierowanie swojej uwagi w kierunku spraw
technicznych (asp, php3, java, servlety)
a nieprzywiazywanie tak duzej roli do
"artyzmu" stron. To jest dobre dla
muzeum sztuki.
pozdrowko
Peter Puhacz
www.globalnadomena.com
bezplatna rejestracja domen
problem w tym ze sukienke kupuje sie dla siebie a strone www robi sie
dla wszystkich oprocz siebie (chyba ze bedzie Pan kupowal jakies uslugi
od samego siebie) - i tu wolalbym polegac na specjaliscie, podobnie
przy
wypuszczaniu kolekcji ubran - moge sie zalozyc ze nie projektuje ich
dyrektor_generalny jakieis firmy tylko ludzie do tego zatrudnieni,
chociaz dryrektor_generalny (lub jego zona) moze tych ubran nigdy nie
zalozyc bo akurat lubi koszula w banany i krawaty z golymi paniami...
Gdybym dwadziescia lat temu wszedl do kawiarni z dziewczyna ktora
mialaby buty jak moja corka dzisiaj (projektowane przez specjalistow)
wszyscy pospadaliby z krzesel ze smiechu, ze nie wspomne juz o dzinsach
gdzie krok jest na wysokosci kolan
No i odniosly skutek moje apele o robienie napisow
antyklerykalnych na murach. Do wyszukania "graffiti
antyklerykalne" przez www.google.com - a to dopiero poczatek !
Rewelka ! teraz powinienes pójśc odważnie dalej, opublikowac
zdjęcia swoich napisów robionych palcem na dzrwiach, w okolicznych
dworcowych toaletach. To powinno wstrząsnąć tym otumanionym narodem.
Być tradycyjna iskierką czyniaca zarzewie w przytepiałych umysłach.
Też ostatecznym bodźcem, do zerwania okowów zniewolenia religijnego,
nowa rewolicja kulturalną, a może nawet nowy kerunek sztuki ??
Z napięciem oczekuję na oficjalne otwarcie galerii...
BTW: ... ale może uciesze Twoje serce informacją, że pod wpływem
nagłego szoku spowodowanego użyciu kilkudziesięciu Volt, kazałem
se wydziargać antyklerykalny napis na na własnym kawałku ciała !
Jest to " Czarni ręce precz !!! " Zostało troche wolnego miejsca,
więc kazałem dodziargać stare, szacowne, rastamańskie powitanie:
"Welcome to Jamaica ! Have for You a nice day ! "
(chociaz ten wykrzyknik to już troche pobolewał, ale sprawne ręce
tatuatorki i dmuchanie - załagodziły ten ból tworzenia... )
W końcu cialo to świątynia duszy, więc taki napis to jak sądzę,
dokładnie to, o co apelujesz, czyli profanowanie świątyń.
Podeślę Ci zdjęcie w dobrym formacie, żebyś mógł dać to sobie
na biurko i codziennie cieszyc oczy.
A jeszcze dodam ze freemen jest przeciwny aborcji, dokladnie
jego poglady na to sa takie same jak poglady Holy See, ktore
znamy.
Widzę, że usiłujesz tchnąć nowe, awangardowe treści w "skostniały
humanizm", wtłaczając w tę przyciasną formę znane i tradycyjne treści:
"Zabił, czy zabili go, ale uwaga, jest zamieszany w zbrodnię !!"
Ma to swoje zalety, bo pojęcie "humanista " zaczyna nabierac
wreszcie jakichś zywych, jaskrawych kolorków, niesie nowe,
niespodziewane zabawne treści, znaczenia, podteksty.
Chociaż nie do końca wiem, dlaczego ze swojego ulubionego, choć
już trochę nieświeżego filozofa, najbardziej preferujesz redukcjonizm.
Zreszta mozna go zapytac, moze sie przyzna, bo jak
zaatakowany to zaczyna krecic.
Dżizzz ! Pytajcie, a będzie wam dane ??
Bracie Poncjuszu, czy już idą po mnie ???
Jak mnie posadzisz na hiszpańskie krzesło, uściskasz garotą,
to przyznam sie do wszystkiego !
błeee Ech te tradycje humanistycznej inkwizycji
- a w "bardziej strawnym języku":
Mruczek, pojebało Cię kompletnie i do imentu ???
FreeMen
http://www.allegro.pl/show_item.php?item=24374168
Polecam
Wiecej informacji: 600.485.673
Witam!
jeśli ktoś byłby zainteresowany moją twórczością to proszę o, kontakt.
zapraszam serdecznie do odwiedzenia mojej strony internetowej.
www.albi.xt.pl.
za wszelkie uwagi będę zobowiązany.
z poważaniem Akadiusz Małecki
zagrała palcami na blacie, bębenku drewnianym, historię swego życia
wystukując rytm monotonny. kurz unosił się spod jej palców, a duże
i ciemne oczy świdrowały przestrzeń w lustrze odbitą.
siedziałem skulony na łóżku, podziwiając piękne nogi, misternie
stworzone przez stolarza, gdy ucichło stukanie palcami.
zerknąłem w jej kierunku. siedziała zamyślona, gryząc dolną
wargę.
wydaje się taka kobieca, erotycznym kunsztem wprawiając ciszę w
świdrujące kręgi euforii. zamknęła oczy i ponownie zaczęła
wybijać rytm swojej historii.
nie mogłem napatrzeć się na te nogi, a im wyżej sięgałem
wzrokiem, tym bardziej je podziwiałem, sztuka sama w sobie.
a to znasz? - pytała, nie otwierając oczu, zmieniając jedynie
wybijany rytm.
znałem.
albo to?
jak mógłbym nie pamiętać tych chwil.
i jeszcze to.
tego nie znałem, ożywiłem się i zacząłem uważniej słuchać tam
tam tam tam tam tam tam tam tam tam tam...
odsłoniła swoje zęby w ekstaycznym uśmiechu, odchylając głowę do
tyłu.
smukła szyja, czysta i gładka.
pewnie nie znasz - stwierdziła. ale mogę ci opowiedzieć, gdzie to
słyszałam - powiedziała, spoglądając na mnie.
musisz to robić?
chcę - odparła, wstając nagle z krzesła.
niewidzialne kropelki potu opadły cicho na skrzypiące deski
podłoża. światło bezwstydnie zaglądało jej pod sukienkę, a ja
bardziej skuliłem się na łóżku.
to jak, opowiedzieć ci? - słyszałem jej kroki, cichutkie, delikatne
jak jej włosy, a jednocześnie lubieżne jak cień sutków na jej
koszuli.
nie wiem, czy chcę, żebyś mi opowiadała.
opowiem deliikatnie, szepcząc do ucha, pogładzę twoją chłopięcą
twarz i na pewno zrozumiesz. nie bój się, będzie ciekawie.
nie!
jak wolisz.
wróciła do krzesła, do wybijania rytmu. żadnego już później nie
rozpoznałem. wiedziała o tym, spoglądając co jakiś czas na moje
pytające czoło, pomarszczone wysiłkiem.
gdy stukanie ucichło, obudziłem się nagi, odarty z uczuć, odarty z
miłości do niej. ona leżała obok, jej pępek unosił się
rytmicznie w takt oddechu, przypominając ostatnie chwile uniesienia.
gdy okryłem ją kocem, na piersiach zdążyłem zauważyć jeszcze
gęsią skórkę - zasnąłem struchlały pod naporem myśli w
oczekiwaniu na jej przebudzenie.
----- Original Message -----
Sent: Monday, June 28, 2004 10:53 PM
Subject: # jestem cała w twoich rękachSilny zapach naszej skóry
zapomniane wszystkie słowa
pod powieką światła wióry
i tak miodnie ciąży głowa.
Zachwyceni, niby święta
- jestem cała w twoich rękach.
W tym fragmencie pojawił się bezsens - źle usłyszałem, źle zapisałem (a
właściwą treść pamiętam z któregoś poprzedniego oglądania filmu, co zresztą
było w pierwszym okresie moich regularnych podróży do Wrocławia, chyba
zimowa sesja pierwszego roku studiów UWr trzy lata temu... wtajemniczeni
wiedzą, że akcja filmu dzieje się właśnie we Wrocławiu).
Linijka
Zachwyceni, niby święta
powinna brzmieć
W zachwyceniu, niby święta
- czyli: jestem w takiej ekstazie, w takim uniesieniu (określanym
technicznie w teologii ascetyczno-mistycznej terminem "zachwycenie"), jakie
można porównać z przeżyciami wielkich mistyczek. Od "wielkiej" i "małej"
Teresy aż do Faustyny Kowalskiej.
Ach ten Iredyński... Moja koleżanka ze szkoły średniej okazała się jedyną
spadkobierczynią jego spuścizny. Cóż, dla mnie ten autor może zbyt
zharmonizowany, zbyt wywołuje nieprzyjemne stany. Kiedyś - a byłem małym
dzieckiem - mama streściła mi sztukę "Żegnaj Judaszu". Zrozumiałem i
pamiętam, choć potem nie widziałem samodzielnie.
A wracając do wierszopiosenki - gdyby spytać, który fragment podoba mi się
najbardziej, podałbym rozczulający początek:
w kąt ciśnięte nasze buty
i na krześle, na sukienkach
Marek P.
Ros-Halino i Sionku,
dziekuje za mile slowa.
Dodam przy okazji notke medyczna:
"nitro" to oczywiscie "nitrogliceryna", czyli malenkie,
biale pigulki, ktore spod jezyka przechodza szybko
do krwii (spod jezyka jest szybciej niz innymi drogami,
poza zastrzykiem). Pigulki sa tak male, ze po 25 sztuk
przechowuje sie w fiolce wysokosci dwa i pol do
trszech centymetrow, o srednicy ponizej centymetra.
Te fiolke trzyma sie z kolei w wiekszej, bo tak mala
filka moglaby sie latwo zagubic.
Nitrogliceryna powoduje gwaltowne rozszerzenie sie
naczyn krwionosnych, dzieki czemu moze chronic przed
nadchodzacym zawalem serca. Poniewaz poszerza naczynia,
to powoduje takze, jako skutek uboczny, obnizenie sie
cisnienia krwii. Dlatego ogolne medycyna zaleca brac
nitrogliceryne tylko na siedzaco lub na lezaco, i nie
wstawac przez 5 minut. Na ogol w wierszach unikam
buchalterii-statystyki-itp, lecz uzywam jezyka poezji,
by okreslic czas lub wszelaaka wielkosc. Tutaj
jednak te "5 minut", to cytat z instrukcji medycznej.
Jak widac, PL z utworu do instrukcji, na wlasne ryzyko,
nie stosuje sie. Powszechne instrukcje medyczne sa jak
wojskowe, dla ludzi na wszelakim poziomie intelektualnym,
wiec musza byc jak najprostsze, zeby ludzie nie
mylili sie, nie pozabijali sie. Z drugiej strony, gdy ktos
ma bole serca na spacerze, gdy nie ma w poblizu krzesla,
to wszystko jedno ma sens podac nitro, ale pod warunkiem,
ze nie dopusci sie do upadku oslabionego czlowieka.
******
Oboje, Ros-Halino i Sionku, oraz Ginger, daliscie
komentarz pod "w jadalni". Wszystkie trzy komentarze
byly konstruktywne. Nie odezwalem sie wtedy,
bo jednak mnie sfrustrowaly, a nie chcialem
brzmiec jak jakis niewdziecznik. W kazdym razie
tam tez wystepowaly konkrety. W szczegolnosci
bieganie (lub bardzo szybkie chodzenie-"latanie")
po jadalni przez opiekunow nie wchodzilo
w gre, byloby wbrew naturalnym zasadom
takiego miejsca, gdyz narazaloby rezydentow
i wszystkich na kontuzje i nieszczescia. W takim
miejscu nalezy z zasady poruszac sie w miare
powoli.
(I tak "w jadalni" byl na php potraktowany dobrze,
bo jakos ten wiersz nie ma szczescia. W czasie
mojego krotkiego pobytu w "Twoj.Necie", jakis
uczestnik pozwolil sobie potraktowac utwor jako
pretekscik do kabotynskiego wyglupu, inni, z
jednym wyjatkiem, jeszcze go podziwiali i lizali,
a proby zwyklego komentarza byly nie na poziomie.
I tak to bywa z wierszami).
Pozdrawiam,
Wlodek
| W DZIECINNYM POKOJU
| W dziecinnym pokoju
| gromady niewidzialnych światów
| wypełniają przestrzeń
| między łóżkiem i biurkiem
| sen miesza się z jawą| W dziecinnym pokoju
| trzeba pod zielony parasol
| chować się gdy pada deszcz
| ustępować z drogi
| przejeżdżającym regałom| W dziecinnym pokoju
| ciekawość wypełza z kątów
| pomysły o roześmianych oczach
| oklejają ściany
| tłoczą się w szufladach| W dziecinnym pokoju
| nakreślone niewprawną ręką
| dobro i zło
| zażarcie walczą ze sobą
| na pogniecionych kartkach| W dziecinnym sklepiku
| kupisz radość
| za kilka papierowych groszy
| duże troski
| rozmienisz na drobne| W dziecinnym pokoju
| znajdziesz spontaniczność
| zostawioną przypadkiem
| w ostatniej szkolnej ławce
| klucze zgubione przed tygodniem| Z dziecinnego pokoju
| krzesła do krainy marzeń
| odjeżdżają z dywanowego toru
| o nieznanej godzinie
| wszystkie miejsca wolne| Z dziecinnego pokoju
| w mroczny labirynt życia
| wyrusza się bezpiecznie
| z ochronną tarczą
| miłościZ jakim ciepłem poczytałam. Dzięki.
Nie miałam ani lalki ani dziecinnego pokoju ale dobrze, ze mój syn
juz więcej miał.
A my, sprzedawalismy w ogrodzie pasztet Mamy koleżankom za
liscie bzu.;-)
Ale i w tych czasach tyle dzieci nie zna atmosfery swojego
dziecinnego pokoju,;-( a i bez tej ochronnej tarczy wyrusza w
swiat. Tyle depresji...niskiej samooceny;-)
Pozdrawiam Rosa
Dziękuję Ci, Roso, za miły komentarz. Ja też nie miałam pokoju dziecinnego,
ale za to mieszkałam z babcią :-). Moje już mają - trochę im pewnie w
jednym ciasnawo, ale dzięki temu dużo są razem (i muszą się uczyć trudnej
sztuki negocjacji).
Pozdrawiam.
Magda
Przepraszam, ze dopiero teraz, ale dopiero teraz na tym bylismy.
Namsiepodobalo.
A pobocznie - po kilku minutach filmu moja zona rzucila z przekasem "czuje
w tym tlumaczeniu reke Lesniewskiego". Na koncu filmu zaskok - pojawia sie
jakies inne nazwisko, ale zaraz po nim... "dialogi polskie: Marcin
Lesniewski" :) Tym razem czolowy nieuk polskiego kina uznal, ze jak twardy
facet wchodzi do baru i rzuca barmanowi "Rye", to znaczy ze chce sie napic
"ryzowki".
A ten pierwszy to bodajze Drewniak czy jakos tak. Kto tym ludziom
pozwala filmy tlumaczyc??
Po angielsku nie umieja - nieszczesna ryzowka.
Po polsku nie umieja - "Wracajac do domu wszyscy unikali mojego
spojrzenia", czy jakos tak.
Liczyc nie umieja - maly salon fryzjerski o powierzchni 200 stop
kwadratowych zamienia sie w 60 metrow kwadratowych (bo stopa ma 0.3
metra, prawda?).
Zaliczylismy pierwsza wizyte w Kinotece - i wrazenia takie sobie.
Znaczy do jakosci obrazu/dzwieku zastrzezen nie mam. Mialem nadzieje,
ze zobacze, jak wyglada po przebudowie kino Mloda Gwardia - ale
okazalo sie, ze film leci w dawnej Wiedzy. Natomiast ogolnie wszystko
sprawia wrazenie przygnebiajace - potworne przestrzenie, ale ani
jednego miejsca, gdzie w oczekiwaniu na film czy umowiona osobe mozna
by usiasc. Schody na to drugie pietro z idealnie pustymi scianami. W
samej sali nowe siedzenia i podloga, a na scianach pol na pol stare
boazerie i nowy obrzydliwy plusz. No niestety, jak sie chce, zeby kino
przyciagnelo widzow, to trzeba tez zadbac o takie szczegoly, same
tansze bilety nie wystarcza. Juz nie mowie, ze te przestrzenie
swietnie sie nadaja na jakies wystawy, imprezy towarzyszace czy cos.
Ale zeby chociaz byly fotosy na scianach i krzesla przy bufecie...
A widzow, to myslalem, ze bedzie ponizej 10 sztuk, ale przychodzili
juz po czasie i w koncu bylo 21.
MJ
Najwidoczniej lata ciezkiej zaprawy w okresie socjalizmu, nie pozwalaja
zapomniec o starej zasadzie "kto pierwszy ten lepszy", chociaz ta zasada
odnosi sie glownie do kolejek w sklepach miesnych, jednak niektorzy nadal ja
praktykuja mylac czas i miejsce.
Ja znalezlem sposob na starsze babcie (podkreslam starsze babcie) gdyz nie
zdazylo mi sie jeszcze aby jakis dziadek dokonal tak niemilego aktu wslizgu
do gabinetu lekarskiego. W wiekszosci poradni na drzwiach tkwi nadal napis
"pracownicy sluzby zdorwia obslugiwani sa poza kolejnoscia" - troche
zalatuje przeszloscia (tak wiec nawet sprzataczka pracujaca w poradni jest
tym pracownikiem), jednak widnieje rowniez drugi napis "honorowi dawcy krwi
obslugiwani sa poza kolejnoscia", uwazam ze tym drugnim zdecydowanie nalezy
sie ten przywilej niz tym pierwszym - no ale do rzeczy. Nic prostszego jak
oddac krew w punkcie krwiodastwa ok. 3 razy i otrzymujemy karte krwiodawcy,
i w tym momencie nas rowniez dotyczy ten zaszczytny obyczaj - ahh i
nareszcie babciemaja za swoje :)
ALki
Witam
| ta babcia się wepchneła [bo była na 9.30] [ i jeszcze mi beszczelnie
| chrzaniła, że wcale nie byłem o 9.15 tylko o 9.20, ale przecież starej
babci
| bić przy świadkach nie będę]To ciekawe, że stare babcie (i dziadkowie) do perfekcji opanowują sztukę
wpychania się przed kogoś, chociaż wcale im się nie spieszy (w
przeciwieństwie
do człowieka, który zwolnił się z pracy na godzinę).
Czekałem kiedyś w przychodni. Przede mną kilka osób. Po kwadransie
przyszła
babcia, zapytała, kto ostatni. Powiedziałem, że ja. Babcia była całkiem
miła,
nawet chwilę rozmawialiśmy. Gdy osoba przede mną weszła, babcia wstała i
zaczęła
oglądać gablotkę obok drzwi do gabinetu.
Gdy drzwi się otworzyły wstałem, żeby wejść. Babcia mnie uprzedziła
wykonując
wślizg między wychodzącego pacjenta i framugę zatrzaskując mi drzwi przed
nosem
... Oszczędziła pięć minut, żeby wieczorem i tak bujać się w fotelu trzy
godziny. Co miałem zrobić? Wejść do środka, wywlec ją i posadzić na
krześle?
To nie był jedyny raz podobnego zachowania u starszych ludzi, wydawałoby
się
całkiem kulturalnych. Czy to socjalizm tak ich zeszmacił? Tak dobrze
przystosowali się do tamtych warunków, że nie są w stanie przestać?pozdrawiam, Flasher
-------------------------------
http://polbox.com/f/flasher
Strona dla ludzi myslacych
Updated 01/01/27
---------------------------------
Moja poczta jest zawsze ze mną - e-mail przez WWW - http://rubikon.pl
Rozmawiałem ostatnio z mechanikiem i zaczał on cos mowic ze jakies 3 sztuki
tych lokomotyw wyciegneli z kszaków i chca oddac do naprawy ogolnie to oni
nie lubia tej seri okreslajac ja jako kurestwo ponoc zamiast fotela jest
tam
drewniane krzesło
R.
| piszę pracę dyplomową pt. "LENISTWO A SZTUKA"
| jeśli znacie jakieś ciakawe książki lub materiały
| to dajcie znać| dzięki z górki :)
NTG.
I TU POMYŁKA, bo sprawa jest grubsza niż się wydaje
1) "Teoria klasy próżniaczej" filozofa i socjologa Thorsteina Veblena
2) "Bunt mas i in. pisma" Ortega y Gasset'a
3) "Colas Breugnon" Romaina Rollanda
4) "Pochwała lenistwa" Poula Lafargue
będę również wykonywała prace praktyczną w postaci:
INSTALACJA I OBRAZ
czerwona skrzynia otoczona czerwonym futrem - symbol macierzy i bezpiecznego
umierania w egzystencji
papierowe, niewygodne w konstrukcji krzesło - który jest symbolem czystej
sztuki, pozbawionej praktyczności, coś czym możemy sie delektować a nie
konsumować
obraz anioła (cechy twarzy pół-kobiece, pół-meskie) jako wyrzut
sumienia -krzyczący o neutralność seksualną, konsumpcyjną, ....
TEORIA
Lenistwo jest zjawiskiem ściśle związany z klasą próżniaczą, która
wytworzyła się już w czasie kamienia łupanego. Wynikła oan z różnich
anantomicznych i psychicznych między mężczyznami i kobietami.
Kobieta nie była ani tak sprawna, żeby dominować fizycznie, ani na tyle
okrutna (macierzyństwo) żeby zabijać zwierzęta.
Dlatego nastąpił podział:
mężczyźni zaczęli zjamować się wyłącznie rządzeniem, łowiectwem, sportem i
religią. Kobieta zaś wytwarzały; zarówno one jak i ich wytwory były
własnością mężczyzny. Później to się zoraz bardziej komplikuje, kobiety też
zaczynają uczestniczyć w próżniactwie, np nosząc niewygodne rzeczy (wysokie
buty, ciężkie ubrania, bardzo długie włosy), znając maniery na których
poznaniu traciły część życia jak i mozni panowie, itp.itd
JEŚLI WIĘC KTOŚ (OPRÓCZ POŚPIESZNEGO IGNORANTA)
WIEDZIAŁBY COŚ W TEJ MATERII PROSZONY JEST O WSPARCIE
:)
z góry dziękuję za życzliwość
camel:
Chcial tylko polatac nad dachem domostwa i jakiez bylo jego
zdziwienie gdy krzeselko z balonami w calkiem szybkim tempie unioslo
sie na wyskokosc 5000m (albo stop-nie pamietam...). Nieszczesnika
sciagnieto jakims sposobem na ziemie i musial placic mandat za
naruszenie przestrzeni powietrznej.
Rozumiem, że ten abstrakcyjny scenariusz jest tylko pretekstem do
zadanego następnie pytania. Bo cała historyjka oczywiście nie mogła
się tak potoczyć. Czy się mylę? Żeby unieść człowieka z krześlem z
powierzchni ziemi, baloniki musiałyby wyprzeć ok. 75 kilo powietrza,
czyli ok. 60 m^3. Jaką pojemność może mieć balonik, żeby pozostać
balonikiem a nie wielkim baloniszczem? Więc ze 100 sztuk? -- czy
więcej? A jak zapewnić sobie stabilne utrzymywanie siedziska poziomo,
żeby nie spaść z krześla? Czy oprócz lornetki gościu miał ze sobą
ubranie puchowe?
camel:
Powoli, ale ruchem jednostajnie przyspieszonym, a na dodatek
grawitacja coraz bardziej dziala, bo odleglosc sie zmniejsza.
Różnica grawitacji na powierzchni Ziemi i o 5 km wyżej jest
niezauważalna dla faceta wyposażonego wyłącznie w krzesło, lornetkę i
drugie śniadanie. Ale o ruchu jednostajnie przyspieszonym i tak nie
ma mowy. Ruch jednostajnie przyspieszony pod wpływem stałej siły
byłby możliwy bez atmosfery; a tu nie ma ani stałej siły ani próżni.
W trakcie lotu w górę zmniejsza się ciśnienie zewnętrzne a wewnętrzne
w balonikach się nie zmienia; więc najpierw baloniki rosną i dają
coraz większy wypór -- więc siła ciągu rośnie. Potem robią ,,trach''
i siła ciągu gwałtownie spada, praktycznie do zera.
camel:
Nie chodzi mi o dokladna wartosc, lecz rzad wielkosci - czy mialby
szanse to przezyc.
Ze względu na opór powietrza prędkość spadania człowieka z krzesłem
stabilizuje się mniej więcej na poziomie 50 m/sek -- ok. 180 km/godz.
Jak wpadnie w głęboką wodę dokładnie głową lub stopami do przodu, to
może ma jakieś szanse. To jest oszacowanie pesymistyczne; jeśli
niektóre baloniki przeżyją, to oczywiście będą hamowały spadek.
Aha, i nie spadnie do tego samego jeziora, z brzegu którego
wystartuje, tylko o wiele jezior dalej. Tam w górze zawsze wieje,
więc zanim baloniki pękną, już go dokądś zaniosą.
- Stefan
| Tadeusz Gajl
Analiza twórczości wielkich mistrzów to domena zawodowców kończących
studia o kierunku historia sztuki - one dają warsztat krytyczny, kryteria
oceny
Zgoda, jeśli ktoś chce zostać specjalistą wydającym ekspertyzy w kwestii
autentyczności obrazów, zawodowym krytykiem lub badaczem.
Natomiast jeśli ktoś chce na własną rękę dla osobistej satysfakcji
i dla rozwijania własnego talentu studiować zagadnienia kompozycji,
to nie musi poświęcać czasu ani pieniędzy na przyswajanie nudnych programów
akademickich i podlizywanie się przemądrzałym podstarzałym belfrom
o artystycznych kompleksach.
Oczywiście lektury są konieczne, a podana przez kolegę lista zawiera
doskonałe pozycje, które jednak uzupełnił bym o może nieco mniej
profesjonalne, ale za to dające szersze spojrzenie i bardziej przystępnie
John. D. Barrow - Wszechświat a sztuka - postrzeganie oraz zrozumienie
piękna i twórczości artystycznej w świetle nauki.
Andrzej Osęka - Spojrzenie na sztukę
Juliusz Żórawski - O budowie formy architektonicznej
Juan Eduardo Cirlot - Słownik symboli
Cesare Ripa - Ikonologia
Nie wyobrażam sobie, że na własną rękę można dojść do wniosku o
przewadze w baroku kompozycji opartej na kole w przeciwieństwie do
renesansowego trójkąta, ustalenia kluczy kompozycyjnych i ich kolejności,
równowagi po przekątnych i osiach symetrii itp.
Wystarczy nałożyć na reprodukcję kalkę techniczną i zaznaczyc na niej
ważne punkty, kierunki, grupy świateł i cieni itp. Zauważenie wówczas, że
ważne punkty układają się w kształt sześciokąta, w którego przeciwległych
wierzchołkach znajdują się pary - głowa żyjącego człowieka i czaszka,
wyrzeźbiona w kształt jabłka gałka przy oparciu krzesła i żywe jabłko
na talerzu, ręka trzymająca kwiat i ręka trzymająca miecz , nie wymaga
wyższych studiów, ani specjalistycznej wiedzy. Jeśli dokonuje się tych
analiz z głową, biorąc na tapetę nie tylko obrazy z rozmaitych epok,
ale również artystyczne zdjęcia, grafiki, kadry komiksowe lub filmowe,
to można wiele się nauczyć. Sęk w tym żeby nie tylko patrzeć,
ale w i d z i e ć!
każdy dojdzie do wniosku, że sztuka to naprawdę wielka rzecz i choć nie
starczy życia by ją naprawdę poznać to warto się o to starać.
Tu zgadzam się absolutnie z szanownym interlokutorem.
Pozdrawiam
Piotrekkk
Ale czesto ogladam
scenki gdzie wszystko wyglada jakby ktos zlapal kilka fajnych objektow
wpakowal
w jedno dodal troche swiatla i gotowe. Mam w zwiazku z tym pytanie, jakie
jest
podejscie innych do tego, jak mozemy to ciagniemy z sieci czy robimy swoje
?
Ściąganie obiektów z sieci, wrzucanie do scen, dodanie świateł i rendering
to trochę tak, jakbym kupił samochód, potem dodał do niego parę bajerów w
stylu spojlery, futerko na siedzeniach itp, a potem powiedział "zbudowałem
auto". Z drugiej strony czasem korzystam z obietów takich jak okna i drzwi
standartowo umieszczone w MAXie, więc poniekąd korzystam z pracy innych - to
prawie to samo, co ściąnięcie obiektu (np. krzesła) z sieci i umieszczenie
go w scenie.
Z drugiej strony - wymodelować to potrafi nawet grafik typu "Forrest Głąb".
Prawdziwa sztuka zaczyna sie przy skomplikowanej animacji (szczególnie
"naturalnych" postaci ludzkich i zwierzęcych) a uwieńczeniem - szczytem -
jest porządne oświetlenie. To jest najtrudniejsze, tak więc można by się
pokusić o umieszczenie w scenie cudzych obiektów. Są zresztą do kupienia
biblioteki obiektów, choć wiele z tego co widziałem, to miernota.
Ja wszystko tworze od podstaw i
najczesciej rezygnuje jak nie moge "ulepic" jakiegos objektu. K.P. (:))
Ja najczęściej też ro bię od podstaw. Jeśli nie mogę czegoś zrobić - biorę
książkę, szukam podobnego problemu i staram się załapać, gdzie tkwi haczyk.
I właśnie to najbardziej lubię - znajdowanie haczyków jest najfajniejsze -
inaczej ciągle bym robił "dzieła" w stylu osławinych "kulek z telewizyjnej
jedynki".
Największą frajdę mam, gdy zrobię coś, na co znajomym rozdziawią się usta.
Ostatnio był to Grób Nieznanego Żołnerza (mam chyba jakieś zboczenie dot.
Kompanii Reprezentacyjnej WP - tak twierdzą znajomi). Do moich animacji do
wideo już się przyzwyczili i nie chca ich oglądać :-( ale Grób podziwiali
:-)) No a do tego modelu nie znalazłbym nigdzie gotowych obiektów.
No właśnie, jak w temacie. Dla tych, co chcieli, lecz nie
mogli uczestniczyć...
Długo zastanawiałam się, czy w ogóle pisać.
Mam mieszane uczucia, dotyczące nie samej jazdy tylko atmosfery.
Zaczęlo się zgrzytem ok. 22 godz. Pod zajezdnię przyszło ok. 20
młodych osób w stanie wskazującym... Mówili że to J.K. ich zaprosił.
Zraziło to Remika i Romka (mnie wtedy jeszcze nie było). Powiedzieli
im, że impreza odwołana.
Po paru minutach na zajezdnię wchodzi wojak, a to Olaf i trzeba go
pochwalić, ładnie w min wyglądał!!
Zebrało się 17 osób - liczono na 30 sztuk.
Postanowiono wyjechać jednym wozem N-216 (ściągnięto go poprzedniego
dnia z Niemierzyna). Ruszono po 23 godz. Pierwszym etapem przez most
Długi, był Basen Górniczy. Tam Romek oddał korbę Mietkowi - trzeba to
w kominie zapisać! W drodze do centrum stanęliśmy na środku mostu i
pozwolono mi zrobić zdjęcia. Na Matejki zatrzymał nas wypadek
samochodowy. Zderzyła się osobówka z półciężarówką. Zerwana została
sygnalizacja świetlna, ale strat w ludziach nie było.
Już w wagonie nastąpił podział na dwie grupy. Pijących i nie pijących.
Jeździliśmy tak po mieście do godz. 3. Stanęliśmy na Głębokim, gdzie
został wytaszczony grill, stolik i krzesła. Po rozpaleniu grilla
upieczone zostały: kiełbasa, szaszłyk i kaszanka. Bardzo przydała się
tablica "za tramwaj", przy której jej pomocy rozmuchiwano żar.
Jedzonko smakowało wyśmienicie, ale nie starczyło dla wszystkich i
mimo zaproszeń nie wszyscy zdecydowali się podejść do grilla.
Imprezę zakończono po godz. 4.30, jak słońce zaczęło już wychodzić. Po
drodze ludzie zaczęłi się rozjeżdżać do domów. Remik spieszył się na
uczelnię, na innych czekały żony. Nie wszyscy chcieli rozstać się z
wozem i te kilka osób odprowadziło wóz na macierzystą zajezdnię.
Nawet wtedy nastroje były minorowe i postanowiono przeprowadzić z
kolegą poważną rozmowę w najbliższym czasie.
Moim zdaniem impreza była w kratkę.
Rozczarowana Ela
Jako ze jestem studentem informatyki (pwr), zaczalem zastanawiac sie w
jaki
sposob najlepiej zaczac na tym czego sie ucze zarabiac. Oczywiscie ucza
nas
samych bzdur, mocno nieprzydatnych w praktyce pracy informatyka.
To zmien studia. ;-) Jestes studentem, ciagle sie uczysz, dotychczas
moze wykorzystales 5% tego, czego Cie probowano nauczyc,
a ton wypowiedzi przywodzi na mysl ostatnie slowa umierajacego
pioniera informatyki z milionem lat doswiadczenia. :-)
Doszedlem wiec do tego ze trzeba mocno zajac sie poznawaniem bardziej
praktycznych rzeczy samemu.
Zawsze tak bylo. Po pieciu latach mozna bylo umiejetnosci praktyczne
przekazac do muzeum techniki, dzial "Sztuka neandertalska". To sie
bardzo szybko zmienia. Teoria przyda Ci sie bardziej, ale jeszcze nie
zdajesz sobie z tego sprawy. Z drugiej strony, sa firmy _informatyczne_,
gdzie ujawniajac umiejetnosc np. zbalansowania drzewa binarnego
ryzykujesz, ze zostaniesz uznany za lokalnego boga. Widac, ze bez
teorii tez jakos dziala (z naciskiem na "jakos", niestety...) Znam taka
jedna firme z opowiadan z pierwszej reki, druga poznalem osobiscie;
jednak nie ujawnie ktore to.
Oczywiscie znam juz podstawy jesli chodzi o programowanie,
html, linuxa i rzeczy sprzetowe. Problem jest tylko w tym ze nie wiem w co
najlepiej inwestowac czas i pieniadze zeby moc zaczac z tego wynosic
korzysci finansowe.
Na poczatku kokosow na tym interesie nie zrobisz, pozbadz sie zludzen.
Pozniej wszystko bedzie zalezalo od tego, co potrafisz i jak potrafisz sie
sprzedac. Jesli interesuja kogos szybkie i krociowe zyski, to niesmialo
sugeruje handel narkotykami lub streczycielstwo. ;-) Wracajac do
informatyki, to ja Ci niczego w tej materii nie doradze, bo rodzaj zajecia
wybitnie zalezy od umiejetnosci i ukierunkowania. Jeden robi to, drugi
co innego, nigdy by sie nie zamienili i obaj sa zadowoleni. Zapytaj siebie
co lubisz i czy da sie z tego wyzyc, po czym sie tym zajmij.
Bardziej uderzac w programistyke?
Jesli ciagnie Cie w tym kierunku, to polecam inzynierie oprogramowania.
moze tworzenie stronek (html, php, cgi)?
To tez nie za bardzo informatyka, dobry webmaster to raczej
rodzaj artysty, niz programisty. Jesli juz, to sugeruje programowanie
po stronie serwera (jakies frameworki, sklepy internetowe itp.).
Kolega calkiem niezle z tego zyje, mnie to w ogole nie bawi.
czy moze jakas bardziej zaawansowana administracja?
Nie ma czegos takiego, jak zaawansowana adminstracja. Poza tym
szkoda lat studiow informatycznych, aby zajmowac sie takimi rzeczami.
Zatrudnij na admina jakiegos absolwenta np. elektroniki, zrobi to za
Ciebie lepiej i taniej. W roznego rodzaju instytucjach popularny jest
etat konserwatora. Taki czlowiek naprawia zamki, krzesla, okna itp.
Administrator to odpowiednik takiego konserwatora, tylko konserwuje
oprogramowanie, a nie hardware. Niezbyt porywajaca perspektywa. :-)
Pozdrawiam
Piotr Wyderski
Tomek Jankowski: [ ...................................... ] <<< Tu nastapila
konsternacja. Uzupelnijcie prosze.
Może wyjaśnię czemu akurat On. Mimo, że nie zawsze, a nawet nieczęsto
trafia do mnie nazwijmy to estetyka jego prac, to jestem pod dużym
wrażeniem tego, że jego prace są przemyślane, tworzą całość.
To nie jest częste zjawisko w czasach przypadkowych kresek
dorabiania teorii do byle buttona.
Jak rozumiem pytałeś o tzw "polską scenę. Dla mnie Tomek jest postacią
w pewnym sensie unikatową. I nie chodzi mi tylko o jego prace.
Miałem przyjemność (mailowo) podyskutować z Tomkiem. Lubię ludzi, którzy
wiedzą co robią. Wiedzą o co im chodzi. Tomek wie, i nawet gdy nie pasuje
mi to czy tamto, szanuję go za to, że bez odrobiny zadęcia i z uśmiechem
potrafi opisać to co robi. Tak, że czuję iż wie o czym mówi, że to nie
przypadek.
Albo inaczej, mam taką wpojoną podczas studiów na architekturze zasadę.
Nawet najlepszy projekt należało obronić, umieć umotywować czemu tak a
nie inaczej. Bywało, że wszyscy wiedzieli, że ten właśnie projekt urywa
dupę a autor i tak nie zaliczał przedmiotu. Bo nie umiał go obronić.
W przypadku wypowiedzi Tomka uważam, że w pełni kontroluje to co robi.
I to właśnie cenię. Aha, i dystans do samego siebie. To też dla mnie
ważne.
A gusta? Stylistyki? Estetyki? Kolorystyki? Widzisz, przychodzi mi do
głowy kolejne "architektoniczne" skojarzenie. Projektowanie czegokolwiek
wymaga ogromnej wiedzy, nawet najładniejszy i najbardziej oryginalny
dom ma służyć jego mieszkańcom. A tzw sztuka zaczyna się tam gdzie
kończy się rzemiosło. Rzemiosło w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Gdy nie myslisz już "jak to zrobię" a "co zrobię", gdy technika
przestaje być ważna i osiągasz pewien nazwijmy to pułap.
Celowo użyłem określenia "tak zwana sztuka". Bo szeroko pojęty
webdesign jest dla mnie bardziej sztuka użytkową. Z całym
bagażem zobowiązań technologicznych (know-how) z tego wynikających.
Podwaliny należy mieć i to nie ulega dyskusji. Projektowanie
np krzesła bez znajomości ergonomii sprowadza się do strugania
w drewnie czy innym materiale i twierdzeniu, że na "tym czymś" to
i nawet czasem usiąść można. A przecież dupa nie szklanka - nawet na
krawężniku można siedzieć. Podobnie jest z każdym innym obszarem
projektowania. A w "świecie webdesignu" zbyt często zwykły brak
elementarnej wiedzy ukrywany jest pod płaszczykiem pseudooryginalności.
Olewanie i pomijanie bogatych zreszta źródeł wiedzy wynikające chyba
tylko z lenistwa określane jest szumnie szukaniem nowych dróg.
A czasem netartem. Ja to określam (negatywnie) "dzieci trzydemaksa
spłodzone w fotoszopie" ;) W ich pojęciu design zaczął się
wraz z wersją 4-5 fotoszopa. Mówiąc szczerze to mnie trochę bawi.
Dla mnie osobiście najistotniejsza jest autoświadomość tego co
się robi. Sam popełniam wiele błędów. Czasem w pełni świadomie.
Czasem nie. Zawsze jednak staram się wiedzieć o co biega.
Mam nadzieję, że ta ciągnąca się jak guma chlebowa wypowiedź coś
Ci wyjaśnia:)
pzdr
Piotr
Odezwę się więc z pozycji muła.
Jakieś dwadzieścia lat temu poszedłem na swoje pierwsze spotkanie z poetą.
Atmosfera była podniosła: starano się nie szurać krzesłami, chrząkano raczej niż
kaszlano, ubierano z namaszczeniem miny wniebowstąpieńcze. Aż w końcu pojawił
się On. W przepisowym szaliku, z jeszcze ciepłym tomikiem swoich wierszy -
stanął. Powietrze też stanęło. Po każdym wierszu spadały na salę rzęsiste brawa
i szum westchnień "ach, jakie to piękne". Ponieważ 6 to moja szczęśliwa cyfra -
po szóstym wstałem i zapytałem: "dlaczego?". Sala eksplodowała śmiechem. Pan
kierownik cukrowni spojrzał na mnie z politowaniem. To był znak. Nieświadomie
wkraczałem na ścieżkę, na której tkwię do dziś.Ów śmiech towarzyszy mi od czasu do czasu. Bo dalej, z uporem muła stawiam
pytanie "dlaczego?". Bywa, że jest to śmiech przez zaciśnięte zęby. A wtedy
najczęściej wiem z kim mam do czynienia.Jest masa kiepskich krytyków i masa kiepskich poetów. Jedni, kpiąc, używają
"natchnienia" jako miecza. Drudzy wzdychając - używają "natchnienia" jako
tarczy. A cudów nie ma - z dobrego wiersza zawsze wylezie dobry wiersz. Bez
względu na to, czy się go rozbiera, czy rzuca okiem na całą jego istotę. Pod
warunkiem, że robi się to zgodnie z zasadami sztuki rozbierania i rzucania.
Muł to (w "Wierszach, które nas czytają") ten, który rzekomo stojąc na straży, sam wyjada ze żłoba (słownika) słówka.
Dlatego wciąż powstają nowe, inaczej mułowi nie starczyłoby na dłużej jedzenia. Mułła natomiast jest sędzią islamskim,
autorytatywnie orzekającym o tym, co jest Dobre a co Złe. A zatem: w przytoczonym przykładzie zająłeś pozycję nie muła,
tylko "mułła" próbującego narzucić prostemu ludowi swój wykwalikowany pogląd.
Tymczasem wiersze, tak naprawdę, od tysięcy lat mówią o tym samym, tylko inaczej ujętym. Kiedyś brało się wiadro i szło
do strumienia czy studni po wodę do picia, dziś ujęcia zmieniły się technicznie, ale odkręcając kran w kuchni nadal
oczekujemy, że
popłynie z niego woda. Pamiętam moje zdziwienie, gdy podczas jednej z nagłych wizyt kota Gugu, poproszony, żeby sam
wziął sobie coś do picia bo Teodore Orientes musi porąbać Juanitę na opał a ja właśnie kończę wyciągać kurę z rosołu,
Gugu pobiegł nie do kranu w kuchni tylko ścieżką wydeptaną przez fałszywe banknoty wpuszczone wczoraj do
obiegu. To wtedy chyba zdałem sobie sprawę, że podobnie ma się rzecz z wierszami - nawet z tych inaczej ujętych płynie
ciągle
to samo, co kiedyś. Niesmak europejczyka kiedy widzi dzikusa żłopiącego wodę z kałuży, jest tylko niesmakiem
europejczyka, bo sam, czując pragnienie sięgnie po manierkę. A tymczasem dzikus, kpiąc sobie z niego, nazwie go
zmanierowanym, i gdybym miał pociągnąć swój przykład dalej, aż do momentu kiedy wpadnie w łapska większej grupy
dzikusów, nazwałby go także: panierowanym.
Człowiek wykształcony nie jest człowiekiem mądrzejszym od człowieka prostego, jest tylko odzielony od świata kolczasytm
drutem słów wiedzy. Ciężko mu po prostu wyjść z siebie i uśmiechnąć się do motylka płynącego na słonecznej fali. O
nie! - on tylko pokiwa głową i pomyśli: O widzę, że pojawił się Pieris brassicae, którego gąsienice żerują na liściach
kapusty, trzeba natychmiast zawiadomić Gonzalesa z Owdobójczego Odziału Saperów! - Ależ wiem, kurwa, że toto lata już od
tamtego lata - tłumaczy się Gonzales, człowiek prosty co wcale nie oznacza, że nie może mieć brody - ale nie mam akurat
nic pod ręką". Tu nasz wykształcony na takie sprawy człowiek czuje, że nadszedł czas jego działania: W takim razie
ułożę wieczorem wiersz z bombę atomową na bielinka kapustnika! - woła rozpromieniony- Proszę, panie Goznales przez cały
jutrzejszy dzień nie wychodzić z baby.
Gonzales milczy, bardziej zdumiony niż przestraszony tym samym żarem w oczach, który kilkaset lat temu zamieniał w
popiół braci czeskich a umiejętnie wykorzystany spawał w wystające spod pierzyny stopy takie metale szlachetne, jak
Romeo i Julia, Trystian i Izolda, czy Laila i Mandżun:
Zapach twój mnie zauroczył, o różo,
W barwie twej jest krew mego serca, o różo.
Nie znaleźć mi już spokoju w miłości do ciebie,
Boś ty Laila, ja Mandżunem twym jestem, o różo.
(Baba Taher, derwisz z Luristanu nie bez kozery nazywany: "Gołym")
niutoN
Co mi się podoba w Temat: Kurczac sie:
prawie wszystko, zwłaszcza:| Ten sam czas systematycznie
| zwiekszajacy rozmiar buta
| i zmniejszajacy sciany sklepiku z pudlami,
| czekajacymi na ludzi starszych
| o jeden numer kurczacego sie zycia;
| przygina galezie znanego kasztanowca.to jest bardziej sugestywne niż sekundnik mojego zegarka, który krąży po
tarczy jakby chciał pobić rekord (mojego niewyspania :) dlatego cytuję
całość| Coraz latwiej z niego zrywac
| kolczaste centrum wszechswiata
| bedace kiedys pierwsze w kolejce po niebie.gdybym ja umiał tak pieknie wyrazic to, co czuje, zarabiał bym na życie
pisaniem wierszy a nie pracą w szkole...ogólnie to jest cudne (nie umiem inaczej pisać o wierszach, odbieram je po
prostu emocjonalnie)...Co mi się nie podoba:
Znając okruchy historii Twojego życia odbieram ten wiersz inaczej niż
gdybym
Cię nie znał... Jest dla mnie jakiś nostalgiczny w odbiorze, czytając czuje
się Twoją tesknotę za "starymi czasami", gdzieś krąży widmo osoby która
odeszła w dzieciństwie| A ty bedac od domu dwa kroki
| szlakiem idac potrzaskanych kasztanow
| latwo mogles w niebycie zabladzic,
czy to żal za czasami, gdy łatwo można się było "schować" przed życiem?
Raczej okreslenie zjawiska chyba nie tylko towarzyszacego dziecku (ale
dzieciom glownie) kiedy wszystko jest znacznie wieksze niz rzeczywiscie. I
tak dla dziecka "zgubienie sie" o dwa kroki od domu nie jest nowina. Wiem z
doswiadczenia jak wtedy wyglada ulica: Drzewa staja jak straznicy przy
drodze prowadzacej ku wielkiemu znakowi zapytania. Domy - te stare kamienice
siegaja prawie nieba i jak tu znalezsc wlasny ukochany kat. Wiem tez, ze
dorosli potrwfia czuc tez podobnie (choc moze brak im tych emocji, bo zawsze
moga spytac o droge - nie blokuje ich tak jak dzieci oderwanie od
rzeczywistego swiata) w obcym miescie. Wiele razy tak czulam sie tutaj.
Zwlaszacza, ze nie miewalam przewodnika i cale miasto poznawalam na "zywca"
sama. Dodam jeszcze, ze po moich dzieciecych zagubieniach mam lek przed
zgubieniem sie.
| i zmniejszajacy sciany sklepiku z pudlami,
| czekajacymi na ludzi starszych
| o jeden numer kurczacego sie zycia;
sam wiersz jest spokojniutki, ale powyższy fragment uderza, po prostu
uderza, nie umiem inaczej tego powiedzieć...
Tak jest trzasnieciem o podloge, uderzeniem w sciane, bo od tej strofy
wszystko sie zmienia - maleje. Nie tylko przedmioty maleja (drzewa, sklepy,
ludzie), ale tez zjawiska (poniewaz tyle czlowiek w zyciu poznaje, dotyka,
bada i nic juz prawie nie zostaje do wywolania zachwytu, ktory otwiera nam
buzie jak dziecku zauroczonemu pierwsza choinka na swieta). Znam taki
sklepik. Chdzilismy tam z mama kupowac buty. Zawsze wydawal mi sie ogromny.
Miescilo sie w nim tyle ludzi i wiele pudel z butami, krzesla, dwoch
sprzedawcow...no i my w trojke (ja i rodzenstwo) z mama (to przeciez wiecej
niz caly wszechswiat). Odwiedzalismy ten sklep kiedy o "jeden numer" kurczyl
sie moj zadziwiajacy swiat. Tam w tym sklepie ekspedientki czekaly na takich
jak ja - starszych o jeden numer. Powoli sklepik kurczyl sie i zaczal
wydawac sie ciasny, ludzie kupujacy w nim gniezdzili sie w jego scianach,
zeby przymierzyc buty...
Wybacz jeśli coś źle zrozumiałem lub zinterpretowałem, ale:
- nie jestem krytykiem (na moje szczęście hyhyhyhy)
- mylić się jest rzeczą ludzką...
Pamietaj: nic nigdy sie nie pomyliles. Wiersz to tylko kilka moich odczuc,
przemyslen, ktore jakos staram sie przekazac, ale nie po to zebys odgadl
moje uczucia, moje mysli, tylko zeby twoje wspomnienia, marzenia uwolnily
twoje wlasne obrazy. Na ile one sa pieknie i cudowne na tyle moja sztuka sie
udala.
DoMiNo po 3 pivach &-)
Kasiakam
krzesło jest twarde wąskie
z wysokim oparciem
siedzę wyprostowana tak
by kręgosłup przylegał do niego
mocno
i głowa w jednej linii
żeby nie bolało
Witaj Kasiu, nawet jeżeli Twój wiersz nie jest o Fridzie Kahlo - dla
mnie jest i tego już zmienić nie mogę. I to do tego stopnia, że aż
trudno by mi było uwierzyć, że to tylko sugestia. Czytam, czytam
ponownie, jeszcze raz czytam... tak, to Frida Kahlo siedzi wyprostowana
na krześle jakby siedziała w gorsecie, który ją podtrzymuje, ale także
więzi. A mimo to - choć wiadomo, że to efekt zewnętrznych kleszczy -
widać w tej pozycji niezłomność, dumę, cały niezwykły charakter Fridy,
która jak mało kto wymieniła ból na sztukę.
trójkątny wycinek świata
wpada przez oko
niczym kawałek meksykańskiego tortu
A tu już tylko następne i następne przesłanki, jak ten meksykański
wielowarstwowy, wielosmakowy tort z wiśniami-sutkami u szczytu, który,
jak cała meksykańska kuchnia, tak i ten deser, jest nie tylko jedzeniem,
ale i rozkoszą zmysłów, nie do rozdzielenia od rozkoszy erotycznych. Dla
kogo kuchnia jest miejscem tak intensywnych doznań - dla podniebienia i
oczu - ten niewątpliwie i w pozostałych zmysłowych postrzeganiach świata
ma gorący temperament - jaki miała Frida...
a każda warstwa smakuje inaczej
aż do ostatniej wiśni
ciemnej i nabrzmiałej
jak sutek kobiety
w którą wstąpił wicher
...porównywalny z wichrem.
maluję swoje wnętrze
farbą w kolorze piekącej papryki
brunatna krew
wyrzuca na czoło brwi
rozwarte w sprzeciwie
tam od środka
mam szafirowe oczy i włosy
oblewające ramiona złotem
zdartym z kopuł starych cerkwi
Tu już niewątpliwie nawiązanie do sceny z filmu "Frida", gdzie w scenie
wypadku omnibusu - w którym jechała osiemnastoletnia Frida, i który to
wypadek przeżyła wprawdzie, ale na całą resztę życia skazana na ból i...
malowanie - złote opiłki oprószają jedną z ofiar wypadku, Fridę właśnie.
śpiewam
rozlewam wino w swawolnym rozchełstaniu
tupię i wrzeszczę
i znów zanoszę się
śpiewemkrzesło jest twarde wąskie
z wysokim oparciem
lecz boję się oprzeć o nie głowę
a moja dłoń złożona na własnym kolanie
taka nieruchomaboję się drgnąć
aby nikt nie zauważył
Na wielu autoportretach Frida siedzi sztywna, unieruchomiona,
nienaturalnie wyprostowana... i silna. No, powiedz Kasiu, czy to
możliwe, żebym się aż tak bardzo pomyliła i faktycznie uległa jakimś
dziwnym omamom, od których już nie mam odwrotu?
e.
... toż to odcisków na Lu... eee... dupie mozna sie nabawić.
rotfl
rotfl
rotfl
a wiesz? ja to się w zeszłym roku nabawiłam odcisków dosłownie WSZĘDZIE (na
mózgu zwłaszcza!)
pomyśl... pracowałam na tzw. (idiotycznie zresztą) Lupa Festiwal i stałam
jako obsługa, siedziałam, leżałam, dogorywałam... dopiszcie co chcecie
i to wchodzą w to wszystkie przedstawienia, sesje, spotkania z autorami (np.
Yasminą Rezą), twórcami itp., itd.
nie dodam, że obsługa musi być zawsze w theater godzinę przed wydarzeniem,
co na Mistrza (dwa wieczory na raz) i spotkanie z twórcami zaraz po daje
jakieś 14-15 fuckin' godzin... i kto jak kto... ale ja? anarchista urodzony?
ja tak cierpiałam dla teatru Starego z dotacją ministerialną! Hańba!
Ja tam raz
co prawda e...lekcyjnie (niech tak zostanie) Prezydentki widziałem, ale
to krótkie było. Dziś, jak na Lupe, sredni metraż. Powinienem sie pewnie
cieszyć, że to nie dwa wieczory w jeden wieczór. W kazdym razie
fizycznie po Stosunkach Klary czuję jakbym sam odbył... ech... te
krzesła w TR...
odbył, powiadasz?
hmm
ciesz się, że nie są to... krzesełka lorda Blotto!
;-)
Ale trzeba przyznać, że całosc sie jakoś klei. Klara? Na kolana padam.
amen
Siostra Klary (etatowa siosta, kuzynka, itp. - niepotrzebne skreslić - w
TR) rozbraja swoim chosem.
Konieczna w ogóle jest świetną aktorką. Widziałeś Festen?
Poniedziałek? Nie wyszedł sie kłaniać, tyle
zapamiętałem.
a szkoda
no chyba, że nie poszło
bo jak ja to widziałam jakiś rok temu, to dobry był... tyle że on musi tam
mieć włosy!!! gdy ja to widziałam miał włosy i to takie całkiem całkiem
(wcale nie-śladowe), co powoduje, że najpierw Klara spotyka takiego
ułożonego lekarza-pseudoamancika z serialu, a potem wyłażą z niego wszystkie
brudy - i to jest świetne
ale np. na Dialogu Poniedziałek grał to na łyso (z racji Dybuka), co dla
mnie jest absurdem... no bo skoro idzie się do szpitala i spotyka łysego
typa w kitlu, i to jeszcze z mordą Poniedziałka... to zbokiem wieje na
kilometr! I nie jest to już lekarz, tylko patolog!!!
A w przerwie z fułaje przez kotarkę dostałem sie do resztek knajpy, co
to obok była, ciemno, pare starych mebli, pusto i ja. Po co sie szlajać
po magazynach, opuszczonych halach itp. skoro prawdziwy teren warszawka
jest za kotarką?
rotfl
dobre :-)
a tak na pocieszenie jeszcze...
ja pierwszy akt Klary obejrzałam klęcząc przed całą widownią
aż się dobrze ubrane 50tki z pierwszego rzędu dziwiły, że tak się poświęcam
dla sztuki... i to ja... z gębą kontestatora ;-P
ale powiedziałam krótko (żeby za ostro nie tłumaczyć), że to nie z racji
bałwochwalstwa dla Lupy żywionego, tylko że to mój zawód... i umilkły
powiedzieć dobrze odżywionej klasie średniej, że się robi w teatrze to chyba
tak, jakby powiedzieć coś w stylu: "Normalnie stoję w Sheratonie, ale czasem
można mnie też wziąć z ulicy; niedrogo" takie przynajmniej miały miny owe
przeurocze kobietki (chwalę je zresztą pod niebiosa, bo jedna ze
zbulwersowanych wyszła w przerwie i miałam miejsce w pierwszym rzędzie)
;-P
pozdr
ishbel